-
Odp: Magiczny kociołek.
Teraz nie jestem w stanie ćwiczyć. W poniedziałek wzięłam piłkę bo myślałam, że trochę nie na niej pobujam, ciut się porozluźniam... spoko, Położyłam się lędźwiami i kręciłam kółeczka. Było ekstra. Do czasu, aż na momencik straciłam równowagę i piłka chciała mi się wyśliznąć spod pleców. Próbowałam się ratować i dostałam piorunem przez cały krzyż.
Nic poza delikatnym i baaaardzoooo powolnym rozciąganiem na razie nie wchodzi w grę.
Czuję się jak staruszka. A przecież nie jestem stara. Boję się coraz bardziej jak będzie wyglądała ta moja starość. Z bólem? Na boga! To nie jest miła wizja.
Shin, ale musi być jakaś przyczyna tego twojego złego jedzenia. Wiesz jaka? Poszukaj i napraw to. Tak nie może być.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Shin, ale musi być jakaś przyczyna tego twojego złego jedzenia. Wiesz jaka? Poszukaj i napraw to. Tak nie może być.
przepraszam, ale narazie odpiszę tylko na to, bo coś robię i przy okazji wpadłam na pewien pomysł i jest tak trafny, że aż muszę to napisać.
Szukałam przyczyn. Standardowo. W lękach, w nieczuciu się bezpiecznie, w nieakceptowaniu ciała, w stresie przed adoracją mężczyzn. I nie znalazłam. Odpuściłam więc temat. Nie wiedziałam dlaczego tyję i dlaczego tak jem. Ale ja nie zapominam i nie zapomniałam tego co napisałaś. To zostało w mojej pamięci. Zadałam więc pytanie i czekałam na odpowiedź. I przyszła. W momencie, gdy oglądałam bardzo ciekawy wykład nt tego, dlaczego mężczyźni mają erekcję rano, oraz czy żel jest cieczą czy ciałem stałym, wpadła mi odpowiedź.
Jem tyle, jem w sposób "na tycie", bo.... G ostatnio okazuje mi bardzo dużo czułości, serdeczności, miłości. Spędzamy razem czas i nawet oglądamy serial, który został nakręcony na podstawie mojego życia (albo moje życie toczy się na podstawie tego filmu. Ciężko stwierdzić. Przeraża mnie to trochę. Opowiem wam kiedyś), i cieszymy się, i śmiejemy z podobieństw i płaczemy czasem i się wzruszamy.... Spędzamy czas razem. I G ostatnio mówi mi bardzo dużo dobrych rzeczy. O mnie. O tym jak docenia. I o tym co docenia. I o tym jak to jest ważne.
...
I ja ostatnio oglądałam całkiem niezły filmik o tym dlaczego zdarza się, że przestajemy kochać osobę, która się w nas zakocha. Nie mówię, że tak ma każdy, ale to jest bardzo mocny mechanizm. I to u wieeeeelu ludzi. Niezależnie od płci. Chodzi o to, że jeśli partner nie okazuje nam miłości, to wydaje nam się, że my kochamy tę osobę ogromnie i oh i ach. A jak ta osoba zacznie nam okazywać miłość i czuć ją, to magicznie się odko****emy. Uciekamy. Niszczymy taki związek (znajome?). Z tego co zrozumiałam (trochę ciężki angielski), to dzieje się tak wtedy, kiedy nie kochamy samych siebie. Uważamy, że nie zasługujemy na miłość, która do nas przychodzi i zaczynamy przed nią uciekać. Odrzucać ją.
...
I wszystko mi się poskładało.
