-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Witaj Chimerko!
Miło Cię "widzieć" :-)
I miło widzieć znów działające forum...
Ostatnio mało mnie tu było z braku czasu ale dopiero jak forum padło uświadomiłam sobie jak mi brakuje choćby tylko czytania (w pracy hihihihi) Waszych historii :love:
Fajnie widzieć jak działacie wszystkie razem bo wtedy i ja mam większą motywację.
Choć właściwie motywacji mi chyba nie brakuje , raczej siły, i czasu....
U Was też taka depresyjna pogoda?
Kurczę, już nie mogę znieść tej szarówki.
Jak dzisiaj wracając do domu zobaczyłam słońce zza chmury świecące przez szyby autobusu to od razu mi się zachciało wystawić buzię do tego słońca...
No dobra, lecę zjeść zupę i z młodym do lekcji usiąść :-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
foooruuuuum :heart:
Chimere!!! :love:
nie mam kiedy się po tyłku podrapać. Zocha (psina) już przyzwyczaiła się, że codziennie zostaje w domu .Nie jest to dla niej problemem. Nawet na 3h. Choć w piątek zostanie na dłużej ;)
Wrócę tu. Naprawdę. Tylko muszę odpocząć od życia trochę :D Lubię tą prędkość, ale już chciałabym zwolnić. I zacząć biegać! PMS nierozbiegany daje w kość podwójnie ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
o matko, nie ma to jak usnąć dopiero o 3 nad ranem i wstać po 7.... Poszłam do salonu, bo nie mogłam spać. I chyba mamy jakieś zwierze dodatkowe w domu, bo coś terkotało dziwnie. Ale bałam się wstać :D
zjeść na śniadanie 4 kromki podgrzane z pastą kokosową i moimi powidłami........ czuję się ubogacona doświadczeniem przyjemności!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Hehe myśmy świętowali noc Samhain... nawet nie wiem do której :-)
Taka noc z czarami i przodkami...
A potem zasnęłam i przywołali mnie Ci o ktorych zapomniałam wspomnieć tego wieczoru.... Zaprosili do bardzo starego domu, do piwnicy... i nagle usłyszałam jak wszystko zaczyna trzeszczeć, spojrzałam w górę a na sklepieniu zaczęła powstawać rysa pęknięcia. Pomyślałam sobie (choć bez większego strachu), że chyba nie zdążę już uciec... i nagle... trach.... zawaliło się... ogłuszył mnie taki niesamowity huk i ... cisza. A w tej ciszy zaczęły płynąć do mnie twarze umarłych, niekoniecznie piękne i miłe... dopiero wtedy poczułam strach.
J w tym czasie siedział jeszcze w salonie i medytował... Potem powiedział, że słyszał mój dziwny szybki oddech i pomyślał, że mam zły sen więc podgłosił muzykę. Ta muzyka pozwoliła mi wrócić i wybudzić się.
Zostawiam ją dla Was :-)
https://youtu.be/njoJTpXptks
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Forum działa a nikogo nie ma :-( buuuuu......
Halo! Haaaaloooooo!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Melduję się. Cała ale chorawa. Czuję się jak kupka nieszczęścia.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
o rany, co to się stało? czemu chora? Ty chora, Shine chora..... nie dobrze.... :-(
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kurde, niby nic poważnego, a jestem bez sił. Jakby mnie rozkładało ale się bało rozłożyć. Na szczęście nie mam gorączki i chodzę do pracy. Natomiast boli mnie całe ciało. Przede wszystkim głowa i z tyłu między łopatkami. Ale to nie są bole takie w związku z moją dyskopatią odcinka szyjnego (te znam bo tu też przecież mam zonka), ale takie mięsniowe, jak przy grypie.
Najchętniej nie wychodziłabym z domu.
A jeszcze w piątek zepsuła mi się wyciskarka. Tak jakby zablokował sie ślimak i po użyciu nie mogłam jej rozłożyć do mycia bo ślimak trzyma wszytskie elementy razem. No nie da się rozebrać. Zgłosiłam usterkę i jutro przyjedzie po nią kurier z serwisu. Fajnie, co? Nigdzie nie muszę jej wozić bo producent bierze transport na siebie. Gorzej, że w nieumytcyh cześciach zalęgła się w mig pleśń i chyba będą musieli mi wymienić wszystkie elementy mające styczność z warzywami. Spoko, ale śmiedzi jak z gorzelni :) Zapakowałam do pudła, niech se rozkosznie gnije.
Co u was, Wiedźmiska? Ja mam pomalowane na czerwień burgundową pazurki! Szok!!! http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/gasp.gifWasza wina http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/666.gif
Wracamy na forum bo się stęskniłam od niedzieli http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/love.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ogłoszenie parafialne:
Zapisałam się i opłaciłam CT
Dziękuję za uwagę.
http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/out.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Kurde, niby nic poważnego, a jestem bez sił. Jakby mnie rozkładało ale się bało rozłożyć. Na szczęście nie mam gorączki i chodzę do pracy. Natomiast boli mnie całe ciało. Przede wszystkim głowa i z tyłu między łopatkami. Ale to nie są bole takie w związku z moją dyskopatią odcinka szyjnego (te znam bo tu też przecież mam zonka), ale takie mięsniowe, jak przy grypie.
Najchętniej nie wychodziłabym z domu.
:( Chciałam powiedzieć, że wypoczniesz w weekend, ale zdaje się, że dopiero się zakończył...
Ja już wychodzę z choróbska. Płuczę zatoki i jem czosnek. To jest chyba jedyna rzecz, która mi pomaga. Jak G się rozłożył, to zapomniałam dbać w tym samym czasie o siebie. Bo musiałam myśleć co ugotować, zrobić zakupy, dbać ponad miarę o czystość, aby się nie zarazić jelitówką :P I się pogorszyło. Do tego @. Komplet! Ale jak G poszedł na uczelnię, to wróciłam do pamiętania o sobie i już wczoraj mogłam pobiec :heart: Faktem jest, że prawie umarłam, tak się zdyszałam, ale było bardzo fajnie. Chociaż nie było czasu na "odpłynięcie", bo łatwo było się wygibać na liściach. A potem trzeba było jeszcze drogę znaleźć, bom ją zgubiła ;)
I jeszcze bieg. Bo TeDe zaprosiła nas do siebie i dodatkowo na bieg niepodległości. Chciałam biec, ale przy chorobie... Nie. Tak naprawdę to nie chciałam biec. Miałam taki plan przy zapisywaniu się na Połówkę Piastkowską. Ale biorąc pod uwagę, że prawie nie pobiegłam w połówce, to gdzie ja się jeszcze pcham na dyszkę w JG? Widziałam profil trasy. Super, naprawdę super! Pod warunkiem, że nie jestem po chorobie i naprawdę mam ochotę pobiec. A ja nie mam. Jakby to była płaska trasa, to mogę potraktować rekreacyjnie (chociaż znając mnie, to właśnie po płaskim bym popędziła. Ale z wyboru, a nie przymusu), ale jak potraktować rekreacyjnie bieg "góra-dół"? Jakbyście biegły, to jeszcze bym się jakoś zmusiła. Bo widziałabym sens. Ale tak? No wieeem, TeDe biegnie, ale z nią nie mam takiej więzi, więc nie jest to dla mnie wow bieg. Poza tym, jakoś tak psychicznie... kolejne zawody.... Nie widzę sensu. I w głowie miałam, że nie chcę biec. To G bardziej zależało, aby pojechać, spotkać się, spędzić razem czas. I w pewnym momencie, jak gorączka wróciła, G zaczął mówić o biegu, czy się zapisałam. I że jeśli nie chcę biec, to nie muszę i nie jedziemy. Ogarnął wreszcie, że moja niechęć nie jest spowodowana leniem tylko zwyczajnie niechęcią do do kolejnego przeciążenia. Po chorobie, po obfitym @ ja jeszcze mam biec w takim biegu? W końcu ciało nie wytrzyma i się wyłączy! On po chorobie dziś nie idzie na trening. A ja mam jechać na zawody?
hahahahahaha :D
Ja dość szybko musiałam zmyć moją zieleń butelkową. I po raz drugi w życiu mam zafarbowane paznokcie! :D Ciężki kaliber ;) Muszę kupić sobie podkład :D Nawet po czerwieniach nie miałam takiego problemu. Tylko po żółtym ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
juhuuuuuuuuuuuuuu :party:
Wczoraj wieczorem G mówi do mnie, że dziś śpimy do oporu. Nie włącza budzika, nie ważne o której się obudzimy.
Wizja wyspania się była CUDOWNAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!
...
i obudziliśmy się oboje o 6:30.................... A poszliśmy spać przed 24:00.......
to strasznie smutna historia.... :P
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Wczoraj wieczorem G mówi do mnie, że dziś śpimy do oporu. Nie włącza budzika, nie ważne o której się obudzimy.
Wizja wyspania się była CUDOWNAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!
...
i obudziliśmy się oboje o 6:30.................... A poszliśmy spać przed 24:00.......
to strasznie smutna historia.... :P
Noooo, smutna.
U mnie odwrotnie. Obiecywałam sobie, że posiedzę dłużej i trochę przestawię tryb życia. Ale jak się robi 21-sza (serio) to bierę kota pod pachę i jak w letargu automatycznie przyjmuję kierunek "wyrko". A że mam zasadę, że w łóżku nie czytam, nie oglądam to zapadam się w sobie i w śnie i odpływam. Nie umiem przeciągnąć wieczoru. Poziom skupienia i pieczenie pod powiekami po dniu przed komputerem nie pozwala na czytanie, nie mam się do kogo odezwać i normalnie mi się nudzi. To idę spać.
A rano nie umiem sobie w łóżku miejsca znaleźć to się snuję po kuchni. Bez sensu. Znowu nie ma się do kogo odezwać a hałasować nie bardzo bo młoda śpi. Wrrrr...
Dzisiaj mam fazę "z drogi bo zabiję". Jak mnie wszyscy wkur..wiają to nie macie pojęcia. Dzień świstaka czy co? Wszyscy wokół zgłupieli albo się na łby pozamieniali. To nie jest takie wkur..wienie bez powodu, ludzie są dziś naprawdę beznadziejni. Dlaczego, pytam!!!
Oszaleję jak nie pobiegam.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Czy u Was też już mróz chwycił i rano szron dookoła? :-)
Dzisiaj sobie podziwiałam oszroniony las, a potem wyszło poranne słońce... cudownie! Nawet ciężki bieg nie był przeszkodą.
Nie wiem czemu ale biega mi się ostatnio strasznie ciężko. Mam tylko nadzieję, że to minie.
Chyba mi się zepsuł express do kawy :-(
Do tego rozbiłam dzbanek do herbaty i mój wielki kielich do koktajli (dobrze, że mam jeszcze jeden).
I nie mogę dzisiaj wgrać treningu na endo :/
Jednym słowem same trudne sprawy :-)
Ech, idę się szykować do pracy...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
spoko, endo coś nawalało ostatnio. Mróz - chwyta. Szkoda, że śniegu nie ma. U TeDe biało :)
Przykro mi z powodu ekspersu :( I całej reszty szkła. Musisz mieć gdzieś tam niezłą jazdę w eterze :D
Jeśli mogę doradzić, jeśli nie chcesz wydawać dużo kasy na ekspres, to kup sobie driper. Dripery można kupić nawet w Lidlu. Chyba? Kiedyś w biedronce były. Do tego filtry. Są gdzieś filtry metalowe, albo takie, które wystarczy wypłukać i użyć wielokrotnie.
ALBO, ja używam coś takiego. Nie nadaje się na więcej niż dwie osoby na raz. Bardzo kiepsko się przelewa. Zbyt długo. Oczywiście mówię o rozmiarze 200ml. Ale na jedną osobę - genialny. Prosty. Bez fusów :)
Nie mogę sobie ostatnio miejsca znaleźć. Chciałabym robić kilka rzeczy na raz. I robię, potem tracę trochę czasu i wydaje mi się, że zmarnowałam czas. Chociaż realnie, sporo rzeczy jest zrobionych..., albo tak to sobie tłumaczę...
AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!! Zostawiłam ręczniki wyprane w pralce!!!!!!!!!!!!!!!!
.....
ok. Jestem. Jak mi ręczniki zaśmierdną to będzie masakra. Ostatnio odkryłam jakąś jeszcze jedne spodnie, których nie zdążyłam wyprać w nowym proszku i jedzenie stęchlizną. Za to inna bluzka pięknie pachnie olejkiem sandałowym :love: I ten zapach się utrzymuje BARDZO długo. Pewnie do następnego prania ;)
Ej, miałam wam wysłać przepis na piernik. Wyślę. Znajdę tylko w historii przepis, który już wam kiedyś słałam. Drugi raz tego pisać nie będę :P
Aha. Nie bójcie się sztucznego miodu. Jeśli go nie dodacie, pierniki będą twarde. Naprawdę. Frey, ty w tamtym roku nie dawałaś sztucznego miodu, prawda? Sztuczny miód to cukier, więc nie widzę problemu. Normalnego cukru tam nawet chyba nie ma. A jeśli jest to malutko. Za to sprawi, że ciastka (ciasto) będą kruche. Bardzo miło rozpadające się w ustach. Pamiętacie jak opowiadałam kiedyś historię jak byłam z moją rodziną w górach? I tam był mój piernik z powidłami, którego moja siostra nie za bardzo chciała dać na stół. Ale się uparłam. I dałam. I mój wujek był tak zachwycony, że prawie cały zjadł sam. Inni nie zdążyli spróbować, bo po prostu pewnie też patrzyli na niego krzywo. Kruchość. Żaden gniot, żaden twardy kamień.
I wcale nie pomoże trzymanie pierniczków z kawałkiem jabłka w pudełku. Sprawdzałam. To po prostu nie działa. Trzymanie otwartych w lodówce, aby złapały wilgoć - nie działa też. Sztuczny miód - działa. Nie ma go dużo.
A zresztą. Zrobicie jak chcecie. Daje wam przepis na mega idealne piernikowe rzeczy. Sprawdzony i przetestowany przepis połączony z dwóch (czy trzech) różnych.
Ja w tym roku będę robiła z podwójnej porcji. Już sobie napisałam w przepisie, że jedna porcja dla nas to za mało :)
Wiecie, że moja 8-letnia siostrzenica dalej wierzy w Mikołaja? Patrzyłam na moją Sis jak na jakąś naiwną mamę, która chce wierzyć, że jej dziecko jest niewinne i czyste.... Ale może się mylę? Na pewno nie jest niewinna (jest takim samym szajbusem jak moja Sis w jej wieku i potem... Oj będzie ostra jazda bez trzymanki jak będzie nastolatką!), ale może sobie wierzy?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ojej, jest mroźno i przepięknie http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/heart.gif W mieście tak tego nie widać, ale jak rano jadę pociągiem to otwarta przestrzeń pól jest calutka bialuteńka i skrząca. Na szczęście nie ma wiatru więc mróz nie jest bardzo dokuczliwy. Dzisiaj jak wychodziłam z domu było -5 stopni. Spoko, mam czapkie i szalik i nie cierpię zbytnio.
Od jutra ma być cieplej. Lżej się będzie biegać bo bardzo marzną mi uda i pośladki i strasznie mnie to wkurza. Nie chce mi się robić dłuższych biegów. Wrrrr...
Shin, naprawdę dawałaś już przepis na piernik (napisałam "sernik", przypadek? nie sądzę http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...milies/mdr.gif ). Już kupiłam sztuczny miód i dam jak polecasz. I zapiszę przepis na wiek wieków http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/rules.gif
Wczoraj kupowałam u mojej Pani Jadzi sok kiszony z buraków i tak mi się wymskło, że szkoda że nie ma jeszcze z kapusty kiszonej bo kiedyś gdzieś kupowałam i by super (kupowałam u pani z warzywniaka obok, po 4,50 za litr). A Pani Jadzia na to, że bez sensu płacić. Jak przyniosę słoiczek to mi odleje z beczki z kapustą i już. Dzisiaj nie bo jest świeża beka i sok jest na dnie i ciężko będzie odlać, ale słoiczek mam przynieść i najwyżej sobie poczeka na lepszy moment beczki http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/yipi.gif
A w ogóle to w warzywniaku czasem pomaga Pani Jadzi taka fajna młoda dziewczyna i widziałam ją wczoraj jak wnosiła dziecko do mieszkania w moim bloku. A to mieszkanie było na sprzedaż. Może je kupiła i będę miała fajną sąsiadkę?
-------------------------------
Odesłałam kurierem wyciskarkę do serwisu. Wczoraj dzwoni do mnie jakiś pan i pyta o co kaman bo dostali paczkę, z opisem usterki że części zablokowane ślimakiem i nie da się rozłożyć, a w paczce wszystkie elementy osobno. Ej, no! Kurde, nie wierzę. No przecież nie możliwe! I nie, nie wysyłałam sprzętu na spacer bo lubię, ale dlatego, że nie mogłam go używać. I po opisaniu sytuacji kazał ją odesłać konsultant z firmy producenta. Sama sobie tego nie wymyśliłam. Facet mówi, że ok, że sprawdzą machinerię, zobaczą co się stało bo niby że może w transporcie ktoś stuknął i części się uwolniły (taaaaa, jasne). I że odeślą ją po sprawdzeniu. Ale, że to nie ich problem. A czyj, ja się pytam? Mój? Przecież nawet gdyby jakimś cudem to była prawda, to ja jako użytkownik nie będę rzucać wyciskarką po blacie i walić w nią, żeby ją rozmontować jak się coś zablokuje. Prawda? Sprzęt ma działać bez takich brutalnych zabiegów.
Ale ale. Ja napisałam, że chcę nowe części mające kontakt z owocami z uwagi na pleśń, która się rozwinęła w resztkach itd. A gość mi mówi, że nie ma takiej możliwości, że mogę sobie to umyć albo KUPIĆ nowe części u nich. A ja na to, że w życiu, bo to nie moja wina że nie mogłam ich umyć jak człowiek kulturalny bo się kuźwa coś poblokowało. Jakbym mogła umyć to bym umyła, c'nie? Coś mi jeszcze próbował wciskać, że urządzenie ma wsteczny bieg i w razie zablokowania trzeba go użyć to się odblokuje itd. A ja na to, że spoko, ale czy jest taka informacja w instrukcji bo skąd mam wiedzieć. Sprzęt ma działać bez blokowania się i już. Facet mówi, że oczywiście że jest informacja. Ale kuźwa nie ma takiej informacji bo umiem czytać i nie widzę literek o takim znaczeniu! Zatem postraszyłam, że jeśli mi odeślą sprzęt bez wymienionych elementów to pójdę do samego diabła na skargę przy okazji zahaczając o organizacje konsumenckie i sąd. Facet miał pogadać z szefem, ale już do mnie wczoraj nie zadzwonił. Zobaczymy.
Czy to ja jestem czepliwa jędza, czy też ktoś próbuje mnie robić w jajo?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
kurczę, ma wrócić ciepło :/ Przyznam, że trochę mi to nie pasuje ;) W sensie takim, że jak jest zimno to niech już zostanie zimno. A nie, raz ciepło raz zimno... Moje ciało źle na to reaguje. Jedzeniem :P
A właśnie. Nie wchodzę na wagę, jem uważnie i właśnie dziś jest dzień próby. Bo przypadkiem zauważyłam, że mam luźniejsze spodnie.... I od razu zachciało mi się kupić eklerki, które dziś widziałam w sklepie rano.... Nie kupiłam. Bo zostało jeszcze moje ciasto. Które w ogóle nie zaspokaja mojej potrzeby masy, cukru i tłuszczu... I widzę, jak chodzę i szukam...... Tłuszczu się nie boję więc sobie go dziś zapewniłam. Dobry tłuszcz. Smak słodki też, bo miałam sok z warzyw i pomarańczy. I omleta z dynią. No i moje ciasto na ksylitolu z bakaliami. Więc ciało ma co ma. A psychika musi wyluzować i poczuć się bezpiecznie z moim ciałem.
Piszę to, bo pisząc, daję temu uwagę. A dając temu uwagę, świadomość sytuacji się zwiększa i nie wpierdzielę niczego nieświadomie pakując do paszczy jak najszybciej i jak najbardziej łapczywie.
A w ogóle... Od niedzieli boli mnie strasznie głowa. Aż do mdłości. Wiem, że to napięcia w kręgosłupie, bo nie zadbałam przy siedzeniu. I przegięłam. Zazwyczaj wystarczy noc i wszystko wraca do normy. Ale obecnie w nocy też mnie strasznie boli. Do tego stopnia, że dziś pół nocy miałam koszmary związane z bieganiem. Śniły mi się zawody, na które albo się spóźniłam, albo nie wiem jak dotrzeć po pakiet startowy i biegam jak głupia szukając..... To nie pierwszy taki sen, ale pierwszy w którym czułam smutek, rozżalenie i złość na siebie/sytuację itd. I tak pół nocy sny o tym bieganiu. ... Rano ból głowy. Pomaga naciągnięcie, rozmasowanie.... Ale tylko na jakiś czas. Nie mogę mieć schylonej, ani zgiętej głowy. Muszę siedzieć prościutko. Eh...
Właśnie zjadłam kawałek mojego ciasta. Wiecie co? Jednak zaspokaja moją psychiczną potrzebę deseru. Dobrze. Będę piekła częściej. Tylko muszę wymyślić z czym jeszcze mogę je zrobić. O! Ze śliwkami!!!
A w ogóle to Justce bardzo spodobała się Dziewczyna! :D Justka uznała, że to jej baba. Głośna, odważna, nie bojąca się mówić. Podoba jej się :D Za to jest strasznie nastroszona na Anię. (dziewczyna, która przyjechała z TeDe i ekipą).
Niobe, i jak Dziewczyna na żywo? Przyjrzałaś się jej włosom?
A w ogóle to jest planowany wypad w góry. Jedzie kto może. G ma uczelnię, ale będzie dojeżdżał. Masz ochotę się dołączyć?
A jak książka? Zaczęłaś już może?
Lecę zaglądnąć do paczki. Bo na imieniny G mi zapłacił za paczkę z nowymi nitkami :love:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No i już przyszło ciepło. Pada. Deszcz i drobnymi kuleczkami jakby... gradu? Ej, na deszcz się nie umawialiśmy :(
Strasznuie mi smakowało twoje ciasto. Daj przepisa.
Za to sernik był słaby. Naprawdę. I to nie z powodu swojskiego sera. Moja mama też robiła swój twaróg i serniki wychodziły z niego boskie. Ten był słaby. O.
Mam w planie ciastki z nasion konopnych, ale nie wiem czy mi się chce. Zjadłam małą, ale za to całą, wędzoną makrelkę i chcę leżeć. Z kocim futrem na kolanach. Też potrzebowałam tłustego.
Dziewczyna jest super! Jej włosy nie zapadły mi jakoś w pamięć, ale od razu poczułam, że ona jest z mojego świata. I Pan Y jakiś odmieniony. Pierwszy raz się z nim widziałam po tym wielkim i odważnym kroku - no jest inny. Czuję to. Inaczej nam się rozmawia. Gdzieś się podziała jego złośliwa zadziorność. W to miejsce przyszła serdeczność. Ja to tak odczuwam.
I popieram Juśkę. Anka nie jest "moja". Niby jest miła, ale ja wyczuwam barierę. I to jest moja bariera. Ja ją generuję. Ufam sobie w takich przypadkach. Nie zamierzam jej taranować. Ufam, niech będzie.
Książkę kończę. Mam mieszane uczucia. Muszę ją skończyć i przetrawić.
W góry? To znaczy do TeDe? Kiedy? Kto jedzie?
A mi się ostanio dwa razy śniło, że potrząciłam samochodem człowieka na pasach. Normalnie mam lęki jak prowadzę. Przed pasami zwalniam i rozglądam się jak stuknieta. Męczy mnie to. Jakieś takie dziwne napięcie. Takie w środku.
Miłego motania niteczek http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/love.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
No i już przyszło ciepło. Pada. Deszcz i drobnymi kuleczkami jakby... gradu? Ej, na deszcz się nie umawialiśmy :(
:(
Ale dobra, znajdźmy plus ocieplenia. Mogę sprzątnąć pozostałe kwiaty z balkonu :D
Wiecie, że one dalej mi kwitną? Pelargonie zmarzły, ale gdyby nie mróz, to one dalej by szalały! Wciąż mają kwiat i nowe pąki!
Kalanchoe w ogóle olały mróz i kwitną zawzięcie. Nie będę ich jednak do domu brała. Zabrałam jedynie miętę, rozmaryn i skalniaki, które niestety trochę podupadły. Z dwóch donic zrobiłam jedną. To przez te opady deszczu, które kiedyś były. Zalało mi donice, a tam nie ma ujścia wody. Ale to nic. Teraz w domu mam piękną kompozycję. Prawie piękną. No może nie najlepszą, ale nie wyrzucę skoro jeszcze jest nadzieja. Poza tym puszczają nowe kłącza. Więc zostanie jak jest.
Wiecie co? Mam problem z wpuszczaniem ludzi do sypialni. Nie dlatego, że to s y p i a l n i a, ale dlatego, że tam jest dużo moich osobistych rzeczy. Bardzo osobistych. Takich, które ... To nie jest jak bielizna, ale jak ideologia/dusza/myśli. Ostatnio teściowa chciała ogromnie tam wejść. Wymyśliła sobie coś tam i po prostu usilnie myślała w jaki sposób grzecznie się tam wprosić. I grzecznie jej tam nie wpuściliśmy ;)
Nie byłoby problemu z wami. Bo wy te rzeczy wiecie o mnie. Znacie mnie. Ale ... Miałam nadzieję w sobotę, że G tak ogarnie kurtki wszystkich, że nie będzie trzeba ich dawać do sypialni :D
Cytat:
Strasznuie mi smakowało twoje ciasto. Daj przepisa.
naprawdę?!
Bo przy tych innych ciastach wyglądających jak "o matko z córką" to aż mi głupio było. Mało słodkie i ta posypka z migdałów :oops:
A sernik :rofl:
Był bardzo kiepski! G mi mówił, że zaliczył wtopę, bo zapytał czy jest z kwaskiem cytrynowym, bo ma taki kwaskowy smak :mrgreen:
a to przez zbyt kwaśne mleko na którym warzył się ser i wyszedł kwaśny. Tudzież ser był już zbyt stary. U nas też jadało się domowe sery (moja ciocia robiła mega PYSZNE sery. Potrafiłam pół kg za jednym posiedzeniem zjeść. I ... To była chyba jedyna rzecz, którą robiła świetnie i która wychodziła jej idealnie. Każdy ma jakiś talent) i też wiem jak smakują sery "które nie wyszły". Sama robiłam też twaróg jak miałam grzybki tybetańskie. Jak miałam zbyt ukwaszone mleko to ten ser nie był taki pyszny jak powinien.
Cytat:
Mam w planie ciastki z nasion konopnych, ale nie wiem czy mi się chce. Zjadłam małą, ale za to całą, wędzoną makrelkę i chcę leżeć. Z kocim futrem na kolanach. Też potrzebowałam tłustego.
Ja nasionka konopne zjadłam do płatków. Nie potrafiłam z nich niczego zrobić. Leż. Leż i odpoczywaj. Zwłaszcza w chwilach kiedy się da.
Cytat:
I Pan Y jakiś odmieniony. Pierwszy raz się z nim widziałam po tym wielkim i odważnym kroku - no jest inny. Czuję to. Inaczej nam się rozmawia. Gdzieś się podziała jego złośliwa zadziorność. W to miejsce przyszła serdeczność.
Prawda? Ta taka złośliwa kąśliwość, podszyta pasywną agresją gdzieś uleciała. Odkąd jest z Dziewczyną usłyszałam od niego więcej komplementów jako kobieta niż przez cały ten czas odkąd się znamy! Hm... Nie. Nigdy nie usłyszałam żadnego miłego komplementu od niego. A teraz? O matko! To naprawę miłe usłyszeć od "nie własnego" mężczyzny dobre słowo :)
Cytat:
Książkę kończę. Mam mieszane uczucia. Muszę ją skończyć i przetrawić.
Na pewno nie jest to epopeja narodowa a fabuła..., no..., nie powala, ale ten sposób w jaki on pisze i te informacje między literkami... Uśpił moją czujność i ... I poczekam aż skończysz :D
Powiem to tak. Trochę wstyd mieć taką prostą książkę na swojej półce. Ale to jest jedna z bardzo nielicznych książek, która nie wychodziła mi z głowy przez wiele dni. Dwa tygodnie? Trzy? Przyznam, że nadal, raz na jakiś czas, pomyślę o niej. I bardzo chcę ją przeczytać raz jeszcze. Ale mówię to tylko tu i wam. Nie przyznam się przed np Justką, że ją mam, czytałam i przeczytam raz jeszcze. To jest książka dla wszystkich. I każdy znajdzie w niej to chce znaleźć. I każdy może mieć jej odbiór zupełnie inny. Dwie osoby mogą odczytać ją na skrajnie różny sposób. Można o niej powiedzieć, że jest głęboka jak kałuża u mnie przed blokiem. Ale mimo tego, to co nie napisane, to co jest pomiędzy czarnym drukiem... Wzburzyło mnie w środku. Nie jest łatwo poruszyć mój mózg. A temu autorowi się udało.
Skończyłam np niedawno tą książkę, którą czytałam w pociągu. Ważny temat, dość dobrze napisana książka. Ważne dzieło. Ważne informacje. Inne spojrzenie na to co się stanie kiedy osiągniemy stan idealny. Bez bólu psychicznego czy fizycznego. I... I już o niej prawie nie pamiętam. No przemyślałam to co przemyślałam, wyciągnęłam wnioski, które autor chciał bym wyciągnęła i już. Poprowadził mnie ładnie przez książkę. Początek, rozwinięcie, zakończenie.
Piotr C. nie prowadzi za rączkę. Nie mówi co masz myśleć. Nie mówi w jakim kierunku ma iść twoje myślenie. Nie tłumaczy ci. Nie pokazuje "patrz tu! To jest miejsce, gdzie myślisz! Myśl! W tym miejscu masz się zatrzymać!"
Uwielbiam kiedy autor książki ufa mi.
Cytat:
W góry? To znaczy do TeDe? Kiedy? Kto jedzie?
tak.
11.12. G ma wtedy uczelnię, ale stwierdził, że będzie dojeżdżał. Justka, Dziewczyna z Chłopakiem :D ich dwójka znajomych, no i ekipa K2 ma być cała. Tylko Chłopak już dzwonił do mnie i proponował, abyśmy normalnie zapłacili za noclegi. Bo to jednak zajęcie całego domku i pranie pościeli itd.
P.S.
No i właśnie o to mi chodzi. Właśnie dlatego chciałam zobaczyć co ma do powiedzenia. Bo znam go od lat. Gdy jeszcze pisał o seksie w prawniczym światku, o prawnikach. O biurze. Uwielbiałam to. Jego poczucie humoru. Choć tona błędów językowych mnie wkurzała. Koleś przeszedł przemianę. I wiem, że pisze o świecie, który istnieje ale jest zupełnie oderwanym światem od mojego. Nie znam tego świata. Nie znam ludzi, którzy tak funkcjonują. To dla mnie zupełnie inna planeta. Mam nadzieję, że takich nigdy nie spotkam. Ani nie stanę przed takimi problemami.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
.........
dziewczyny... Ale miałam straszną noc...
Bolesną...
wczoraj po biegu pełnym myśli, zjadłam dwie kajzerki. Która była? 17:00? No to kolacja.
Ale.
Przed 22:00 byłam taka głodna, że zjadłam prawie całą kajzerkę ze śledziem.... Śledź z cebulką, na oleju, trochę octu.
Myślałam, że w nocy zejdę...
Byłam strasznie niespokojna. Przewracałam się z boku na bok. Masakrycznie przykurczały mi się ścięgna!! Czułam to i budziło mnie to co chwilę. I ten ból był nie tylko w nogach, ale i w rękach, pośladkach, plecach.... Budziłam się, naciągałam i usypiałam znowu. I tak całą noc. W pewnym momencie odkryłam, że jak G mnie przytulił w nocy, to się uspokoiłam i dałam radę usnąć snem głębokim. Więc jak się odsunął i się znowu obudziłam, to naciągnęłam pośladek i przywarłam do jego pleców, aby się rozluźnić. Dopiero to pomogło. Ale już było jasno...
Sny?
Kurde, masakra. Płakałam we śnie, bo mnie jakieś znajome zrobiły w wuja. Próbowałam się spakować i wrócić do domu.
Cieszyłam się, że jest już dzień i mogę wstać. ... Ale nie na długo.
Boli mnie żołądek!!! Strasznie mnie boli! Piję miętę. Nie jadłam śniadania. Rozwiązałam już sudoku....
Po raz pierwszy w życiu myślę, że przydałaby mi się orzechówka....
się pożaliłam. Dziś dieta. Jeszcze nie wiem co to znaczy, ale dziś dieta.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Może ten śledzik był nieświeży?
Jedz dziś lekko. Białe pieczywo, ryż, gotowana marchewka. Pij dużo. Zaparz sobie może koper włoski (wiem, że nie przepadasz, ale pomaga).
Tulę http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/heart.gif
----------------------------------
Wiesz, ja sobie te góry odpuszczę. Nie chcę tam jechać, tak głęboko w środku cała się zrzynam na myśl. Z jakiegoś powodu. No nie ważne. Jakiś smutek mnie trapi. Nie rozumiem skąd się wziął.
Obyście mieli ładną pogodę na spacerek.
Ja mam z samochodem podobnie jak ty z sypialnią. Mam w aucie mój bałaganik, moją muzykę i w ogóle. Nie lubię wozić moim autem obcych.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Auto. Taki przenośny dom :) W sensie, środek. Taki w sobie.
Chyba nie wiem jak opisać to co mam na myśli.
Chyba temperatura znowu poszła poniżej normy.
Jest szansa, że ten śledzik był... Bardzo nieświeży. Chociaż w smaku był ok. Ale, przyznaję, nie pamiętam od kiedy on w tej lodówce siedział....
Przegoniło mnie jeszcze parę razy i raz byłam na puszczanie pawia. Ale tylko się masakrycznie ośliniłam i nic nie poszło.
Przez cały dzień jadłam ryż + masło + banan + czeko-śliwki. Ja wiem, że to masło i powidła mogłabym sobie odpuścić, ale jestem słaba, marudna i zła. I nie ma nikogo kto by mnie ubezwłasnowolnił :P G chciał przyjechać, ale co on mi pomoże? Jeszcze bym musiała obiad dla dwojga gotować. Jeszcze by pewnie pojechał po burgera dla siebie... No przecież bym się zapłakała.
To ja już wolę sama się przekonać jak bardzo to są złe pomysły. W końcu i tak sama muszę sobie to robić!
Ryż z rzeczami sprawił, że trochę znowu zaczął boleć mnie brzuch. I wiecie co zrobiłam? Zrobiłam sobie kawę z tłuszczami. ...
I ból brzucha przeszedł. Całkowicie.
Teraz jestem po drugiej porcji ryżu z duperelami i brzuch znowu boli.
Zrobić drugą kawę?
Hm.
zjadłabym zupy z makaronem. Taki wywar. .... Taki jakby rosół, ale nie ostry. Bez imbiru.
...
Chyba sobie zrobię.
Nie mam koperku. Miętę mam. I lubczyk. I rozmaryn. I melisę. Ale kopru nie :(
Nie przejmuj się górami. Na dzień dzisiejszy sama kręcę nosem w środku, w sobie. Zwłaszcza, że G ma wtedy uczelnię. I w zasadzie to pojadę tam sama, a on dojedzie, albo i nie. No i zabieram Zochę. Znaczy się pewnie namówię Justkę, aby zabrała nas razem :D Dobrze, że Justka jeździ w miarę łagodnie. W sensie szybko, ale bez zrywów, gładko. To dla Zochy luzik. Chyba że G zrobi jak mówił, czyli nas przywiezie w piątek, prześpi się i w sobotę rano pojedzie na uczelnię. Eh. Nie chce mi się teraz o tym myśleć. Wracam do sprzątania. I szalika. I kurek.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
My chyba wpadliśmy w jakiś cykl chorobowy. G rano katar, źle się czuje i bolące gardło. Teraz marudna i agresywna pierdoła. Taki gamoń. Ja w południe to samo. Znaczy się chorobowo-nie gamoniowato ;) Ale po zjedzeniu dwóch ząbków czosnku musiało mi przejść! Jutro tylko muszę pamiętać o poprawce kuracji czosnkowej.
ufff... Ale jazda...
Oficjalnie uznaję, że mój rosół i kawa z tłuszczem jest zdrowotnością dla obolałego brzucha!!!
Na śniadanie 2 jaja na wodzie + ser żółty + pomidor + czosnek + kromka chleba (czy tak jada osoba po niestrawności żołądka? Chyba nie. Ale nie umiem być dorosła w tej sprawie). Na "drugie" kawa z tłuszczami (w między czasie dwójka piękna i zgrabna), a potem ryż + makaron + rosół + marchewka + seler + pietruszka. Pychotka. I na tym pobiegłam. Musiałam pobiec. Nie to, że czułam silną potrzebę wybiegnięcia, taką która mówi "musisz", nie. To było bardziej: ale ładny dzień! Może dziś też sobie pobiegam? Tak! Tak bardzo bym chciała!
Jak cudownie się biegło! Tak... łatwo! W mięśniach i sercu! (nie w ścięgnach :P Ale te się po 3 km rozciągnęły). Mam wielkie przykurcze z prawej strony, w pachwinach, pośladkach... WSZĘDZIE! I boli mnie kostka kolanowa (ta, po nokaucie Zochy). Czuję, że jak nie rozciągnę to niedługo pójdzie mi rozścięgno podeszwowe! Dziś rozmasuję i się powyginam. ALE. Biegło mi się rześko! Dobrze. Psychicznie czułam się dobrze.
Przed wyjściem biegunkowa dwójka... Zaczęłam mieć wątpliwości. Wzięłam chusteczki i ruszyłam :D
Raz tylko poczułam bulgotanie w jelitach, ale nic więcej.
Wszystko było idealnie.
Potem szybciorem na miasto. Zjedzony naleśnik z duperelami z ostrym sosem pomidorowym (ostry chyba tylko w nazwie ;)). Wszystko ok. G proponuje randkę. Więc kawa przed 18:00 czarna + deser kawowy... Musieliśmy wyjść wcześniej, bo bardzo źle się czułam. Ból brzucha, mdłości.... Ta kawa nie była dobrocią..... Deser chyba też nie. Chociaż mam wrażenie, że to kawa zaczęła robić mi z żołądka jesień średniowiecza...
W samochodzie wyciągnęłam woreczek w razie jakby był potrzebny.....
Cierpiałam straszliwie! Wiecie kiedy mi przeszło? Jak wypiłam resztki mojego rosołu. Tak. Resztki. Z około 4 litrów płynu (garnek 5l) G dostał tylko jedną miseczkę. Resztę zjadłam ja. Wczoraj. I dokończyłam dziś.... KOCHAM :heart:
I po tym rosole beknęłam jak rasowy Seba :beurk: i mi przeszło :mrgreen:
Kolejna dwójka tego dnia. Piękna i zgrabna. =
Czuję jeszcze obolały żołądek, ale już mnie nie boli tak, że nie mogę myśleć.
Ufff...
To ja jeszcze się powstrzymam od całkowicie ostrego jedzenia.
Nie. To nie prawda.
Ale powstrzymam się od czarnych kaw i deserów. Deserów innych niż moje domowe.
A jutro, lub pojutrze nagotuję znowu rosołu :D
A w ogóle to wymyśliłam, że na święta zrobię paczuszki słodkościowo-ciasteczkowe.
Mam pomysł, aby zrobić pierniki (ofkors :P), ciasteczka mikro czekoladowo - kawowe (są smaczne, małe, wciągające, gorzko-słodkie) oraz ciastka amaretti :D Tylko muszę kupić amaretto ;) Szkoda Niobe, że wykończyłam tą końcówkę, którą miałaś :D Teraz by się przydało. Zapakuję w małe pudełka, celofan i będzie pod choinkę jako dodatek do prezentów :D
Wiem, że to dziwne, ale czuję już święta! Pierwszy raz tak wcześnie! Hm... Czy to nie dziś jarmark we Wro ruszył?! No to się nie dziwię! Zaczynają się święta! I u nas będą trwały do lutego :D
Wreszcie uprzątnęłam kwiaty z balkonu. Już wszystko gotowe na zimę. Wszystko co ja mogłam i chciałam zrobić. Jak G nie zrobi reszty, to .... To odczuje co to znaczy marnowanie pieniędzy. Ach, złości mnie czasem ten łobuz! Bo się często jego otępiałość odbija źle na psie. A co pies winny?
Wiecie co? Mój pomidor oszalał. Bo on dalej kwitnie!!!! Stoi w domu taki chabaź i już miałam się go pozbyć, patrzę, a tam jeszcze jeden kwiatek kwitnie!!! No przecież nie wyrzucę! A te małe pomidorki są takie pyyyszne!!! Słodziutkie i pełne pomidorowego smaku! W ogóle to nowe listki puszcza... Zamierza kwitnąć cały od nowa?
Za to mięta coś nie za dobrze wygląda. Po ziemi puściła pnącza a to co na górze zrobiło się żółte... Hm... CZy powinnam mocno tą miętę ściąć? Za to rozmaryn wygląda świetnie!
Aha, bo ja jednego aloesa dalej trzymam na balkonie. On tam padnie, co nie? Kurde..... Nie mam serca go tam zostawiać.... A może? Czy aloes przetrwa zimę? A jak go opatulę? Czy lepiej go przecisnąć przez sokowirówkę? ;)
Wiem, że jesteście nie w nastrojach. Ja tak gadam, abyście wiedziały, że jestem tu, jest ok i mogę czasem coś ponieść jeśli trzeba. Ja wiem, że opowieści gastryczno-chorobowe to może nie jest najlepszy temat, ale nic innego nie mam.
Bo raczej opowieści o tym, że robię nowy szalik w jodełkę z kolorowej nitki to chyba mało fascynująca opowieść?
A wiecie, że ja chyba też trochę jestem ekstrawertykiem? A moja fobia społeczna wzięła się z tego jak zostałam wychowana? (zero prywatności, zerwo bezpieczeństwa, rzeczy, które należą do wszystkich, nic własnego itd). A może ja jedno i drugie jestem? Pewnie tak :)
Dobra, nie wymyślam już. Idę do zrzędy. Może już mu przeszło ;)
Dobranoc! Dobre myśli pod koc!
P.S.
Każdy introwertyk potrzebuje stada. Miejsca, gdzie może wracać z samotnych podróży. Dlatego choć nienawidzimy tłumów, to potrzebujemy obecności. Tylko tak możemy się rozwijać.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Od poniedziałku mam TEN czas, kiedy trzeba mnie zamykać w ciemnej piwnicy. Jem.
Wczoraj jak wracałam wieczorem z Żabki to prawie nic nie widziałam bo ryczałam. I się potknełam. I boli mnie kostka. Nie spuchła, ale jest obolała. I zabolało w kręgosłupie. Nadal jest napięte. Boli. Nie bardzo, ale obiecuje większy ból.
A ja jem.
Odwołałam sushi. Fajnie, nie musi brudzić kuchni. Nie lubi sprzątać. Fajnie.
To znaczy przełozyłam na przyszłą sobotę. Ale przecież wiem doskonale, że nie będzie żadnego sushi.
Cała moja siła gdzieś sobie poszła.
Nie umiem walczyć. To bez sensu. Nie wiem ile czasu będę się bronić, to i tak w końcu mnie dopadnie. Wszystkie diety, WO, akcje pt. "czysta micha" itd... bez sensu. To tylko rozwiązania tymczasowe. Na więcej mnie nie stać. Nie ma takiej magii na tym świecie, która mogłaby pomóc. Nie ma.
Idę.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Niobe też ostatnio tydzień zajadałam.... straszne to ale nie panowałam nad sobą....
No cóż... widać taka próba zagłuszenia emocji....
Na wadze ... porażka. Mogę mieć tylko nadzieję, że większość to zalega sobie w jelitach i jak się ogarnę to wróci względnie do normy... oczywiście o ile nie będę dalej zajadać....
I niestety też daje mi się mocno ostatnio we znaki kręgosłup, zwłaszcza lewa strona lędźwiowa... ale może to z braku ruchu, z zasiedzenia....
Muszę ruszyć doopę, po prostu....
Jak ćwiczę to i dietę potrafię utrzymać....
Przeglądałam dzisiaj zdjęcia..... znowu pojawiło się pragnienie by wrócić do tego wyglądu z początku biegania....
Czemu do czorta nie potrafię utrzymać tej wagi? jak tylko spadnie to zaraz znowu wraca.... :grrrrrr:
Niobe może powinnaś to potraktować po prostu jak uzależnienie, taki nałóg...
Ja na przykład wiem że jestem słodyczoholikiem.... muszę żyć na odwyku bo jak spróbuję o popłynę... ale mam też świadomość, że jak każdemu uzależnionemu będą mi zdarzały wpadki i po prostu trzeba się po nich podnieść i walczyć dalej, choćby nie wiem ile razy.....
Znalazłam zdjęcia z naszego półmaratonu z Bydgoszczy... bogowie, jak cudnie wyglądałyśmy!!! Ty taka filigranowa z rudymi kitkami, ja roześmiania... cała nasza ekipa.... Chcę do tego wrócić !!!! a Wy?????
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
U mnie Junior ma brzydki katar, ale nic poza tym. Też go faszeruję czosnkiem i witaminą C i tranem. Może jakoś da radę.
Shine, aloes nie da rady na balkonie, już go powinnaś do domu ściągnąć. Mój już w domu siedzi. Do wykorzystania w kuchni musi mieć ponad 5 lat. Zioła mogą zostać. Ja tymianem zimuję na balkonie i on ładnie na wiosnę się rozrasta. Miętę zetnij, a nie trzeba jej przesadzić? A jak te małe kwiateczki żyworódki co Wam dałam? Przyjęły się?
Ostatnie dni zeszły mi na dzierganiu kwadratów z włóczki... chyba próbowałam zająć czymś ręce żeby do gęby żarcia nie pakować....
A za oknem znowu pada.... kurde, już wolałam ten mrozik i szron i perspektywę płatków śniegu.....
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Jakoś się dzisiaj trzymam.
Wiesz Frey, jakby zdefiniować w moim przypadku to uzależnienie? Bo mi generalnie jest wszystko jedno co jem. Jak idę po całości to nie ma znaczenia co wpada w paszczę. Pewnie, fajnie jak mam pod ręką coś co lubię. Ale uwierz, nie ma takiego wymogu. Byle szczęka się ruszała a brzuch ostatecznie zabolał z przeżarcia. Nic więcej nie ma znaczenia. Mogę wpychać do buzi cokolwiek. To jest straszne. Jak jest pogoda i mi się chce to najwyżej zejdę na dół do żabki po cos dobrego. Ale jak mi się nie chce to nie. Do kuchni bliżej i zawsze coś do jedzenia jest. I już.
Z naszej roześmianej ekipy tak niewiele zostało. W wielu znaczeniach. Ale my się nie poddajemy. Nigdy! Pamiętajcie! Nie my. http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/heart.gif
Aaaaaa!!! Żyworódka!!! Jestem dzida. Przepraszam, ale muszę się przyznać. Przywiozłam, wyjełam z pudełeczka, zasadziłam i... zapomniałam http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/oh.gif Serio. Zapomniałam, bo postawiłam na parapecie w kuchni, na tym wysokim moim. A tam już tylko puste doniczko-wiadereczka stoją bo mi się zioła skończyły. I te żyworódki też w takim wiadereczku... I zapomniałam. Jak przeczytałam, że pytasz to aż się zerwałam i poleciałam do kuchni. A tam te kochane roślinki są. Są i żyją i mają już po 4 dodatkowe listki, takie zdrowe i rześkie. I nawet nie jakoś mocno sucho w ziemi. Dziwne. Ufff, dzięki za przypomnienie. Teraz będę już miała na nie oko.
Jak byłam na zakupach to też kupiłam sobie śledzika. I wiecie co? Nie dobrze jest go popijać sokiem z kiszonej kapusty http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/rules.gif Bardzo niedobrze http://dieta.pl/grupy_wsparcia/image...es/grrrrrr.gif No to ten tego http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...milies/mdr.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Z naszej roześmianej ekipy tak niewiele zostało.
Nie, nieprawda. Zostało to co najważniejsze, najcenniejsze. Serce, wraz z całym krwioobiegiem.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie poddawajcie się teraz. Nie teraz. Nie teraz kiedy jest tak ciężko. Poddajemy się, gdy brak świadomości wchodzi do życia. Gdy nieprzytomność nas ogarnia i śnimy. Żyjemy we śnie. Ale nie wtedy, gdy jest ciężko. Pomyślcie. Co nam pozostaje, gdy dookoła wszystko się trzęsie, zamazuje, jest nie takie jak ma być? Co nam kur.wa pozostaje? Zajadanie? Pchanie do ust jedzenia? Czy wy sobie ze mnie jaja robicie?! Mogę wybaczyć napady kiedy jest się po prostu otępionym sytuacjami, zdarzeniami. Kiedy nie ogarniamy i świat po prostu się zamazuje i jedyne co pomaga przetrwać jest uziemić się. Uziemić aż do porzygania. Bo to jest jedyne co rozumiemy. Bo otoczenie boli za bardzo. I przestajemy czuć. A my nie możemy nie czuć! Bo przestajemy istnieć! Więc żremy. Bo to jest coś co czujemy. Bo to sekunda przyjemności, sekunda dopaminy w mózgu ogarniętym szarością. Choć na chwilę. Nie popieram - sama się czasem zapadam. I rozumiem.
Ale nie wtedy, gdy... No weźcie ku.rwa mnie nawet nie denerwujcie. Od dwóch dni jestem tak nabuzowana agresją, że normalnie nie denerwujcie mnie jeszcze wy!
Nosz kur.waaaaa!!!
Jedna z drugą, pracujecie ciężko na to, by waga była mniejsza. Jedna jedzie z hantlami kilka razy w tygodniu, a druga przechodzi na dietę. I co? I wuj. Zdarzyły się rzeczy i stają się wymówką do żarcia. Ku.rwa!!!
Straszne, smutne rzeczy. Wiem. Nie umniejszam. Kuźwa, płakałam jak usłyszałam. Teraz mi stoją świeczki w oczach jak to piszę. Nie umniejszam. To ważne. Zgadzam się. Strata. Smutek. Wiem. Czuję. Kuźwa...!!!
I jednocześnie tak ciężko pracowałyście na efekty, na nowe ciała...!!! Niobe, tobie się udało, Frey, twoje ciało idzie ku lepszemu, wreszcie ruszyło i co? I co ku.rwa?! Za dobrze było? Za lekko? Bo jeszcze komuś się spodobacie!!? Bo jeszcze jakiś mężczyzna powie, że pięknie wyglądacie?! Bo spojrzy przyjaźnie? Bo nie ma dla kogo tego ciała robić?!!!!!!! W du.pie to mam! Jedna z drugą, psia twoja mać!!!
Bo nie ma kto przytulić? Bo nie ma kto powiedzieć, że kocha? Gó.wno! Za dobrze wam! Zbyt bezpiecznie!!! OBU! Gwarantuję wam, że wystarczy, że zaczniecie prawdziwie szukać piękna w sobie i zaakceptujecie piękno jakie w was jest i od razu wasze ciało będzie wiedziało co robić!!!
Pomyśl Niobe, kiedy realnie twoja waga wreszcie ruszyła? Przypomnij sobie moment, gdy wreszcie coś zaczęło się dziać. Co działo się wtedy między tobą a J?
Frey! A ty sobie przypomnij, kiedy włączył się mechanizm żarcia? Gdy M zaczął być za blisko? Albo za daleko?
A ja? Kiedy?
Ja wtedy, gdy przestałam czuć się pożądana. A największy, cudowny spadek wagi ostatnio, miałam wtedy, gdy miałam umowę z G. Że jeśli będziemy się kochać x razy w przeciągu 30 dni to zetnę włosy i zrobię je na rudo. Ale potem pomysł padł, że na biało. Dziecięca umowa miedzy dwojgiem ludzi. Bo tak. Bo zabawnie. Bo śmiesznie. Bo tak powiedział mi las. Wiecie? LAS mi to powiedział! Opowiadałam wam o duchach w moim lesie? Nie? nie ważne. kiedyś.
I to było ważne. Nasza zabawa. I się udało. Wiecie co? Czułam się CUDOWNIE!!!!!!!!!!!!!! Pożądana, piękna, kobieca! Nie ważne, że nam się nie chciało. Że czasem hops hops, aby zaliczyć. Ostatnie trzy dni, to normalnie działaliśmy aż mieliśmy zakwasy! Aby zdążyć! Bo G wie, że jak się umawiam, to się umawiam. Słowo ważniejsze od pieniędzy. I już widział moją minkę, bo wychodziło na to, że nie zdążymy i nie zrobię rewolucji na głowie. A tak bardzo chciałam!!! Nie poszłabym ściąć włosów, nie poszłabym na nowy kolor. Bo była umowa. I wiecie co? Potrzebowałam tego! Jak oddechu! Nie tylko seksu, ale bliskości, pożądania, orgazmu - wszystkiego!!!! To było tak śmieszne i zabawne, że aż nierzeczywiste! To było cudowne!!! Nowe! A ostatni raz był najpiękniejszy!!! Kocham być kobietą!!!!
Ale to dawno było.....
Jesteśmy grubasami. Wszystkie my! Grubasy w głowach. I dążymy do ideału grubasowości w ciele. NIENAWIDZĘ TEGO!!!!
Nienawidzę, gdy biegnie mi się ciężko, nienawidzę, gdy brzuch mi sterczy i nie mogę przyspieszyć, bo mi bebech ciągnie w dół a nogi mam silne i nie mogę przyspieszyć, bo boli mnie mięśniak, nienawidzę, gdy dostaję zadyszki, bo się nażarłam świństwa. NIENAWIDZĘ!!! Nienawidzę, gdy chce mi się płakać, gdy przypominam sobie jak ubranie dotykało mojego szczupłego ciała. KUR.WA! Inaczej doświadcza się dotyk, kiedy nie ma na nim tłuszczu!!!! Strasznie za tym tęsknię!!!
Z jednej strony, czułam się przez ten brak nadmiaru tłuszczu bardziej bezbronna, ale jednocześnie, nigdy wcześniej nie byłam silniejsza niż wtedy!
Nie denerwujcie mnie kur.wa i nie załamujcie się!
Jedna się potyka na chodniku, druga nie może złapać oddechu w trakcie biegu, no halo!!!!!!!!! Jedna złamana psychicznie, a druga fizycznie. Gdybyście się zamieniły ciałami od razu wprowadziłybyście porządki w życiu i ciele. Momentalnie! Tylko dać jednej życie tej drugiej. UCZCIE SIĘ OD SIEBIE!
Frey! Kuźwa, ogarnij się wreszcie z tym jedzeniem! Nie moja droga, to nie w jelitach ci się odłożyło. Zaprzepaściłaś miesiąc swojej ciężkiej pracy! Smacznego!!!!
Niobe! Kuźwa! Ile dni można mieć załamanie jedzeniowe?! No ile?! Przecież znasz swoje mechanizmy! Jak będziesz robiła to samo co zawsze, to nie uzyskasz innych efektów! Kur.wa!!! To nie stało się z dnia na dzień! Tyle dni byłaś na głodówce!!! Twoje szczęście, twój płomień! I co? I wróciłaś do starego. Miałaś iść za ciosem! Za zmianą! A nie wracać na stare tory!! W działaniu poszłaś wg starych schematów, więc czego się spodziewałaś? Umysł załapał stare wymówki do działania i uruchomił smutek i żarcie! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! !!
Tak wiem, już się ogarnęłaś. Ale w życiu dalej nic nie zmieniłaś, więc nie łudź się, że walcząc tak ze sobą długo wytrzymasz na zdrowych nawykach. Zaraz znowu się podłamiesz i zeżresz pół lodówki!!!! Zacznij kur.wa robić rzeczy!!! Tak dobrze ci szło!!! Byłam z ciebie dumna ogromnie!!! W życiu będą ci się zdarzały rzeczy, które wzbudzają stare mechanizmy, bo podświadomość pyta cię: hej, dobra, wprowadzamy nowe, ok, to powiedz mi, co mam zrobić z tym? BACH! I zdarzenie się dzieje. Co w takiej sytuacji powinna zrobić Niobe? Zadziałać jako nowa osoba. Ta, którą chce się stać. Tą, która sprawia, że panowie przewracają się na rowerach! I wtedy podświadomość zrozumie nowy program i będzie dobrze! A nie, działasz jak stara baba jaga!!! I jak zachowujesz się po staremu, to podświadomość stwierdza: aha, czyli tamto co mi mówiłaś wcześniej to bzdura? Ok, czyli dalej działamy wg starego....
Nie mogę normalnie!!!! Zaraz czymś rzucę!!!!!!!!!
I wracając: co nam pozostaje gdy dzieją się "rzeczy"? Kiedy umysł się rozsypuje, ale wciąż jeszcze mamy świadomość tego kim jesteśmy? To zamykamy się na wszystko co wokoło i skupiamy się na tym co najbliżej. Na nas. W nas. W środku. Jak nie potrafimy na umyśle, bo za bardzo boli, to skupiamy się na ciele! Po prostu robimy swoje!!! Jak wszystko się rozpierdziela, to choć pomóżcie swojej głowie utrzymać kurs zdrowego żywienia! To jest coś co jest namacalne, prawdziwe. Tylko to wam pozostaje! I tylko to może być waszym wybawieniem! Jedzenie jest prawdziwe. To pomoże skupić się na "tu i teraz".
...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
.... kuźwa, za długie i nie chciało mi puścić całego....
Weźcie kur.wa, nie załamujcie mnie...
Frey, w Dębnie robimy rekord! To nasz ostatni maraton! Nie będzie rekordu, jeśli będziesz ważyła tyle ile ważysz. Wciąż jeszcze jest czas. Słyszysz? Wciąż jest czas. Ale niedługo go już nie będzie i robienie siłówek ci nie pomoże.
Niobe... Ty durna babo. Jak cię kocham tak cię normalnie mam ochotę jeb.nąć. Sama na siebie kręcisz bicz. Weź zamknij tą durną babę w piwnicy i zacznij życzyć sobie dobrze. Przestań bać się popełniać błędy! Popełniaj je i rób to z dziką rozkoszą!!! Rób je! Kiedy masz je robić? Jak będziesz miała 60 lat?!!!! Idź na całość! Idź na całość!!! A jak się popsuje? Pfff, masz już doświadczenie. Nie będzie tragedii jeśli z tego takowej nie zrobisz. Jak jeb.nie to jeb.nie i po co drążyć temat? Poprawiasz koronę i ruszasz dalej! Za to będzie co wspominać!
Mówi się, że tylko wyobraźnie posuwa nas naprzód. Ja przepraszam, że to powiem, ale jedyne co nas obecnie posuwa to czas..... A nasza wyobraźnia nas ogranicza i ciąży nam. Wszystkim trzeM!!!! Jedna ma za małą wyobraźnię, by dostrzec w sobie piękno, a druga ma zbyt wybujałą i boi się działać, bo wyobraża sobie bolesne rzeczy i nie wie, że wprowadza się w jeszcze gorszy stan!! A trzecia? A trzecia patrzy w lustra wszystkich tylko nie swoje! AAAA!!!!
Znajdźcie sposób na siebie. No przecież jesteście genialne!!! Po tylu latach wy już wiecie! Wy już wiecie co robicie, kiedy i jak! Wy wiecie jakie sytuacje powodują u was złe rzeczy! WY WIECIE!!! Więc zacznijcie, kur.wa, tej wiedzy wreszcie używać!!!! Słyszycie?! Przecież nie jesteście tępymi dzidami! Gdzie wasza mądrość?! Łatwiej jest komuś doradzić, niż użyć? Pewnie, że łatwiej. Przecież widzę co piszę! Ale kur.wa! Macie już ostatnie ciało eteryczne zbudowane. Czas zacząć waszą mądrość manifestować w życiu! Jak wam trudno, to pomyślcie: co poradziłabym Niobe, Frey, czy Shinden. Co bym im poradziła? I zacznijcie same to stosować!!!
Wiecie co ja bym wam poradziła?
Wiecie. Napisałam.
A teraz, przewinę wszystko w górę i przeczytam. I sprawdzę co powinnam sama usłyszeć i sobie poradzić, oraz w jakim aspekcie zadziałać. Bo to są słowa do mnie. Każda literka napisana jest tak naprawdę złością nie na was, ale na mnie. Mój żołądek biedny mówi mi to od kilku dni. Jestem dup.ą wołową a nie mądrą Wiedzącą. Bycie wiedźmą zobowiązuje - pamiętacie? Wczoraj czegoś szukałam na forum i znalazłam stary mój wpis. O tym, że są rzeczy, które wiedźma musi zrobić. Bo nie zrobi nikt inny. Wiecie co jest bolączką wiedźm tego typu? Zapominają robić dla siebie. I nie chodzi o robienie dobroci dla siebie. Chodzi o bycie dla siebie.
Stare, grube, połamane baby. Wszystkie trzy! Miotła nas już nie unosi! Utonęłyśmy w Iluzji! Utonęłyśmy w Evie (teoria iluzoryczności świata). Z własnego wyboru postanowiłyśmy zapomnieć kim w Istocie jesteśmy. Świadomość siebie, świadomość ciała - szarość nas przygniotła.
Za mało medytacji, za mało świadomości, za mało zen.
Cytat:
Znalazłam zdjęcia z naszego półmaratonu z Bydgoszczy... bogowie, jak cudnie wyglądałyśmy!!! Ty taka filigranowa z rudymi kitkami, ja roześmiania... cała nasza ekipa.... Chcę do tego wrócić !!!! a Wy?????
Pamiętajcie. Jeśli na chwilę się świat pomotał, to trzeba zamknąć oczy, wziąć bardzo, bardzo powolny oddech, albo nawet i trzy i należy wrócić do ostatniego momentu, gdy świadomość była tu i teraz. Kiedy było się trzeźwą i przytomną. Świadome otaczającego nas świata.
Dobranoc.
Już po 24:00.
Idę coś porzucać.
Pobiegłabym.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Nie, nieprawda. Zostało to co najważniejsze, najcenniejsze. Serce, wraz z całym krwioobiegiem.
nasza roześmiana ekipa nie jest tamtą roześmianą ekipą. I nigdy już nie będzie. I nie ma być. Nigdy więcej. Nie można dążyć do stanu constans. Nie tak przejawia się Obecność. Obecność to ciągła zmiana, rozwój. Nasze problemy z ciałem mogą być spowodowane tym, że chcemy dotrzeć do tego co było. NIE MOŻNA TAK!!!! Nie możemy dążyć do tamtych ciał i tamtych roześmianych buź! Musimy dążyć do pięknych ciał (nie tamtych, bo to przeszłość), do przyszłości, do przodu, do roześmianych buź (nie tamtych, nie tych co były)! Nie możemy cofać się do przeszłości!!! Nie można! Ani myślą, ani wyobraźnią, bo utkniemy w wiecznym "było" i ni wuja nie osiągniemy w przyszłości tego, czego wyobraźnia nie jest w stanie dojrzeć! Bo wyobraźnia cofa się do przeszłości. Nie osiągniemy nic w ten sposób!
Nigdy więcej nie chcę być tamtą dziewczyną. Kocham ją, była cudowna. Ważna dla mnie. To były tak nowe rzeczy w jej życiu! Zbudowała mnie na nowo. Jest ważna i nie pozostaje zapomniana.
Ale ona była drogą, nie celem!!!
Nigdy więcej nie chcę myśleć, że "to na zawsze".
Nigdy więcej nie chcę naiwnie wierzyć.
W WAS wierzę. Nie naiwnie. Prawdziwie. Najprawdziwiej na świecie. Nie dlatego, że używałyście słów. Ale dlatego, że było działanie w słowach. Nigdy nie chciałam wpłynąć na żadną z waszych decyzji (na czym opierała się cała piramida zarzutów). Nigdy wam nie mówiłam z czym się borykam. A wy zostałyście. Jakoś w głowie poskładałyście rzeczy i patrzę na was przez pryzmat działania. Nie słów. Nie potrzebuję słów, ale działania. Niobe, zawalczyłaś o stado. Frey, nie zostawiłaś mnie na trasie (dosłownie i w przenośni).
Zostało serce z całym krwiobiegiem.
Nie wracamy do starego.
Trzaskamy się po mordach gdy trzeba i idziemy dalej. Ufam wam. Bo wiem, że nie patyczkujecie się, gdy jest potrzeba. I choć czasem zareaguję agresją, albo złością, to ... ja przemyślę sprawę. Naprawdę. Potrzebuję czasu, pomyślę trochę. I wyciągnę wnioski. Dopytam się i przeproszę jeśli będzie potrzeba.
Kiedyś Olek powiedział mi pewną rzecz.
Na jego urodziny chciałam wziąć Zochę. Mówiłam o tym? Nie pamiętam. W skrócie powtórzę.
Zapytał, czy będą z nią kłopoty. Mówię, że nie, bo jest już wychowana, jest ogarnięta, ja się nią zajmę. Słucha się. I on powiedział, ok. Zocha była cudowna. Wszyscy jedli pizzę na podłodze (mało miejsca, dużo ludzi, pizze wielkie!). I ona siedziała koło mnie. Grzecznie czekała i słuchała to co mówię i co robię. Była idealna!!!! Później mu podziękowałam ponownie, że pozwolił. Wiedziałam przecież, że on nie lubi zwierząt. Na Zochę reaguje napięciem, irytacją i piszczącym głosikiem :P
Ludzi za bardzo też nie lubi ;) bo ich nie rozumie. Ale się stara. I ciągnie do nich. No i wiedziałam, że to musiało być dla niego wyzwanie. Do jego DOMU przyszedł pies. I wiecie co mi powiedział? Powiedział, że mi ufa. Że jak powiedziałam, że jest ogarnięta i będzie dobrze, to on olał swoje strachy i wzorce, bo skoro powiedziałam, że będzie dobrze, to będzie dobrze.
I on tego nie mówi, bo jest to naiwna wiara.
On to mówi, bo znamy się prawie 20 lat?
Było różnie między nami. Czasem BARDZO źle. Ale przetrwaliśmy. I nie jest to oparte na pustych, nic nie znaczących frazesach. Były dni, kiedy jedno z nas się załamywało. Totalnie. Złamane. Drugie nie stało z boku patrząc i czekając. I tak na zmianę. On widział mnie w stanie ciężkiej depresji. Słyszał rzeczy, których nikt nie słyszał. A ja widziałam rzeczy, które........
Chodzi mi o to, że nie chcę być tamtą roześmianą naiwną dziewczyną w kurtce z Lidla (pozbyłam się jej.Nie mogę jej nosić)
Nie jesteście już dla mnie eterycznie nierzeczywiste. Nie jesteście dla mnie cudem z nieba. Jesteście tu i teraz. Na Ziemi. Realne. Zbudowane ze zdarzeń. Prawdziwe.
Niobe, ostatnio u Frey, coś tam gadałam i miało paść z moich ust, że jesteś moim przyjacielem. I nie padło. Zacięłam się, zamotałam i coś tam innego wstawiłam. Matko z córką, nie mogę przestać o tym myśleć. Ale absolutnie nie jest to dlatego, że nim nie jesteś. Tylko dlatego, że moja głowa chciała powiedzieć poprawnie "przyjaciółką" a ja nienawidzę tego słowa!!! Przyjaciel jest jeden. I to słowo jest bezpłciowe. A "przyjaciółka" to takie infantylne, nierealne, rozmazane, fałszywe. I dlatego się zamotałam!
To przez naszą mieszankę w szklankach :D
Ale nie tylko.
Ja strasznie nie lubię tego słowa. I wiem, że ty też nie. Jesteście mi bliskie obie. Ufam rozumowo. Nie naiwnie.
Po prostu słowo "przyjaciel" jest dla mnie tak bardzo zaczarowane, że nie potrafię go używać. Jeśli zostanie wypowiedziane, to zniknie. Rozumiecie co chcę powiedzieć? Niewypowiedziane jest silniejsze i trwalsze. Bo nie zamyka niczego. Bo można je wciąż budować. Bo można je przemieniać, czasem zburzyć, a potem na nowo wznieść. Silniejsze i mocniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
TO chciałam wtedy powiedzieć.
Raz jeszcze.
Nie jesteśmy i nie będziemy już tamtymi dziewczynami. One były drogą - nie celem. Cel jest dopiero przed nami.
Jest 1:00.
To ja już pójdę. Wrócę potem.
:heart:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Uuuuu ale oberwałam po gębie :lol: Aż mi się głowa obkręciła dookoła! hahahahaha
przepraszam ale nie mogę przestać się smiać :-)
Wszystko to oczywiście prawda :-D prawda, napisana przez dziewczynę, która co schudnie do wymarzonej wagi to wraca do poprzedniej bo się boi.... przez dziewczynę, która walczy z arbuzem i wie jak zrobić żeby go nie było ale co tam... zawsze mozna założyć szeroką bluzkę... przez dziewczynę, która wpierdziela lody choć wie, że jej zaszkodzą i zraz będzie balonikiem któremu się kurtka nie dopina.... albo zje garnek zupy... hahahahahahhahahaha.... przepraszam!!! Ale kocham Was ogromnie!!! :love: Wszystkie jesteśmy równie mocno rąbnięte!
Tak, stara ekipa nie wróci, ani stare my.... ale muszę mieć gdzieś w głowie obraz jak mogłabym wyglądać gdybym się mocno postarała.... Pozostaje tylko wytrwać w działaniu!!!!!
Działać!!!!
Ogarnęłam się....ogarnęłam, wczoraj.... Musiałam tylko w końcu uwolnić ten ból, wypłakać.... żeby go więcej nie zagłuszać niczym....Nie potrafiłam tego zrobić w tygodniu. Może to świadomość, że muszę być silna. Muszę? No własnie nie muszę. Czasem mogę być słaba. Czasem mogę płakać. Czasem mogę być smutna. Taka kolej rzeczy... A potem trzeba wstać, otrzepać kolana. I biec dalej. Nawet jak własnie odpadł paznokieć!
No dobra, teraz idę ogarniać dom.
Dziękuję za tą patelnię!!!! :-D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Tak, to wszystko prawda.
Z tym, że nie bardzo.
Ile razy mówiłam, że już wszystko wiem. Wszystko rozumiem. Znam mechanizmy. A guzik!
Nie. Dzieje się coś na poziomie, którego nawet nie dotykam, do którego nie jestem w stanie dotrzeć. Nie wiem jak. Inaczej radziłabym sobie. Po tylu próbach wreszcie umiałabym sobie poradzić. Shin, nie umiem ci wytłumaczyć co się dzieje w mojej głowie, kiedy bezmyślnie sięgam do szafki w kuchni. Ja nie wiem. Nie umiem tego zarejestrować. Po wszystkim czuję sie jak kupa i tylko to wiem. Cały proces emocjonalny z czasu "w trakcie" nie jest dla mnie dostępny na poziomie świadomości. Coś się dzieje w tle, coś co mi umyka. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć i przeanalizować co myślałam i co czułam "podczas". Czy to było chociaż przez chwilkę przyjemne? To nie sa kaprysy i zachciewajki. Jakbym wtedy była pusta. Jakby mnie nie było w środku.
To jest jak DOS w komputerze. Nie znam komend, które pozwalają nad tym panować. W końcu czas się przyznać, że ich nie znam i nie mam pojęcia czy to co robię niby dla siebie i dla mojego dobra i co uważam za słuszne, czy to nie programuje kolejnych małych katasfrof na poziomie podświadomym. Nie wiem. Nie radzę sobie z tym i nie wiem co robić dalej. I choćbyś nie wiem jak bardzo na mnie krzyczała :heart: to nie sprawi, że się dowiem i zrozumiem.
Wczoraj cały dzień było dobrze. Na kolację zjadłam dwie kromki z pastą fasolową. A potem zdałam sobie sprawę, że po kanapkach wciągnęłam jeszcze dwie kulki mozzarelli. Po cholorę? A bo ja wiem? Oczywiście, że pamiętam jak szłam do lodówki, jak rozcinałam nożyczkami opakowanie i osuszałam serek na papierze kuchennym. Ale nie wiem w którmy momencie podjęłam decyzję, żeby iść do kuchni... Nie było żadnych rozważań, czy mogę, czy powinnam i jakie będą tego efekty dla mnie, mojej wagi czy samopoczucia (zemdliło mnie przeokrutnie) i ostateczniej decyzji, że pierdzielę, zjem bo lubię, i co mi kto zrobi! Shin, z całym szacunkiem, ale to nie jest takie proste jak piszesz. Myślisz, że z góry opracowałam moją stretegię drożdżowej wędrówki po cukierniach? Na trzeźwo nie wpadłabym na tak absurdalną argumentację! Max 1 bułka w jednej cukierni. Co za bzdura! A jednak coś takiego byłam w stanie po prostu zrobić. Bez planu, bez namysłu. Jak psychol jakiś.
To co jest racjonalne to jest do opanowania. Jestem świetna w pracy. Bo ekonomia to nauka ścisła. Są prawa niezmienne i nie do ruszenia, a moja praca da się ułożyć wg regulaminów, zasad i stałych procesów. Nawet segregatory mam wszystkie w jednym kolorze a maile program segreguje mi wg nadawców. Mamą jestem niezłą. Bo dziecko ma nazwane potrzeby: jeść, spać, ubrać, odrobić lekcje itd... To zadania do wykonania. Opanować dom? Bez problemu bo to kolejna lista racjonalnych czynności - sprzątanie, gotowanie, opłacenie rachunków... Dieta? Proszę bardzo - WO, keto, wege, co checie - zbiór ściśle skatalogownych zasad, które trzeba przestrzegać. Oh, jestem świetna w porządkowaniu, układaniu i pilnowaniu reguł. A potem przychodzi czas, gdy trzeba lekko zaimprowizować i wtedy się sypię. Bez ostrzeżenia i właściwie bez powodu.
W mojej psychice jest coś, czego nie umiem zamknąć w ramy. Nie sądze też, żeby to wszystko co właśnie napisałam jakoś sensownie obejmowało temat.
Dziewczyny, ja nie wiem co się dzieje i co mam z tym zrobić. Nie wiem.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Wszystko to oczywiście prawda :-D prawda, napisana przez dziewczynę, która co schudnie do wymarzonej wagi to wraca do poprzedniej bo się boi.... przez dziewczynę, która walczy z arbuzem i wie jak zrobić żeby go nie było ale co tam... zawsze mozna założyć szeroką bluzkę... przez dziewczynę, która wpierdziela lody choć wie, że jej zaszkodzą i zraz będzie balonikiem któremu się kurtka nie dopina.... albo zje garnek zupy... hahahahahahhahahaha.... przepraszam!!!
ależ właśnie tak!
DOKŁADNIE tak jak piszesz!
Nie wyrzekam się niczego! :D
I nie przepraszaj, bo nie ma za co :D
Dobrze, że wróciłaś :love:
Ja też się trzymam. Chociaż zrobiłam kolejny garnek rosołu. Ale obiecuję, że kolację zjem bardziej normalną :D
Kurde, mam osłabienie ciała. Temperatura robi sobie co chce i jak chce. Generalnie 35.5. G chory.
A najgorsze jest to, że żadne z nas nie czuje się chore :P Ja tylko osłabienie, a G tylko katar i niski baryton. Czasem temperatura skacząca na skakance.
Ale wiecie co?
Mam dość.
Nie podoba mi się to, że pewne rzeczy robię odruchowo i nie egzekwuję "rzeczy". Fanie, że G umyje okna i łazienkę. Szkoda, że później muszę posprzątać po jego sprzątaniu. Wszystko zostawione na wierzchu. Wiem, że on nie robi tego specjalnie. Po prostu za rzadko dostaje opierdziel o to. A ja, zamiast mu to powiedzieć, to odruchowo sprzątam!!!!!!!!! Moja wina!
Cytat:
Ogarnęłam się....ogarnęłam, wczoraj.... Musiałam tylko w końcu uwolnić ten ból, wypłakać.... żeby go więcej nie zagłuszać niczym....Nie potrafiłam tego zrobić w tygodniu. Może to świadomość, że muszę być silna. Muszę? No własnie nie muszę. Czasem mogę być słaba. Czasem mogę płakać. Czasem mogę być smutna. Taka kolej rzeczy... A potem trzeba wstać, otrzepać kolana. I biec dalej. Nawet jak własnie odpadł paznokieć!
Dokładnie. I ja właśnie jestem słaba. Namarudziłam trochę, a potem skasowałam. To było bezproduktywne marudzenie. Więc mówię tylko, że właśnie odbiło mi się żółcią. I znowu temperatura poszła w dół. Jestem słaba i jednocześnie pełna agresji. Wciąż. Dziś w nocy spałam jakieś 5h. Poszłam spać o 1:30 a obudziłam się o 5:50 wyspana. Przeleżałam jeszcze trochę, ale to mnie tylko zmęczyło.
Tak pięknie dziś było, a ja nie miałam sił biegać. grrrrrrr :mad:
A ten twój paznokieć to niezły gałgan! Puść go, niech leci :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
:D
Pamiętajcie, że po bieganiu też nie pijemy soku z kiszonej kapustki! http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...milies/mdr.gif
Żyworódka puściła dodatkowe korzonki (bo wsadziłam od razu do ziemi) i daje radę. Kwiatek ukradziony u ciebie też chyba daje radę (też prosto w ziemię). Nie wiem czy się ukorzenia, ale nie pada i wygląda dobrze. Za to listek z drzewka szczęścia nie da rady. Nie byłam w stanie niczego więcej ukraść jak właśnie listek. I to za mało :D
Mięty nie przesadzam. Kumplowała się w jednej doniczce z rozmarynem. Zabrałam tylko rozmaryn. Zetnę. Aloes... Mam jednego, nie wiem czy chcę tego drugiego. ... Z drugiej strony, przytargałam wczoraj z biedry dwa nowe kwiatki :mdr: Jeden potrzebuje dużo wilgoci i jest neiizwykły! A drugi nie potrzebuje wody w ogóle prawie :P
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Niobe, ale kiedy cię to już napada, to już jest za późno na świadomość. Chodzi o to co dzieje się wcześniej w twoim życiu. Chodzi o decyzje w głowie jakie podejmujesz wcześniej. Tydzień. Kilka dni wcześniej. Wcześniej już robisz sobie jakąś krzywdę w głowie i w końcu pękasz i pędzisz do lodówki. Wcześniej. I uważaj na racjonalizację. Nie jest dobra. Czy przełożenie sushi nie ukuło cię w środku? Czy nie miałaś dziwnego stanu wycofania i doła po wizycie ekipy? To te stany wycofanego smutku są zalążkiem podejmowania decyzji przeciwko sobie.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Odwołanie sushi to skutek a nie przyczyna. Średnio bym się czuła objedzona, wzdęta z bolącym brzuchem więc uciekłam. A z ekipą faktycznie czułam się bardzo niefajnie. Z tobą i Juśką było ekstra. Z Chlopakiem i Dziewczyną też. I skusiłam się na sernik choć miałam ochotę zmykać do domu. A jeszcze wcześniej nic niepokojącego się nie działo. Chwile wkurwu na ludzi w pracy, spoko. To praca, bezpieczne środowisko. Wszystko opanowane i moje na górze. Jak trzeba.
Jeśli to chodzi o ostatnią niedzielę i tak źle reaguję na każdą społecznie niekomfortową sytuację, to jest gorzej niż myślałam. Bez jaj.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
z ekipą faktycznie czułam się bardzo niefajnie. Z tobą i Juśką było ekstra. Z Chlopakiem i Dziewczyną też. I skusiłam się na sernik choć miałam ochotę zmykać do domu. A jeszcze wcześniej nic niepokojącego się nie działo. ...
Jeśli to chodzi o ostatnią niedzielę i tak źle reaguję na każdą społecznie niekomfortową sytuację, to jest gorzej niż myślałam. Bez jaj.
Justka właśnie zauważyła, że byłaś wycofana. Pytała, czy wszystko ok.
Chodzi o tą potrzebę ucieczki. Pomyśl. czy w twojej głowie nie zrodziło się w tym okresie ponowne wycofanie w kwestiach bliskości z partnerem? Bo to wtedy masz napady jedzenia. Gdy się zasmucisz, gdy odczuwasz samotność. Gdy nie czujesz się sama z sobą bezpiecznie. Gdy potrzebujesz wsparcia z zewnątrz a jednocześnie od niego uciekasz, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteś słaba. Wtedy. Gdy z jednej strony jest potrzeba bliskości, a z drugiej jest lęk przed nią.
Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą. Jak następnym razem będziesz miała napad (czyli wtedy gdy już za późno i nie myślisz), wyślij mi smsem listę rzeczy, które zamierzasz zjeść. Zobaczymy co da się zrobić. Nie martw się :heart:
Ja dziś weszłam na wagę. Pierwszy raz od jakiegoś czasu. Jest dobrze.
