Witajcie mam na imie Martyna i mam prawie 19 lat
Zawsze byłam "paczusiem" za dziecięcych lat, dokładnie 2 lata temu po obozie schudłam a po powrocie dalej walczyłam ze zbędnymi kilogramkami i tak doszłam do 49 kg czułam sikę wtedy boskooo
Postanowiłam zacząć normalnie jeść słodycze itp i przez rok ani grama nie przytyłam do października tamtego roku zaczął sie stres matuarlny i słodycze stały się moim normalnym posiłkiem i tyłam tyłam ...
Potem dieta za dietą i znó dzień słodyczy i tak w koło ...

A teraz sie uparłam tzn 13 września <tzn dzisiaiaj> i zaczynam walczyć
Chciałabym schudnać do swoich urodzin tzn 8 listopada ale daje sobie czas do 22 grudnia bo to również bardzo ważna data w moim życiu
Nie mówie znajomym bo usłysze - "znów"

Kiedyś przeczytałam w pamiętniku pewnej dziewczyny "gdy powiedziałam lekarzowi, że jestem za gruba,odpowiedział mi: WSZYSTKO JEST W TWOJEJ GŁOWIE PANIENKO!"

Moje postanowienia:

basen 3-4 razy w tyg
codziennie 10 min gimnastyki
dietka 1000 kcali
narazie zero słodyczy <do odwołania>
jeść kiedy organizm tego sie domaga a nie główka
codziennie będę pisała jak mi idzie



Pozdrawiam, dzieki WAM czuje że się uda ... prosze o wsparcie <odwzajemnie je>