Wiecie kiedy byłam najszczuplejsza? Wtedy, kiedy głowę G zaprzątał ktoś inny. Kiedy mówił do mnie złe rzeczy. Wtedy miałam odruch samoobrony - zamykam się w sobie, dbam tylko o siebie, bałam się, ale czułam się silna, bo byłam szczupła. (wiem, z innej strony przy podobnych emocjach tyję, ale nie chce mi się teraz pisać o różnicach. W skrócie - przyczyna wywołania emocji też ma znaczenie). Ta moja szczupłość to była jedyna rzecz, której mogłam się realnie chwycić. Nie wiedziałam co się dzieje, co się porobiło, nie rozumiałam słów ani zachowań, ale rozumiałam moją szczupłość. To nie pozwalało mi zwariować. Chyba.
No i przy okazji, zapewne, była to też forma zachęcenia G do tego, aby mnie lubił znowu.
I teraz, gdy to dostaję...... Wychodzi na to, że ja chyba siebie nie lubię. Idąc tym tokiem myślenia, najwyraźniej nie uważam abym zasługiwała na jego okazywanie mi miłości. Podoba mi się to, lubię to, cieszę się tym, doceniam, a jednocześnie podświadomy umysł ma jeszcze śmieci dt mnie samej i uciekam od tego. Odgradzam się moim tłuszczem. I przy okazji chcę w ten sposób, najwyraźniej, sprawić, że G mnie nie będzie chciał.
Myślałam, że już siebie lubię. ... Wychodzi na to, że nie. I jeszcze drugi wzorzec może tu występować, ale to już zostawię w głowie, bo przerwałam niezwykle pasjonujące zajęcie by to napisać.
Lecę.
Muszę się tym zająć, bo na pewno nie zabronię G lubienia mnie tak jak mnie lubi teraz.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Ja znam ten mechanizm. Kiedy popadam w moje kompulsy? Wtedy, gdy na hoyzoncie pojawia sie fajny facet, który jest mna zainteresowany. Więcej nie trzeba...
-
Odp: Magiczny kociołek.
A jeszcze zapomniałam powiedzieć, że wczoraj zadzwoniła do mnie pani z centrum medycznego z zaproszeniem do akcji badań profilaktycznych pod kątem chorób kośćca (kręgosłup, stawy itd.). Idę na kompleksowe badania z omówieniem wyników i konsultacją fizjo, w środę. A w piątek pójdę z tymi wynikami do ortopedy. Wkurzyłam się na ten ból. Wczoraj był idealny wieczór do biegania, a ja na kanapie. O nie, tak być nie będzie!
Dziś 15-ty dzień WO - czuję się super. Żadnych przykrych objawów. Waga pokazuje 59,8 kg czyli 3,2 kg mniej. Dołożyłam do jedzenia odrobinę owoców jagodowych (kilka malin czy borówek albo truskawek, są niskocukrowe a za chwilkę się będą kończyły). Ale jem zamiast jabłka więc ilość owoców w całym dniu jest niewielka. Równowartość 1-1,5 jabłka, nie więcej. Jem głównie warzywa i przede wszystkim surowe. Biorę do pracy pokrojone marchewki, kalarepki, ogórki, paprykę i chrupię przy biurku.
Strasznie zmienił mi się smak. Nawet kalarepa wydaje mi się orzechowo słodka. A jak pogryzłam kawałek nektarynki to myślałam, że umrę ze słodkiego pachnącego szczęścia. Wiecie co, ten post jest naprawdę fajny.
Dziewczyny patrzą już podejrzliwie co ja wyprawiam, bo widać luźniejsze spodnie. Ale ja do niczego się nie przyznaję :)
Jest tylko jeden kłopot. Ja tu iść na randkę w tej sytuacji? Chyba będę musiała powiedzieć co i jak i dlaczego tak a nie inaczej. Nie chcę. Facet uzna mnie za wariatkę :he:
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Jest tylko jeden kłopot. Ja tu iść na randkę w tej sytuacji? Chyba będę musiała powiedzieć co i jak i dlaczego tak a nie inaczej. Nie chcę. Facet uzna mnie za wariatkę :he:
na prędko, bo ... mam PMSa, który przyszedł razem w @. I @wcale nie rozładował tego co powinien. I nie jestem dobrym człowiekiem :666:
Hm. To idźcie do zoo na randkę :D albo oglądać fontannę, albo na herbatę? Ale jest tak gorąco, że weźmiesz wodę :D A powiesz, że ciastka narazie nie możesz, bo ....nie no, wszystko to doniczego. Powiedz prawdę :) To najłatwiejsze. I to, że się stresowałaś mu powiedzieć też możesz.
