Czołem
Jak już niektórzy (albo raczej niektóre z Was) mogli/ły zauważyć zacząłem walkę z kilogramami.

Oto kilka rzeczy, które rzucą światło na moją skromną osobę (o zupełnie nie skromnej sylwetce

Wiek - już 29
Wzrost - ciągle 184
Waga na początku diety (01.01.200 102 KG
Tryb życia - wyjątkowo siedzący.
Ulubiony sport - brydż

to chyba wystarczy na początek. Dodam jeszcze, iż szalenie spodobała mi się anegdotka, którą kiedyś usłyszałem o Winstonie Churchillu.
Któregoś dnia jeden z dziennikarzy zapytał go:
- Sir jak to jest możliwe, że miewa się Pan tak dobrze w takim wieku?
- It's simple - opdowiedział trzymając w zębach cygaro, a w dłoni szklaneczkę -NO SPORTS!

Normalnie jakby o mnie to było.....

A wracając do prozy życia.
Zacząłem dietkę ponad tydzień temu.
Odstawiłem zupełnie wszystko co może kojarzyć się z białą mąką (pieczywo nawet ciemne też) słodycze i o zgrozo browary (na otarcie łez - jedno piwko w piątkowy wieczór mi wolno)
Ograniczyłem też ilości - i to znacznie. Starałem się mieścić w przedziale 700-800 kcal.
I tak się jakoś zafiksowałem, że straciłem apetyt i czasami było ciężko dopchać się do tyc 700.

Dziś jednak przełamałem impas i przekroczłem (nieznacznie) tysiaka.

Dodam jeszcze, że z aktywnością wszelką fizyczną jestem na bakier. Lubię tylko (a właściwie lubiłem) biegać, ale przy mojej wadze może to być zabójstwem dla moich kolan.
Dlatego też rozgrzewam się codzień na steperku zwiększając powoli czas ćwiczeń.
Jak dobrnę do 1 h marszu bez większych problemów to ruszam pieszo na ścieżki rowerowe i zaczynam przebieżki.
Dodam jeszcze, że marzy mi się skrycie maraton, ale myślę, że gdy już będę w stanie go przebiec to będę się raczej martwił o to jak nabrać kilogramów, a nie o to jak się ich pozbyć....

Pozdrawiam i zapraszam do komentowania moich "osiągnięć".

ruli