Hej. Dziś byłam u babci. jak nie trudno się domyślić, zostałam ostro nafaszerowana...
Od 6.00 do 18.00:
- jogurt naturalny z muesli,
- pół bułki z baleronem czy salcesonem, takie mięso w galarecie...
- obiad: 1 mielony, duuużo sałaty, łyżka ziemniaków,
- sałatka z makaronu, szynki, ziarenek słonecznika i dyni...,
- parę kostek czekolady,
- kawałek ciasta czekoladowego,
- 2 pierogi z serem i ziemniakami.
Straszne, nie? Ale są też plusy:
1) nie jadłam po 18.00,
2) miałam 3 spacery, razem ze 4h marszu w plenerze (łącznie ze skakaniem przez rowy i bieganiem po bagnach :P)
Kcal...Aż strach... Coo? Podliczyłam i 1500... Niemożliwe, coś tu nie gra... Dobra, liczmy że 1800. Lipa. Ale nic, serio, miałam dużo ruchu. Nie bić więc :P.
Zakładki