I gratuluję, że dajesz radę. Podziwiam!
-
Odp: Magiczny kociołek.
WO dzień 16
czas na małe podsumowanie
Pomiar |
Masa ciała |
Szyja |
Biceps |
Pod biustem |
Talia |
Brzuch |
Biodra |
Udo |
Łydka |
Spalonych
kalorii |
Zawartość
tłuszczu |
Usuń pomiar |
|
kg |
cm |
cm |
cm |
cm |
cm |
cm |
cm |
cm |
kcal |
% |
|
| 10 września 2016 |
59,2 |
33,0 |
29,0 |
76,0 |
72,0 |
84,0 |
94,0 |
57,0 |
34,5 |
0 |
26 |
Usuń |
| 27 sierpnia 2016 |
63,0 |
33,0 |
30,0 |
78,0 |
76,0 |
90,0 |
97,0 |
59,0 |
36,0 |
0 |
30 |
Usuń |
razem zgubione 18,5 cm
:party::yipi::party::great:
Ktoś coś?
------------------------------------------------------------
Powiedziałam Mu. Luzik, Stwierdził, że skoro to ważne to nie ma co kusić losu kawą i caichem i po prostu pójdziemy na spacer. Jutro.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Brawo Niobe!!! :party:
Gratuluję!
I co dalej? Co teraz? Zaczniesz powoli wracać do normalnego jedzenia, czy jeszcze nie?
I jak było na randce?! Opowiadaj choć troszkę!
ja dziś, przed biegiem, zobaczyłam jak sterczy Wojtuś... Bo loda jadłam wcześniej... Znowu puchnę po mlecznych. Chyba już za dużo :P Zaczęły mi wychodzić na brodzie takie... Nie krostki, ale... takie coś. Tego się nie wyciska. Dostawałam to jako dziecko, gdy jadłam za dużo jajek. ...
No to chyba już wystarczy tego dobrego :D
Ale żeby nie było. Wyjątkowo dobrze rosną mi paznokcie (jak szalone!). Nie rozdwajają się i nie pękają nawet jeśli dużo robię w wodzie. I włosy nie wypadają na potęgę. Są w normie.
Czy to możliwe, że tak dobrze się trzymają, bo dość długi czas miałam zwiększone spożycie jajek i nabiału? No dobra, nie przesadzajmy z tym nabiałem. Lody to jeszcze nie nabiał ;) Ale jogurt czasem. I sery pleśniowe. Hm.
Cytat:
A jeszcze zapomniałam powiedzieć, że wczoraj zadzwoniła do mnie pani z centrum medycznego z zaproszeniem do akcji badań profilaktycznych pod kątem chorób kośćca (kręgosłup, stawy itd.). Idę na kompleksowe badania z omówieniem wyników i konsultacją fizjo, w środę. A w piątek pójdę z tymi wynikami do ortopedy
O! Super! Daj znać jak poszło!
Cytat:
Teraz nie jestem w stanie ćwiczyć. W poniedziałek wzięłam piłkę bo myślałam, że trochę nie na niej pobujam, ciut się porozluźniam... spoko, Położyłam się lędźwiami i kręciłam kółeczka. Było ekstra. Do czasu, aż na momencik straciłam równowagę i piłka chciała mi się wyśliznąć spod pleców. Próbowałam się ratować i dostałam piorunem przez cały krzyż.
:( Uważaj bardzo bardzo. Aż syknęłam jak to czytałam.
Ja też już mam piłkę. Codziennie kładę się na niej i leżę. Bardzo to lubię. Znaczy się nudzi mi się i tak naprawdę nie lubię, ale dobrze mi to robi. Lubię mieć piłkę:D Nawet G się do niej przekonał.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
.
------------------------------------------
Z diety jeszcze nie wychodzę. Zaczynam wyglądać jak człowiek ale to początek drogi.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
O matko! Niobe!
To najprzyjemniejsza rzecz jaką dziś przeczytałam! I aż mi się miło w środku zrobiło! Niech się dzieje! Niech się dzieje wszystko co dobre!
A ja się zastanawiam gdzie jest granica robienia słoiczków. 3kg śliwek z czekoladą już zrobione. 3kg powideł śliwkowych bez cukru - będzie gotowe jutro. Dopiero 3h się prażyły. 3kg śliwek czekają w kolejce na mrożenie, bądź kolejną porcję dżemu. Około 3kg śliwek już jest w zamrażalniku. ............
Moje palce są pocięte nożem, wyglądają na brudne, brzydkie.... Wstyd mi. Jak ja pójdę jutro na jogę?
czeka mnie jeszcze obieranie orzechów. Niestety takich z tamtego roku. Brzydkich. W starych łupinach. Szczerze wątpię czy coś z nich będzie. Ale sprawdzić muszę, nie? Pojadłabym takich świeżych, jasnych, których skórkę trzeba obierać :D
Czy ktoś mógłby wyłączyć lato? Jesień w okolicy, a tu upały przyszły! Współczuję wczorajszym maratończykom. Upał taki... Ale trasę zmienili. Prawie zero górek. W zasadzie to głównie płasko było. I biegli w drugą stronę :D
A w ogóle to kurczę, jaki drogi się zrobił City Trial! 80zł?! Z czego 10zł za koszulkę. Nie chcę koszulki! Chcę, aby znowu kosztowało to 60zł!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
O! Jak pięknie! Zarowno dieta, waga, wymiary jak i ten pan i kwiaty! super! :-)
Ja przepraszam, że tak na szybko ale .... ja nie ogarniam ostatnio życia.
Szkoła młodego mnie totalnie wybiła z rytmu... ja nie mam nawet kiedy odpocząć...
Takie życie powoduje stres i napiętą sytuację więc i w domu była wojna i teraz ciche dni i wszystko do doopy...
Nie ważne.
Najważniejsze znaleźć w tym choć jedną pozytywną rzecz.... miałam taką, w niedzielę. Uśmiałam się jak nie wiem co...
No bo jak to..... wstać beztrosko, umyć głowę i w spokoju jeść śniadanie.... i nagle zdać sobie sprawę, że zostało 15 minut do odbioru pakietu a tu nie mam co liczyć na samochód więc trzeba liczyć na własne nogi... Choć akurat w tym przypadku w połowie drogi poratował mnie kolega z pracy który wybłagał mój pakiet bez upoważnienia :lol:
No nic pakiet odebrany, wypadałoby kawę wypić. Pojechaliśmy na kawę i tak jakoś wyszło.... nie wiem kiedy czas poleciał tak do przodu.... a tu kuźwa jakieś korki, bo giełda, bo ludzie wracają, potem światła... a potem już zamknięta trasa :lol: i trzeba było zaparkować kilometr od startu...
I kolega, który w pośpiechu jeszcze zmieniał spodenki bo okazało się, że ma na lewej stronie i wszystkie metki mu fruwają, w pośpiechu nie zdążył już przypiąć numeru (bo nagle okazało się, że agrafki w domu zostały!) ani chipa, no to biegł trzymając w ręce. Ale żeby było mało trzymał jeszcze pęk kluczy, telefon z futerałem i dwie pary słuchawek które się poplątały i które usiłował wetknąć w uszy... Nie wiem jak on to zrobił ale na zdjęciach z biegu widzę, że udało mu się jeszcze złapać kubeczek z wodą :rofl: full wypas jednym słowem :mrgreen:
Dobiegliśmy do startu a tu już pusto bo zawodnicy wystartowali ponad 4 minuty temu :out: No to nie zatrzymując się w pełnym dopingu i radości publiczności minęliśmy start i pobiegliśmy dalej.
Szczerze mówiąc - ja już miałam zgon na tym starcie hahahahaha
Temperatura rzędu 30 stopni i pełne słońce. A ja leciałam sprintem do startu.
Najpierw myślałam, że po pierwszym kółku zejdę z trasy - wszyscy się na mnie gapili, krzyczeli do mnie - fajnie, miło, tylko ja już nie miałam sił na przyspieszenie, mogłam tylko próbować utrzymać tempo i nie umrzeć na tej trasie.
Nagle za mną pojawił się ratownik medyczny na rowerze z pytaniem "przepraszam czy pani jest ostatnia? bo ja muszę za ostatnim zawodnikiem jechać żeby zamykać bieg" :bad: Nosz kur*** to już uznałam za bezczelność! Chyba mnie to trochę zdopingowało bo po jakimś pół km dogoniłam jakąś babeczkę i w ten sposób pozbyłam się ratownika.
Potem udało mi się dogonić jeszcze 6 osób i w jakimś sensie zachować twarz :-D Nawet znaleźli się tacy co mnie cały bieg dopingowali i na koniec usłyszałam że niby wystartowałam ostatnia a wcale ostatnia nie byłam na mecie albo coś w stylu "ostatni będą pierwszymi" hehehehe...
W każdym bądź razie niezła przygoda! Pewnie do końca życia będę się śmiała z tego biegu.
Popołudniu jeszcze poszłam z młodym pograć w piłkę.
Ale w nocy... dziewczyny, jak mnie w nocy bolały nogi!!!! masakra!!!
No a dzisiaj w pracy po prostu natłok spraw mnie dobił - a liczyłam , że odpocznę...
Mam nadzieję, że jutro będzie trochę spokojniejszy dzień.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Frey, super zabawa! Super super!!!
Ehhh, chyba się stęskniłam za bieganiem.
Shin, rób dużo słoiczków. Zmawiam jeden czekośliwki. Lato ma się wyłączyć na weekend. Będzie padać. Serio?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dziś już ostatnie słoiczki zostały zakręcone. Jeszcze tylko pasteryzacja (jak mi się garnek umyje ;)). I koniec.
Może jeszcze zrobię w tym roku buraczki. Bardzo bym chciała. Tylko muszę skombinować mniejsze słoiczki. Bo przecież nie będę pakowała w litrowe :D
Wczoraj po jodze pojechałam do galerii po zakupy. Okazało się, że w Wedlu pani grała na skrzypcach! Grała tak pięknie! Szybko telefon do G z pytaniem gdzie jest i czy ma ochotę na randkę :D
Jak usłyszał o skrzypcach to prędziutko zawinął się na nóżce i przypędził.
No i przed 19:00 piłam pyszną i mocną kawę z wielkim kawałkiem sernika. I całe spalanie kalorii tego dnia poszłoooooo na marne :D
Powiedziałam pani kelnerce, że pomysł ze skrzypcami jest piękny i super. Pani tak niepewnie i z niedowierzaniem pytała, czy naprawdę? No oczywiście, że naprawdę! Nie planowaliśmy przychodzić, a tu dźwięk pięknej muzyki przyciągnął nas jak magnez! Pani powiedziała, że właśnie wśród klientów zdania są bardzo podzielone, bo nie każdy lubi takie coś. I że jeśli mamy ochotę, to pani gra na skrzypcach w każdy wtorek! No to powiedziałam, że przyjdziemy z mężem na randkę za tydzień! :mdr:
Przez cały tydzień będę grzeczna. Będę jadła tylko to co sama upiekę (wiecie, jak upiekłam sobie moje ciastka z orzeszków ziemnych bez cukru, ale z daktylami, rodzynkami i innymi takimi rzeczami, to nie podjadam złych rzeczy. Nawet lodów nie jem! Ani raz, ani dwa razy dziennie. W ogóle!). I raz w tygodniu pójdę na randkę z G we wtorek na kawę/herbatę + czekoladka lub sernik. Przy skrzypcach!
I jak wracałam do domu na rowerze, to ... Wiecie, ja nie wiem dlaczego, może to przez nadmiar cukru, może przez te skrzypce, ale czułam w środku tak wielką szczęśliwość, że przez cały czas się uśmiechałam jadąc. To była wielka radość w środku!
I muszę powiedzieć, że bieganie rano dobrze mi robi. Na cały dzień dobrze mi robi. Nie biega się jakoś super lekko (bo ciało jeszcze nie rozgrzane i śpi), ale dzień jest taki... kompletny. Znacznie więcej się dzieje. A przynajmniej mózg tak to odbiera. Mam wrażenie, jakby wczorajszy dzień był wypełniony po brzegi!
A w ogóle, pamiętacie jak mamrotałam, że sąsiedzi mają takie piękne kwiaty na balkonach a ja jakieś chabazie? Teraz oni mają chabazie - bądź nic - a ja mam piękne czerwone pelargonie! :D
Dzwoniła TeDe i opowiadała o swoim znajomym biegaczu. Wygląda na to, że do świata biegaczy wkradli się ludzie, którzy nie kochają biegania, ale kochają zegarki za 1500zł, buty za 800zł i koszulki za 100zł. Wyśmiewanie się ze słabszych, nienawidzenie lepszych. ... Przekonanie, że "jestem lepszy bo jestem biegaczem" to trochę droga donikąd. Nie chcę, aby zaczęło mi być wstyd, że biegam. Nie chcę być kojarzona z obłąkaniem. Choć za każdym razem jak biegnę maraton to mam podejrzenia, że jestem obłąkana. Bo nikt normalny nie skazywałby siebie na ponad 4h takiej mordęgi. Nie zgadzam się na wprowadzenie "szlachectwa" biegowego. Dalej będę się witać na trasie nawet jeśli wyglądam jakbym się od much opędzała, bo mi paniusia (czy paniuś) nie odmachają. Dalej będę zaczepiać biegnących na zawodach. Dalej będę krzyczeć na kibiców, że nie kibicują (to mój nowy nabytek doświadczenia po biegu Oborygena. Nie opowiadałam, bo jak już minie ta doza odwagi i endorfin, to tak jakoś głupio opowiadać jak się zaczepia dwóch okrąglutkich panów, którzy zmęczyli się kibicowaniem 8-)).
Tak chciałam to napisać.
Bo może nie dokończę korony teraz.
Bo chyba mój mięśniak jednak podrósł.
Jeszcze nie wiem na 100% (za tydzień mam doktorkę), ale mnie pobolewa. Chyba mi jajeczko uciska. Albo coś tam innego. Czy mogłybyśmy zrobić tak, abym go usunęła dopiero po Dębnie? To już tylko pół roku. Nie mógłby jeszcze trochę poczekać? Trochę bez sensu panikuję. Jeszcze nic nie wiadomo. To przez zbyt małą ilość orgazmów :hehe:
A w ogóle to wiecie co? Ta moja joga jest zupełnie inna niż ta co kiedyś. Jest ruchoma, jest połączona bardzo mocno z oddechem, ale jest o wiele bardziej spokojna. Choć często wydaje mi się, że jest za szybka. Nie zdążam odnaleźć się w pozycji. Z drugiej strony, jak dziś schyliłam się do stóp to wygląda na to, że jednak się rozciągam i to bardziej niż myślałam. Za to, babeczka powiedziała, że w 2017 i w ogóle chyba pod koniec tego roku, bardzo często jej nie będzie. :(
Miała dać zastępstwo swoim uczniom, ale oni się boją do nas przyjść, bo się boją, że jest za dużo osób. (sama się tego boję ;)) Muszę znaleźć w bliskiej okolicy jeszcze jedną taką siłkę. Bo naprawdę myślę, aby znowu się zapisać. To jest dla mnie dobre. Zwłaszcza kiedy Zocha już zostaje sama w domu bez awantur.
