Rok temu bawiłam się w bohaterkę, obiecywałam sobie schudnięcie...Miało być logicznie, stopniowo, bez wyniszczania, regularnie itd... Wtedy startowałam z 72 kg, cieszyłam się kiedy zeszłam do 67 a potem to tylko masakra i łzy..
teraz jest 74. Jest mi źle, bardzo źle..zaczynam od nowa. CZasu niewiele. buuuu czy ktoś się przyłączy? i tym razem faktycznie będzie konsekwentnie i do celu? a cel? 60 kg i ślub we wrześniu