czesc dziewczynki!
ach dzisiaj mialam dziwny dzien.... baaardzo dziwny....
Poklocilam sie dzis z Narzeczonym oczywiscie na temat mojej wagi. Juz mnie to meczy... powiedzial ze widzi, ze przytylam przez ten rok te kg i ze chce mi pomoc je zrzucic, ze mozemy razem biegac itd. Tak sie wkurzylam momentalnie, bo mialam pusty zoladek, zła ze nie moge nic zjesc, a on mi z takim czyms wyjechal! Przesada :/
Powiedzialam ze to nie jego sprawa, a ja sie odchudzam i nie ma sie co martwic, a jak mu sie nie podobam, to mozemy o tym porozmawiac. Bardzo sie zdenerwowal, powiedzial ze mnie kocha i mu zalezy na tym, zebym to ja sie dobrze czula, a wie ze sie nie czuje, bo chcialabym chodzic w fajnych ciuszkach...
No ja wiem ze mial racje, chcial dobrze, chcial mi pomoc, ale poczulam sie jak jakis worek kartofli ktoremu trzeba pomoc bo stanie sie tragedia. Nie wiedzialam, ze On to tak postrzega, jak PROBLEM. Ja myslalam, ze to po prostu taki maly detal w zyciu, a on do tego tak smiertelnie powaznie podszedł... hmmm
W koncu sie pogodzilismy, ale powiedzialam mu wiele gorzkich slow, teraz zaluje :/

Mysle, ze bedziemy razem biegac i chodzic na rower, a cwiczenia na brzuch i takie gimnastyki to sama w domu bede robila. Bo faktycznie sama dieta nic nie zdziala, potrzebny jest tez ruch.

Dzisiaj jadłam spoko, moze nie super, ale w miare ok.
Niestety wieczor byl stratny- umowilam sie z przyjaciolkami z ktorymi nie widzialam sie wieki. Mimo ze sie wypindrzyłam jak sie dało, super ciuchy i makijaz to i tak wiedzialam ze zauwazyly ze przytyłam :/ Smutne, w ogole trace po takim dniu ochotę na cokolwiek.
Z dziewczynami wypilam jedno piwo. Na szczescie uchowałam sie od fast foodów, bo chcialy isc, ale zjadłam trochę popcornu i truskawki z bitą śmietaną :/

Wkurzylam sie. Mam mętlik w glowie, nie wiem czego tak na prawde chce.

Wiem, ze chce schudnac, ale tyle razy chcialam, ze ten kolejny nie jest juz dla mnie spektakularny. Podswiadowie czuje, ze znowu sie nie uda, a ja zostane taka jak bylam.

Buuu