Dobra. Lecę. Trzeba pomyć podłogi zanim zrobi się upał nie do wytrzymania :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, zapomniałaś napisać, że "jasne Niobe, mam dla ciebie słoiczek czekośliwki, przyjedź i weź sobie, do gryczanego naleśnika, którego zjesz jak już będziesz mogła". :meuh:
Pani ze skrzypcami grała też jak miałam randkę z Farmaceutą. Ale on tyle gadał, że nic nie słyszałam :he:
.
Shin, pamiętaj, że tacy biegacze nie kochający biegania tylko gadżety są od dawna.Miałyśmy już z nimi do czynienia. Nie raz, nie dwa. I to niczego nie zmienia. Niczego w nas. Pamiętaj! Nie możesz się wstydzić, że biegasz. Niech się wstydzą ci, którzy mają czelność w jakikolwiek sposób to oceniać. To nie ich sprawa! To sprawa Twojej głowy, Twojego serca i Twojej duszy (i jeszcze moja sprawa i sprawa Frey bo my czujemy to samo co Ty :heart: no). Resztę miej w nosie.
Mat też uważa tak jak Ty, co do porannego biegania. Ja mam inaczej. Po bieganiu mam taką błogość wyłączającą aktywność. Chcę wtedy tylko leżeć i tarzać się w moim szczęściu :he: No i noc. Noc jest moja.
Trzymam kciuki za konsultację w sprawie mięśniaka. Ale zapewniam Cię, że to nie ma związku z małą liczbą orgazmów. Gdyby tak było, to nie bolał mnie kręgosłup, tylko zamieniłabym się w jeden wielki toczący się guz :mdr: Chociaż... może ja nie tyłam tylko przechodziłam przemianę w guza? Hmmm... ciekawe... oj, to muszę to zastopować. Może Marcin mi w tym pomoże? Moim zdaniem ma kompetencje :beurk:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
hahaah :D
no oczywiście, że jest! Tylko nie mogę trzymać w mieszkaniu, bo już zajumałam słoiczek do ciasta przeznaczony dla kolegi. Bo mi się nie chciało do garażu iść :D Ale dla cię jest i się czeka.
:D
Marcin. A wiesz, zapamiętałam już prawie jego imię! Już wiem, że na M. I po przeczytaniu dziś twojego posta już wiem, że nie Mariusz :D A, czekaj, Mariusz to chyba u Justki. No. Dobrze. Obaj na M. Na pewno nie będzie mi się mylić http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif
Ale czekajcie, bo znowu zapomnę. Przyszłam tu bo chciałam coś opowiedzieć! (znowu ;))
Pamiętacie mój napad na serduszka kurze? (nie kurzęce. "Kurzęce" nie istnieje. Skąd ja biorę te słowa?)
Tydzień temu gotowałam dla Zochy porcję. I tak sobie myślałam, że jak znowu dostanę tego napadu, to się porzygam.
No. Było blisko. Prawie się porzygałam - z zapachu!!! Jak ja mogłam to tak pożreć?! Przecież to jest okropne!!!http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...lies/beurk.gif
Jejku, jak ja sobie przypomnę jak się śliniłam na sam zapach i jak jadłam z trzęsącymi się rękami, bo walczyłam, aby tego g** nie brać do ust, to aż.... Co się wtedy stało? Nie rozumiem! Przecież ten zapach... O tym jaka to część ciała i czyja to nawet nie chcę myśleć! Ja naprawdę nie wiem co się wtedy wydarzyło. Czy jest szansa, że naprawdę czegoś mi w ciele brakuje? Jakiegoś składnika? Czy to może była sprawa bardziej psychiczna? No ale rozumiem zjedzenie góry ciasta, ale coś takiego?! Białka to ma niewiele. ... Dobra, coś tam znalazłam. Cynk, żelazo. Ale i purynę i cholesterol. Tym drugim martwić się nie muszę, a to pierwsze... czy nie rozkłada się przypadkiem w trakcie gotowania? O! Bogate w wit z grupy B! Oraz PP.
