no,no, i co z truflą?!?!?!?!?!
poludnico, czytałam twój post z zapartym tchem, bo widziałam w nim siebie, dokładnie tak, gdy napisałaś, że miałaś bulimię [na szczęście w czasie przeszłym bezpowrotnym!], omal się nie rozpłakałam, ja też jakiś rok temu, jak zaczęłam niemiłosiernie tyć, otarłam się o to, ale nie tak poważnie, bo prawie nigdy nie wymiotowałam, gdyż uważam, że to żałosne i ohydne...bleee....ale środki przeczyszczające, ćwiczenia do utraty tchu, głodówki na przemian z obżeraniem się...żyłam tylko tym. i cieszyłam się, gdy chudłam. ale dużo to kosztowało, wszystkiego, ale głównie nerwów. na szczęście nie powtórzę tego!!!! i ty tez nie! najważniejsze jest optymistyczne podejście, a ty jesteś bardzo dobrą, miłą, optymistyczną osóbką [jak ja hihi], więc nie kmoże być mowy o poddaniu się. i: małe wpadki, jeśli będą miały miejsce, nie moga nic zmienić! bo to my decydujemy o swoim życiu, nie jedzenie. przecież to tylko jedzenie!!! ale przyznam się, że dla mnie jedzenie to nie tylko paliwo, ale też przyjemność, lubię czuć rozpływającą się czekoladę w ustach [2 kostki, max. 3
], smak słodkiego owocka, rozgrzewający smak zimowej zupki, a gorzki sera pleśniowego...kocham jedzenie, i myślę, że to normalne podejście, bo nienawidzić jedzenia to chore, tak jak ty nie katuję się juz dietami, nie licze kalorii, może wreszcie wydoroślałyśmy?
buziak i gorący uścisk w twoją stronę![]()
Zakładki