Ja jeszcze nie kończę diety, jeszcze sporo kilogramów do zrzucenia przede mną ;)
Póki co zjedzone:
- lód Big śmietankowy
- 3 brzoskwinie
- 2 wielkie jabłka
- activia do picia
A na obiad będzie zupa kalafiorowa z ziemniakami :)
Wersja do druku
Ja jeszcze nie kończę diety, jeszcze sporo kilogramów do zrzucenia przede mną ;)
Póki co zjedzone:
- lód Big śmietankowy
- 3 brzoskwinie
- 2 wielkie jabłka
- activia do picia
A na obiad będzie zupa kalafiorowa z ziemniakami :)
smacznego:)
i kochana jak zupka pyszniutka byla?:)
http://mybay.files.wordpress.com/2008/04/pudding.jpg
mmmmmm zupka... jadlam dzisiaj taka :twisted: znaczy sie... tylko to co w niej bylo ;P
a ta Twoja to dobra?
hmm zjadłabym taką "zupkę" jak na zdjęciu:D
Ja nie wychodzę poza limit 1200 kcal chyba, ale nie mam ćwiczeń i w ogóle zawalam dietę i czuję się z tym okropnie, Nie jem słodyczy, ale jakoś moje samopoczucie nie jest dobre...
No to do roboty moja droga i trzeba ćwiczyć. tak ja też muszę zacząć, ale cholerny brak czasu.
Dziewczyny wszystko będzie dobrze nie załamywać się..
Bizia czemu tak się czujesz?
a na ćwiczenia i ruch trzeba zawsze znaleść chociaż 15 minutek i nie ma tłumaczenia brak czasu bo to najprostsza wymówka.Powodzenia :wink:
TAk brak czasu to świetny pretekst... Ale się muszę sprężyć. Może jakby mi ktoś zasadził pożądnego kopa to bym się ruszyła??? :wink:
Dzisiaj już jakieś postępy są, rano naczczo było 50 brzuszków. O ile to coś można nazwać brzuszkami, ale jakoś było...
Jak mus to mus i trzeba się jakoś zmusić do tych ćwiczeń, nie ma rady.
Ćwiczenia nie tylko są potrzebne i konieczne do diety ale też dobre dla twojego organizmu najgorsze są początki i wtedy trzeba mieć dużo cierpliwości.A później z każdym dniem będzie lepiej a efekty będziesz mogła zobaczyć na własnym ciele.
Zupka była dobra :)
Przed wyjazdem na warsztaty muzyczne nie było dnia, żebym nie ćwiczyła, a teraz tak trudno mi do tego wrócić grr, Bizia spinamy dupsko i od dzisiaj ćwiczymy, chociaż te 15 minut dziennie, KasiaKaktusik ma rację, najtrudniejsze są początki, ale jak już raz, drugi, trzeci się zmusimy, to potem wejdzie to w nawyk :)
A wczoraj tradycyjnie zawaliłam dietę ^^ Ale tym razem mam na kogo zwalić :D Mój Misiaczek kochany przyjechał do mnie z wojska na kilka godzin, spędziłam wieczór i pół nocy u niego w domu, do siebie wróciłam dopiero o 3. No i jak zwykle było bosko, cód, miód i trening w parze też był haha, więc trochę tych kalorii pospalałam :D A co do diety, to tak... Do 18 wczoraj miałam 1000 kcal na liczniku, a u Misia zjadłam: fasolkę szparagową która wręcz pływała w maśle z bułką tartą (teściowa mi nie pożałowała :P), kawę z cukrem i mlekiem, pół piwa, po 23 3 kanapki z masłem i serem żółtym, a koło 2 wielką paczkę chipsów solonych :P A dzisiaj rano waga bez zmian, 65.5 kg ^^ Non stop nie mogę w to uwierzyć, że ja jem mega niezdrowo, zdecydowanie za dużo, a waga albo spada, albo stoi, szok szok szok.
A dzisiaj póki co zjedzone:
- jogurt brzoskwiniowy
- nesscafe 3 w 1
Miłego dnia :)