Witaj AppleCore!Dzięki,że jesteś i mnie wspieraszJa również życzę Tobie determinacji!Ja dziś weszłam na wagę i widzę 84,8Ciuchy robią się coraz luźniejsze-wspaniałe uczucieA wczoraj miałam tzw."Dzień wolności",do którego zachęcił mnie mój mąż,który twierdzi,że taki dzień w diecie jest bardzo potrzebny,żeby "zszokować"organizm(czytalam o tym nie raz,nawet dietetyk sam się wypowiedział,że to skutkuje)A wygląda to tak,że w owy dzień jesz to,na co masz ochotę,nie trzymasz się danych pór jedzenia,a kolejnego dnia wracasz z powrotem do swoich dietkiOrganizm wtedy wariuje i procentuje to lepszym spadkiem wagi po powrocie do diety.Dziwne to moim zdaniem,ale przy poprzednim odchudzaniu też praktykowałam ten system i faktycznie zdawał on egzaminOczywiście taki dzień szaleństwa można sobie zaserwować chociażby raz na 2 miesiące-nie częściej.Powiem szczerze,że bałam się tych pokus i myślałam,że za bardzo mi się to spodoba,ale od dziś grzecznie wróciłam do rzeczywistości,więc nie będzie problemów z zakazanym jedzonkiem