-
kawa nigdy nie może być za mocna, piękna kobieta za słaba :)
Witam wszystkich - mam na imię Kalina i od dłuższego czasu śledzę Wasze wątki na tym Forum, czasami się na nich udzielając. oczywiście jak wszyscy, a przynajmniej przytłaczająca większość Forumowiczów, prowadzę coś na kształt diety. aczkolwiek nie mogę tego dietą w ścisłym słowa znaczeniu nazwać, bo nie jest to jakaś restrykcyjna "kuracja", ale raczej sposób życia, swoista droga, którą pragnę stąpać jak najdłużej. cóż mogę o sobie powiedzieć? mam 18 lat i jestem tuż po maturze, więc, jak łatwo się domyśleć, mam aktualnie wakacje i sporo czasu na rozważania na temat odżywiania się oraz na ćwiczenia (a także na leżenie, nic nie robienie i zbijanie bąków...) ale od około trzech tygodni ograniczam się w jedzeniu, spożywając tym samym koło 1500 kcal, również dużo ćwiczę. niestety zdarzają mi się "wpadki", ale nie uznaję ich za coś, co przekreśla moje starania o piękną sylwetkę... nie chcę się jakoś wywyższać, ale mam nadzieję, że to już za mną, po prostu uświadomiłam sobie, że warto po prostu więcej poćwiczyć. w moim życiu bywało różnie, mogę powiedzieć, że problemy z akceptacją własnego ciała, a także osobowości, dotyczą mnie od dość dawna... generalnie odchudzam się odkąd pamiętam, a tak na poważnie, to z przerwami od około 2-3 lat. w tym okresie osiągałam różne rozbieżności wagowe, począwszy od 70 kg, kończąc nawet na 55 kg, co przy moim wzroście stanowiło dość małą wagę... a mam 174 cm, więc do osób najniższych nie należę
obecnie, jak można zauważyć z mojego tickera, ważę 65 kg, a moje BMI jest jak najbardziej w normie... ale niestety jestem też nieszczęśliwą posiadaczką tzw. "grubych kości". niektórzy twierdzą, że to mit i tylko usprawiedliwienie dla własnej nadwagi i łakomstwa, ale ja sądzę, że to się sprawdza. mimo że wagę mam jak najbardziej w normie, to jednak przeszkadza mi tłuszcz nagromadzony w okolicach bioder, pośladków i tych nieszczęsnych ud. mam typową figurę klepsydry, czyli dość szerokie biodra, pełne pośladki i uda, a także rozbudowane ramiona... w sumie proporcje są ok, ale chciałabym naprawdę stracić nieco z okolic bioder i ud, niekoniecznie za pomocą diet, głodówek czy odmawiania sobie wszelakich przyjemności - ja postanowiłam ćwiczyć jak najwięcej, bo wiem, że jeśli zacznę się głodzić i ostro dietować, to prędzej czy później skończy się to dla mnie niedobrze, gdyż albo nie będę wiedziała, kiedy przestać albo rzucę się wreszcie na jedzenie i ponownie zacznie się mega objadanie, jak już kilkakrotnie wcześniej bywało... takie sytuacje w żadnym wypadku miłe nie są!
chciałabym, aby ten wątek stanowił dla mnie wsparcie i miejsce, gdzie mogłabym napisać to, co mi leży na sercu, bo uważam, że chudnięciu nie towarzyszy tylko zmiana kształtów ciała i utrata kilogramów, ale także metamorfoza psychiki. a to może pójść w dwie strony... będzie mi bardzo miło, jeśli od czasu do czasu usłyszę coś miłego od innych "współodchudzaczy" - razem trzymać kciuki jest zawsze raźniej 
może na początek coś o moim ciele, wymiarach i celach:
wzrost - 174 cm, waga - 65 kg cel: 60 kg
talia - 68 cm (chciałabym osiągnąć chociaż 65 cm, ale nie zależy mi na jakiejś drastycznej utracie cm z tej okolicy)
pośladki - 97 cm (ech, to ciężka okolica, bo kości miednicy mam dość rozłożyste, więc sporo nie zrzucę, na początek satysfakcjonuje mnie absolutnie 95 cm, później zobaczymy
)
uda - czyli moja zmora - 57 cm
mięśnie tam są, ale tłuszczu też sporo, całe szczęście, że cellulitu jako takiego jeszcze nie mam, wychodzę z założenia, że jeśli teraz tego nie wyćwiczę, to później będzie mi coraz trudniej...
WSZYSTKO PRZEDE MNĄ - chciałabym podejść do tego z uśmiechem na ustach i z silną wolą oraz chęcią osiągnięcia sukcesu i dojścia do akceptacji własnego ciała. chciałabym mój kiedyś zanucić: 'I'm walking on sunshine' albo 'summertime and living is easy'...
pozdrawiam
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki