Witajcie,

Otóż zostało mi niecałe 5 kilo do zrzucenia. Swoją przygodę z ostateczną rozprawą z tłuszczem zaczęłam pierwszego dnia po Świętach Wielkanocnych, z przerażeniem stwierdzając, że waga wskazała 85,5 kilo. Pierwszy raz ważyłam więcej niż wzrost (182 cm) i byłam tym przerażona. Wzięłam się ostro za siebie i dzięki wsparciu wspaniałych dziewczyn z forum, 12 kilo poszło w kosmos.

Szane słonecznko, Celebrianno moja astrologiczna bliźniaczko, Neszta moja współ MM, Rominko, Siba, Joko towarzyszko migren, woman, Fru - dziękuję Wam za wsparcie, bez Was pownie by mi się nie udało...

A teraz, kiedy już tak blisko do celu, potrzebuję Waszych mądrych rad jeszcze bardziej, coby to odchudzanie było zdrowe i przyjemne. Bądżcie dalej ze mną.

Ale wpadłam w nostalgiczny ton, a chciałam tylko powiedzieć dziękuję, liczę na dalsze wsparcie.

Buziaki,

FLEUVE