Witam wszystkich ponownie!

Rok temu zalozylam bardzo podobny watek, probowalam schudnac, ale nie dalam rady. Wyjechalam, co mnie tylko czesciowo tlumaczy. Prawda jest taka, ze chudnac mozna zawsze, w kazdym miejscu i o kazdej porze, wszystko zalezy od nas. Ja nie dalam rady, tlumaczylam sie i tak na tlumaczeniu zlecial mi caly rok, tylko waga nie zleciala. Jest na niej troche mniej, fakt, najwiecej pokazywala kiedys 78, teraz pokazuje okolo 74. Nie jest to jednak wynik mojej pracy, gdybym pracowala, juz dawno osiagnelabym cel (57). Powracam po roku by wlasnie to zrobic.

Dlugo sie nad tym zastanawialam i doszlam do wniosku, ze mam przed soba dwie drogi. Albo sie pogodze z tym jak wygladam (przeciez jest na swiecie tyle szczesliwych, zadowolonych z siebie grubaskow), bede sobie dogadzac, nie ograniczac sie w jedzeniu. Albo sie nie pogodze z tym jak wygladam i zaczne sie odchudzac. Kazda z tych drog ma swoje plusy i kazda ma swoja cene.

Plusem pierwszej jest wolnosc w jedzeniu. Lubimy jesc (dlatego tu jestesmy). Jest wiec plus. Jest tez cena, ktora trzeba zaplacic. Ta cena sa problemy zdrowotne, ktore predzej czy pozniej sie pojawia, brak zainteresowania facetow, ograniczenia wynikajace z nadwagi (ciuchowe, sportowe i wiele innych). Ta cena sa tez kompleksy (nigdy do konca bym sie ich nie pozbyla, nawet gdybym sie pogodzila z tym jak wygladam).

Plusem drugiej drogi jest wolnosc od ograniczen ciala, czyli ciuszki jakie sobie wymarze, sporty jakie mi sie spodobaja, faceci jacy mi sie spodobaja , brak kompleksow, pewnosc siebie, przebojowosc. Brzmi pieknie. Ale jest tez cena! Jest nia kontrola tego co jem, ilosci i jakosci.

Ktorakolwiek droge wybiore, musze ja wybrac na cale zycie. Najgorsze jest to co robie teraz, to co robilam przez zeszly rok, stalam w miejscu, gdzies miedzy jedna droga a druga. Jednoczesnie jadlam i marzylam o nie-jedzeniu. Stalam w miejscu, marzac i planujac. To jest najgorsze. Trzeba wybrac jedna z drog i zaczac nia isc przez zycie, nie stac w miejscu zastanawiajac sie co robic, albo przejsc kawalek jedna z nich i sie wracac (np schudnac 3 kg i wrocic do punktu wyjscia).

Dlaczego jest to wybor do konca zycia..? Bo jesli postanowie pojsc droga szczuplej sylwetki, bede juz zawsze musiala liczyc kalorie, czy to do 1000, czy do 1500, czy do 2000, czy do 3000 (np jak zajde w ciaze ), ale bede musiala je liczyc, szacowac chociaz mniej wiecej ile zjadlam. Oczywiscie nie oznacza to, ze nigdy nie zjem ciasta czy czekoladki. Zjem, ale kawalek, po czym policze go sobie jako 300, 400 czy iles tam kalorii. Bede sie kontrolowac, zeby juz nigdy nie cofnac sie na mojej sciezce nawet o pare kilogramow. Juz nigdy nie zjem polowy babki w ciagu jednego dnia, zjem tylko czastke. To jest dosc wysoka cena, prawda? Musze byc jej swiadoma podejmujac decyzje. Musze tez byc swiadoma tego, ze ta moja droga to nie bedzie sprint, to moze byc spacer malymi kroczkami, albo nawet postoj. Wazne jednak by caly czas isc w dobrym kierunku, wolniej czy szybciej, ale prosto do celu. Nigdy nie wolno mi bedzie sie cofac, zmieniac drogi, bo to jest zalosne i pozbawione sensu. To robilam do tej pory i juz nie chce wiecej!

Myslalam, myslalam, myslalam i uczciwie postanowilam. Wybieram droge diety! I jestem swiadoma ceny jaka bede musiala za nia zaplacic. Plan mam taki jak rok temu, max 1000kcal + sport. Od 60kg rozpoczne zabiegi, a gdy juz dojde do 57, zaczne powoli zwiekszac limit kalorii, dalej cwiczac i chodzac na zabiegi. We wrzesniu moj slub, wiec czas najwyzszy wziac sie za siebie. Schudniecie to pierwszy (choc najtrudniejszy) etap moich przygotowan do nowego zycia. Potem przebuduje moja garderobe (co nie bedzie juz trudne ), zaczne sie opalac i szukac sukni.To bedzie piekny czas i piekny maj

Mam nadzieje ze odnajde tu osoby, ktore beda chetne chudnac ze mna. A moze odnajda sie moje towarzyszki sprzed roku

Jutro rano sie zwaze i wstawie trickerek. Zaczne tez cwiczenia i liczenie kalorii i tak juz zawsze...

Pozdrawiam!
Iria