Łupac mi się też nie chec dlatego kupuje zawsze jakies ;)
Obecnie mam półk kg orzeszków ziemnych - solonych :D
Mniam mniam ,a le nie jem :D :P I tak za dużo kalorii ostatnio pochłaniam :D
Wersja do druku
Łupac mi się też nie chec dlatego kupuje zawsze jakies ;)
Obecnie mam półk kg orzeszków ziemnych - solonych :D
Mniam mniam ,a le nie jem :D :P I tak za dużo kalorii ostatnio pochłaniam :D
Orzeszki ziemne, solone są najgorsze :shock: a wciągają jak mało co, jedna garść i milion kalorii ;(, jedny jak pomyśle, że zżeralam po pareset gram tego czegoś to mi się słabo robi... :shock: :shock: :shock:
Ide na spacerek...a mi się nie chce...do tego czeka na mnie jeszcze 8min. ABS- wszystkie 5 filmików :shock: :shock: zrobie je przed 18 ;p
Ale jest mi strasznie wstyd :oops: tak się chwaliłam swoją kondycją i mięśniami że z cwaniaczkowatym uśmieszkiem ( o takim: 8) ) zaczęłam ćwiczyć 8min. ABS: i po ćwiczeniach na tyłek po prostu poległam...zmachałam się, spociłam i w ogóle do tej pory czuje się jak po maratonie...ale wstyd :oops: . Zresztą brzuszki też nie wytrwałam z uśmiechem na ustach, ale mięśnie brzucha mam bardziej wyćwiczone..no i w efekcie ćwiczyłam nie 5 filmików a niecałe 2 :oops: :oops: :oops:
Szczerze mówiąc, tak sobie myśle: po co ja mam się tak męczyć jeżeli po diecie nie zamierzam kontynuować tych ćwiczeń?? A jak będe miała flaki nie mięśnie?? Może wystarczy tylko stepper, który zastąpie w swoim czasie tańcem i basenem??- tak już na stałe, 3x w tygodniu ćwiczyć godzinkę aerobów?? Czy może ćwiczyć te nieszczęsne mięśnie... :roll:
No i tak:
Z warzyw: zupa kalafiorowa (200g. kalafior)+ surówka z kapusty, marchewki i pomidrów (150g.) pomidory (ok. 100g.)
Z owoców: 1 jabłko (200g.), chipsy bananowe (40g. :oops: )
Razem: 1017kcal :P
juz daje juz daje :):) ale nie wiem, czy z pamieci wszystkie skladniki wypisze, wiec jutro jakby co to wprowadze zmiany, a dzis wypisze tylko to, czego jestem pewna
-3 pikantne zupki chinskie
-3 kolorowe papryki, najlepiej kazda innej barwy
chyba ogorek kiszony, kukurydza z puszki i..majonez, ale nie wiem, czy cos jeszcze...
makaron i przyprawy z tych 3 zupek wsypujemy do miski i zalewamy taka iloscia wody, jak na 1 zupke(tylko po to, zeby makaron napecznial) kroimy wsystko w kostki, wsypiujemy, mieszamy, wstawiamy do lodowki, zeby sie przegryzlo i..smacznego :)
jutro sprawdze poprawnosc tego przepisu :D
Dzięki za przepis ;) tylko majonez będe musiała jakoś ominąć :roll: .
Zastanawiałam się nad przerzuceniem się na 1200kcal- zobaczymy, jak będe głodna to zjem bez wyrzutów sumienia.
Ale się wkurzyłam, bo miałam plagę pleśni i mi spleśniały chleby :evil: mój pelnoziarnisty i miśka- bialy :evil: a jego chleb nigdy jeszcze nie spleśniał :evil: no i będe musiała polecieć i coś kupić bo wędlin też nie mam :oops: kurcze...może jakieś mięsko bym sobie w końcu zrobiła?? A mi się nie chce...najchętniej bym zrobiła placuszki :oops: ale jajek też nie mam :? .
Jeszcze mam czas się zastanowić ;), a nóż zrobie tą sałatkę :P
O, to niezbyt fajnie :(
A może jakaś sałatka z mięsem kurczakowym ;) (dwa w jednym;))
Mam kurczaka, ale jakoś...nie chce mi się go odmrażać ;). Nie no dobra, leniowi mówimy stanowczo: NIE!! Więc wstaje z łoża, ubieram się, lece z psem po zakupy, odmrażam kurczaka i zaraz lece na uczenie sprawdzić plan zajęć...
I do biblioteki :twisted:
Aaaa...i zapomniałam: mam zakwasy na pupie :oops:
Aha, a ja zapomniałam Cię pocieszyć, że jak kiedyś ćwiczyłam ósemki, to też nie dawałam rady - tempo było dla mnie zabójcze (zatrzymywałam i ćwiczyłam w swoim tempie).
Znów mam kryzys :cry: jeny, jak ja mam tak codziennie się męczyć...włączyło mi się nagranie gadane w głowie jak się obżeram (nie przytocze cytatu, bo wstyd :oops: ), więc zeżarłm trochę bigosu i chipsów bananowych...na kolację zostaje mi surówka, ale i tak dobrze, bo się nie obżarłam jak świnka a już marzyłam o tym...co ja ze sobą zrobiłam?? Żeby marzyć o bólu brzucha?!
Teraz siedze grzecznie przed kompem i boje się zrobić sobie herbatkę.... :cry: :cry:
Troszkę mi dało jednak to forum...bo tak sobie pomyślałam, o wszystkich kobitkach co schudły dwa razy więcej niz ja chce...to aż głupio potem pisać: znów poległam po tygodniu grzecznego jedzenia, kopnijcie mnie doopsko, a za tydzień zrobie to samo i tak w kółko...
Ale nikt mi nie mówił, że będzie lekko...
No dobra...weszłam do kuchni...szybko zagotowałam wodę a nawet otworzyłam lodówkę i...wyciągnęłam cytrynkę ;).
Drugie podejście do kuchni: kolacja, ale to na szczęście jak przyjdzie misiek ;)