Wracam pod innym nickiem. W lipcu udało mi się z Waszym wsparciem schudnąć jakieś 4 kg, teraz niestety wróciło z górką i mam do zrzucenia jakieś 5-6 Cóż, miałam ciężki rok...
Teraz niby od dwóch miesięcy się za siebie wzięłam, ale niestety, znów dupa. Kilka dni jest lepiej i się pilnuję, potem mam napady takieeeego apetytu. Dodatkowo dołuje mnie mama, która, paradoksalnie - pilnuje mnie bardzo i po kilka razy dziennie przypomina, że mam wielki tyłek i brzuch i opieprza, że jem. A ja niestety: im więcej mi się o jedzeniu i niejedzeniu przypomina, tym bardziej chcę jeść... i tym bardziej ciągnie mnie do kuchni. To nie głód, głód jest w porządku. Podjadam nerwowo, po cichu, tak, żeby mnie nikt nie widział, więcej, więcej...
Brrr!

Pomożecie? Muszę zacząć się pilnować znów, muszę grzcznie zapisywac to co zjadłam i co spaliłam, nie próbując się oszukiwać, muszę zacząć planować sobe posiłki i przestać biegać do kuchni co 15 minut...
Ehh, mam dziś doła, mama właśnie ujęła się honorem, czyt. obraziła, bo poprosiłam ją grzecznie, żeby przstała mi co chwilę wypominać moją figurę i ilość pochłanianych kalorii.

Aha: nie, nie jestem zbuntowaną licealistką, tylko dorosłą osobą, która mieszka w domu rodzinnym z powodów finansowych.

Czekam na wsparcie!