Witam wszystkich

Moja historia jest dluga i zawila. Ile to ja juz razy schudlam...... Jakis czas temu sprobowalam przypomniec sobie jak to sie zaczelo. Chyba w liceum, dieta 1000kcal i codziennie wizyta na silowni. Schudlam do 56 i czulam sie rewelacyjnie. Potem pojawil sie glod i znow sie objadalam. No i oczywiscie przytylam. Ten cykl walkowalam pare razy w liceum. Potem znow schudlam ladnie do 56 w wakacje przed pierwszym rokiem na studiach (jaka dieta nie pamietam, pewnie tez 1000). Z tego co pamietam, przez jakis czas udalo mi sie utrzymac wage, moze nawet przez pare miesiecy. Potem ja stracilam. Do ilu dobilam nie pamietam. Pozniej przyszedl ten czas, ktory wspominam najmilej. Nie katowalam sie tysiacem, liczylam kalorie "na oko" i chyba do ok 1200-1400. Nie cwiczylam chyba tez jakos intensywnie. Ale waga spadla, do 56, i utrzymalam ja chyba przez 4 miesiace. To moj najwiekszy sukces, dlatego, ze schudlam madrze nie popadajac w obsesje liczenia, wazenia i cwiczenia do upadlego, i dlatego ze potem tez nie liczylam obsesyjnie kazdej kalorii, pozwolilam sobie to na lody, to na ciacho, ale z umiarem, kontrolowalam wage i wszystko bylo ok, utrzymywalam 56, spotykalam sie ze znajomymi, biegalam na randki i zakupy (wiekszosc mojej szafy to rzeczy z tamtego okresu ), zakochalam sie na zaboj, bylo cudownie. Tylko potem milosc sie skonczyla, a ja przypomnialam sobie ze jest jeszcze cos slodkiego w zyciu... czekolada. I tak sie dobry okres skonczyl. Potem byly juz mniej madre diety, w tym 4 podejscia do dc (kazde zakonczone rezygnacja), jedno udane podejscie do 800kcal (uczciwie liczac nie wyszloby nawet tyle + wielogodzinne cwiczenia), potem wiele kolejnych podejsc do 800kcal, zakonczonych kleska, myslalam nawet o glodowce... cale szczescie na mysleniu sie skonczylo. Jak widzicie na suwaczku, jestem w punkcie wyjscia, choc o dietach wiem chyba wszystko W koncu postanowilam sie opamietac! Nie ma co sie oszukiwac, diety 800kcal nie powtorze, nie wytrwam w niej, a nawet gdybym w niej wytrwala, to i tak bedzie jojo. Musze siegnac do tego jak sie odchudzalam pare lat temu = MADRZE! Moze zajmie mi to sporo czasu, ale miesiac w te czy we wte, jaka to roznica, skoro schudne NA ZAWSZE. Uzbroilam sie w zdrowy rozsadek i w cierpliowsc i nie mam juz zludzen za da sie schudnac szybko i skutecznie. Moja dieta od wczoraj to MNIEJ ŻARCIA + WIĘCEJ RUCHU + WIĘCEJ ZDROWEGO ROZSĄDKU. Okreslilam sobie limit okolo 1000kcal, ale jesli ktoregos dnia zjem 1300, bo na przyklad bede na rodzinnym obiedzie, to tez sie nic nie stanie, nie zalamie sie, nie zakoncze diety, nie napcham sie czekolada (jak bywalo nie raz). Od wczoraj jestem madrzejsza osoba i jestem z siebie dumna. Zakladam tez ten pamietnik, zeby sie codziennie pozalic lub pochwalic. Mam nadzieje ze bede miala komu (Tylko komu bedzie sie chcialo doczytac do konca tego wpisu Czapki z glow przed tym komu sie chcialo ). Jesli chodzi o moje dane osobowe, to mam 25 lat, 170cm wzrostu i wage jak widac ponizej. Kto jest ze mna?