Zamierzam też zacząć ćwiczyć. Znowu. Narazie zamierzam. Muszę coś poszukać.
A ja mam dalszy ciąg agresji. Wiecie, to jest dziwna agresja. To nie jest taka jak przy PMSie. Nie. To jest taka złość w środku. Dziś nakrzyczałam na teściową i kazałam jej wyjść wreszcie z domu i nie siedzieć tam tylko i wymyślać powody, dla których nie chce udzielać się społecznie.
Po czym zapytała mnie czy jestem smutna.....:out:
A potem... A potem okazało się, że G nie dokręcił mydła w płynie i dał do szafki. .... Wylało się.... WSZYSTKO było tym urypane. Wszystko.... A tam duuużo drobnych rzeczy było. ....... Byłam tak wściekła, że go opierdzieliłam i kazałam mu się nie odzywać. Bo wiedziałam, że jeśli chociaż spróbuje coś powiedzieć, to go rozjadę walcem! Dużo brzydkich słów poszło. To mydło to była pierdoła. W pewnym sensie. Do tej pory jeszcze wszystkiego tam nie sprzątnęłam. Wszystko się pieni! Ale to była ostatnia kropla. I nie powiem, że się ulało. Nie. To wybuchło!!!!
Nie przeprosiłam, bo się należało.
Nie oczekiwałam też przeprosin, bo nie były potrzebne.
Ale pogadaliśmy.
Naprawione.
Ale G stwierdził, że zaczyna się martwić o mnie.... Ja tam jeszcze nie widzę powodów, ale mam nadzieję, że jak będą, to nie będzie mnie pytał czy może zadziałać, tylko to zrobi.
Wczoraj też miałam złość na niego. Bo obiecał coś zrobić przez weekend. Powiedziałam mu to. I że jestem zła. Już nie smutna. Po prostu zła, że znowu zostanie to na mojej głowie. I już nie mam siły. I on szybciutko poszedł do garażu, wziął co trzeba, zrobił ładnie, zabezpieczył, a potem jeszcze odkurzył. Uff.
Coś się dzieje w mojej głowie. Jetem strasznie niespokojna. Albo mam guza, albo coś się ma zadziać. To naprawdę nie jest PMS.
Jestem cała nastawiona na działanie. Roznosi mnie. I jednocześnie nie mam sił. Jestem zmęczona. Tak zwyczajnie osłabiona. Potrzebuję zmiany. Ale by niektóre rewolucje wprowadzić, trzeba trochę rozpierdzielu zrobić. Wyczyścić. Nie wiem co się ma zadziać. Naprawdę nie wiem. Przydałoby się trochę "poczarować", by zmiany jakie mają zajść były bezpieczne dla mnie i mojego otoczenia. To ważne.
Brzuch mnie dalej boli. Nie mocno. Troszeczkę - ale stale. Przechodzi jak wypiję kawę, albo mój rosół :P Dziś piłam kawę z olejami dopiero przed 14:00, bo walczyłam z łazienką i byłam zbyt wściekła, by jeszcze kawą się nakręcać.
Nie daję ogarnąć mojego świata wokół. Czuję po raz pierwszy od dawna, że jestem strasznie nie zorganizowana.
Dziś dokończyłam mój rosołek. Jutro gotuję kolejny.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Justka właśnie zauważyła, że byłaś wycofana. Pytała, czy wszystko ok.
Chodzi o tą potrzebę ucieczki. Pomyśl. czy w twojej głowie nie zrodziło się w tym okresie ponowne wycofanie w kwestiach bliskości z partnerem?
Darioo przyjechał z Anką.
NVRMND.
Shin, a może zamiast się ciskać i złościć to namaluj coś? Dla mnie. Ja postaram się do następnego CT nie żreć a ty mi coś namalujesz. Taka zabawa. Jak z G w kwestii twoich włosów. Nie wiem czy to dobry pomysł. Szukam. Jeśli nie masz ochoty to po prostu powiedz.
A gdyby do tej zamydlonej szafki wlać trochę wody i trzasnąć drzwiczkami... Pomyśl jakie piękne byłyby bańki! Cały dom baniek. Tak trzasnąć z całej siły kilkanaście razy i "urodzić" miliony baniek!!!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Stare, grube, połamane baby. Wszystkie trzy! Miotła nas już nie unosi! Utonęłyśmy w Iluzji! Utonęłyśmy w Evie (teoria iluzoryczności świata). Z własnego wyboru postanowiłyśmy zapomnieć kim w Istocie jesteśmy. Świadomość siebie, świadomość ciała - szarość nas przygniotła.
Za mało medytacji, za mało świadomości, za mało zen.
Nowe miotły czekają! Z grubymi dupskami nie polecimy! A najbliższy sabat już za miesiąc z kawałkiem!
http://2.bp.blogspot.com/-wYOjvf1YVX...32480294_n.jpg
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Darioo przyjechał z Anką.
NVRMND.
o właśnie. O to była Justka wściekła. Nazwała Darioo złamanym k...sem.
Cytat:
Shin, a może zamiast się ciskać i złościć to namaluj coś? Dla mnie. Ja postaram się do następnego CT nie żreć a ty mi coś namalujesz. Taka zabawa. Jak z G w kwestii twoich włosów. Nie wiem czy to dobry pomysł. Szukam. Jeśli nie masz ochoty to po prostu powiedz.
!!!!!!!
Ale ty nie wiesz co ty mówisz!!! :gasp:
Ja się boję!!!!
Ja nie umiem! Ja jestem umysł techniczny! Nie twórczy! Ja nie umiem nic ładnego! Przecież nawet te moje, to są kopie!
Ja nie potrafię... Naprawdę!
Mogę w nagrodę zrobić ci ciasteczka z gorzkich jąder i zamiast cukru dać ksylitol! :D
Cytat:
A gdyby do tej zamydlonej szafki wlać trochę wody i trzasnąć drzwiczkami... Pomyśl jakie piękne byłyby bańki! Cały dom baniek. Tak trzasnąć z całej siły kilkanaście razy i "urodzić" miliony baniek!!!
hahahahahahahahaa :rofl: Padłam!
Bardzo dziękuję za ten tekst :heart:
tylko że.... ta szafka.... to jest ta z zasuwanymi drzwiczkami :D
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Mój motywator miesiąca!!!!
Dziś chyba jestem spokojniejsza w środku. Coś znalazło ujście. Ale już widzę cegiełki, które znowu mogą spowodować wybuch... Bo Justka jest 2 tyg we Wro. I chodzi na koncerty. I JA TEŻ CHCĘ! I jutro miała moja sis przyjechać. Ale nie przyjedzie, bo jutro mam depilację. Grrr. Wszystko sobie wytłumaczyłam. Sis przyjedzie za tydzień. Z Justką wstępnie umówiona jestem w piątek. Nie widzę problemu. Ale to nie znaczy, że go nie ma. Bo czuję, że mi to siadło. Na żołądku. Muszę nauczyć się cierpliwości....
A w ogóle, to dziś z powodu niedyspozycji Zochy, musiałyśmy zawrócić. Bo ją zabrałam na bieg. Niepotrzebnie. Myślałam, że będzie ok, bo na spacerze szalała i wyglądało jakby jej było mało! Jeszcze musiałam ją ograniczać, aby mi gdzieś nie zwiała. Bo dostała znowu cieczkę. No i pobiegłyśmy, ale ... nie dała rady. Po pierwszym podbiegu zawróciłyśmy. Ale to nic. W domu się rozciągnęłam i zrobiłam 100 przysiadów i 3x plank po 30sec. Wiem, że nie dużo, ale nie chciałam przesadzić, bo jutro też chcę pobiec. Tylko nie wiem o której, skoro jutro mam depilację.... No. I nie pobiegnę. Chyba że nocą.
No nie ważne.
Ważne jest, że zrobiłam 100 przysiadów i dopiero przy końcówce coś poczułam :P
Mamy fajną książkę i tam znalazłam jak robić przysiady. Boszszsz.... Zrobię zdjęcie i wam podeślę. Nie dziwię się, że mnie po przysiadach bolały kolana!!! Już nie będą bolały :) Będę robić!
Myślę też, aby kupić pod choinkę dla G ławeczkę. taką wiecie, aby ciężary dobrze podnosić. Bo na łóżku to nie idzie. On kiedy myślał o takiej, ale coś się zdołował, pozłościł i nie kupiliśmy. Przyznaję, że też trochę dla siebie chciałabym :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ale dlaczego Justka tak powiedziała o Darku? Chyba nie rozumiem. To, że mnie to zasmuciło jest absurdalne. Rozsądny człowiek by na to nie wpadł. W końcu on nie ma wobec mnie żadnych zobowiązań. Co więcej, między nami nic tak naprawdę się nie wydarzyło. Robiliśmy przymiarki do bliższej znajomości, ale w sumie to daleko było do "czegokolwiek". A poza tym skąd miał wiedzieć, że się łaskawie pojawię skoro przez cały czas się nie raczyłam pojawiać? Ehhh... ja nie widzę powodu, aby mieć do niego jakiekolwiek pretensje. Tak obiektywnie - to dobrze, że ją ma. Potrzebuje bliskiej duszy. Niech ma.
A mi przecież nie chodzi personalnie o NIEGO. Mój smutek jest abstrakcyjny.
Ale wiesz co mnie uderzyło? Jak się przyznał, że jeszcze w styczniu palił. Ale jak to? On? Taki sportowiec i człowiek zasad? Ej, nieeeee! Nie on! Dlaczego o tym wiem! Nie chcę tego wiedzieć. Ała! Mit upadł, ideał sięgnął bruku. Nie lubię.
Z tym dealem (micha - obrazek) nie chodzi mi o twoje artystyczne szczyty (w które i tak wierzę). Chodzi o kontrakt.
Ja będę miała motywację zewnętrzną do trzymania gęby na smyczy, skoro wewnętrzna zawodzi.
Ty będziesz miała pretekst by zająć mózg bazgrołami i się wyciszyć.
Dla mnie wystarczy, że poświęcisz czas i myśli. Może to być skserowana kolorowanka. Wystarczy. Chodzi o symbol. Zrobimy go w jakimś sensie razem. Ty przez kolorowanie, ja przez pilnowanie psychiki w kwestii jedzenia. Potem powieszę go sobie na lodówce, przy użyciu moich ukochanych magnesów w kształcie reniferów, które G przywiózł mi kiedyś z Finlandii (z Finlandii czy skąd?). I mam nadzieję, że energia twojej uważności zamknięta w tym rysuneczku wytrąci mnie z amoku gdy przyjdzie taki czas.Taka magia.
Kurde, nie wiem czy to ma sens, czy to coś pomoże. Nie wiem. Tak mi przyszło do głowy. Jak chcesz.
Mówisz, że to ta szafka zasuwana? No i? Tym lepiej! Bańki potrzebują powierza by zaistnieć. Pomyśl jak efektywnie napowietrza się szafkę machając drzwiczkami góra-dół!
Ciężko jest być cierpliwym cale życie. Cierpliwym zawsze. Ile razy cierpliwie czekałaś na różne rzeczy bo bieda, bo alkohol, bo potrzeby mamy, bo... Ja to znam. I też boginią cierpliwości nie jestem. I już ne będę. Najłatwiej się poddać złości bo "chcę już". A wiesz co ja wtedy robię? Ja się nie złoszczę. Ja mówię "bez łaski" i "wcale tego nie chcę". Co gorsze?
Kup ławeczkę. Na co czekasz?
Kurier przywiózł moją naprawioną wyciskarkę. Wymienili wszystkie części o które prosiłam. No! Mam dar przekonywania :)