i było tak, jak myślałam. rzeczywiście potrzebowałam odpoczynku od myślenia o diecie, odchudzaniu, żeby zacząć to po prostu robić. w sumie nie było jakoś nieskazitelnie i idealnie. wiadomo - święta i te kilka kawałków sernika oraz wczorajsza kolacja i dzisiejsze dwie bułki poza tym znowu poznaję coraz lepiej swój organizm i ku memu zdumieniu potrafię całkiem nieźle funkcjonować przy mniejszej ilości węglowodanów. opracowalam sobie plan treningowy, rano ćwiczę jogę i popijam zielona herbatkę i ogólnie wszystko gra

a teraz część refleksyjna
chcialabym już schudnąć, mieć ten zgrabny tyłeczek i jędrne ciało i być zdrowa... czasem jest trudno, nie powiem, ale musi mi to wyjść!!! i pewnie wyjdzie, chociaż nie tak szybko jak bym chciała. gdzieś przeczytałam, że utrata tłuszczu jest znacznie łatwiejsza niż się przypuszcza, jednak zajmuje więcej czasu niż większość ludzi uważa. to drugie na pewno sprawdzi się w moim przypadku ehh, ale wreszcie się kiedyś uda