Jedzenie kompulsywne, to się chyba tak nazywa. Jem gdy denerwuję się czymś, gdy się czegoś boję... Przed dietą jadłam to, co wpadło mi w ręce, na diecie jem to, co ma mało kalorii. Uczę się zabijać takie odruchy ćwiczeniami - działa tak samo, ale gdy coś mnie boli i nie mam siły ćwiczyć jest koszmarnie. Staram sie przestawić na pięć posiłków, staram się nie myśleć o jedzeniu, ale ciągle jest kiepsko Jak wy sobie z tym radzicie?