W piątek mieliśmy gości, a w sobotę my byliśmy na grillu. Przygotowałam się teoretycznie do tych imprez, czyli rozpisałam sobie jadłospis na całe dnie (i noce) z przeliczonymi kaloriami. Dzięki temu wiedziałam, na co mogę sobie pozwolić.
Goście w domu to pryszcz, bo to raczej im się podtyka. Jadłam więc tylko trochę "chudziej" przez dzień, żeby móc później wieczorem pić z gośćmi kawę z centymetrowym kawałeczkiem ciasta. Do tego aż 3 kieliszki czerwonego wytrawnego wina (oni pili wódkę). Kalorie w limicie.
Gorzej było na grillu, ale też się przygotowałam. Zaniosłam dla siebie chudą rozbitą wołowinkę i rybę. która z grilla okazała się przepyszna. Oczywiście do tego mnóstwo sałaty i JEDNO piwo. Udało się. Różne pyszności tylko "lizałam" dla spróbowania od męża. Limit kalorii tego dnia lekko przekroczyłam, ale waga dzisiaj rano niższa.
Zaczyna mi się to coraz bardziej podobać, zwłaszcza z powodu zlatujących portek!