no wlasnie, slodycze...
probuje schudnac ale to one mnie gubia... :/
chodzi o to ze nie jem absolutnie nic slodkiego ale po jakims tygodniu nie wytrzymuje i jak juz zaczne to konczy sie tragicznie... jeden batonik pociaga za soba lawine...

co radzicie?
co wy robicie?
pozwalacie sobie czasem na slodkie co nieco? w limicie oczywiscie?
bo chyba nie powinnam sobie tego calkiem odmawiac bo zle sie to konczy...

co robicie z czyms slodkim w waszych dietach? jesc czy nie jesc?
bede wdzieczna za kazda odpowiedz...
pozdrawiam!