...
Mam podejrzenie, że mogło chodzić o żelazo i wit z grupy B. Dobrze. To ja postaram się nie zapominać łykać. I może zacznę pić znowu drożdże. Więcej tych witamin mi się przyswoi niż z tabletki. O! Właśnie poczytałam co drożdże mają w sobie. Przecież to samo zdrowie!
"Drożdże znane są z wysokiej zawartości witamin z grupy B, w szczególności ryboflawiny (B2) oraz kwasu foliowego (B9). Witamina B2 wpływa na proces tworzenia przeciwciał, wzmacniając odporność organizmu, a kwas foliowy powinien być spożywany w zwiększonych dawkach przez kobiety planujące ciążę. Warto zauważyć, że drożdże dostarczają również witaminy B12, która reguluje procesy metaboliczne białka, węglowodanów i tłuszczu w organizmie. W drożdżach znajdziemy również witaminę H (biotynę), która poprawia cerę, strukturę włosów i paznokci.
Drożdże są również bogatym źródłem licznych mikro i makro składników. Dostarczają sód, potas – pierwiastki regulujące ciśnienie krwi, ponadto wapń, fosfor, które wzmacniają strukturę kości, magnez pomagający walczyć ze stresem, żelazo dla chorych na anemię oraz cynk szczególnie ważny w diecie mężczyzn, gdyż zapobiega prostacie i mangan.
Picie drożdży zalecane jest również w stanach obniżonego nastroju, pomaga walczyć z depresją."
Ale czujecie? Stracić tak bardzo kontrolę nad sobą i zjeść jedzenie przeznaczone dla psa;)? I to nie solone!
Mało tego, gdybym ja jeszcze jakoś walczyła, aby tego nie jeść. Dla mnie mięso po prostu śmierdzi i nie muszę z niczym walczyć. Nie mówiąc już o skręcie kiszek po zjedzeniu tłuszczu zwierzęcego. A wtedy? Nie mogłam się opanować, a smak jaki miałam w ustach porównywalny był ze smakowym odlotem! Jakbym jadła sushi po raz pierwszy w życiu! Nie. Jakbym jadła słodki owoc po długim czasie odstawienia wszelkiego smaku słodkiego.
Najwyraźniej już mi przeszło. Teraz znowu śmierdzi jak dawniej. Uff.
Cytat:
Shin, pamiętaj, że tacy biegacze nie kochający biegania tylko gadżety są od dawna.Miałyśmy już z nimi do czynienia.
Zapominam o tym. Bardzo o tym zapominam. A potem biegnie jeden bufon z drugim i mają tyłki wyżej niż głowę...
Cytat:
Nie raz, nie dwa. I to niczego nie zmienia. Niczego w nas. Pamiętaj! Nie możesz się wstydzić, że biegasz. Niech się wstydzą ci, którzy mają czelność w jakikolwiek sposób to oceniać. To nie ich sprawa! To sprawa Twojej głowy, Twojego serca i Twojej duszy (i jeszcze moja sprawa i sprawa
Frey bo my czujemy to samo co Ty
http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/heart.gif no). Resztę miej w nosie.
Dobrze, że mi to mówisz. Ja o tym wiem. Ale czasem nie wiem. Albo czasem nie wiem, że wiem. Umyka mi to.
Wczoraj na trasie, biegł sobie jeden pan. Chyba był biegaczem. Mówię chyba, bo .... Biegł w spodniach dżinsowych i koszuli z krótkim rękawkiem. Koszuli. Nie podkoszulku. I początkowo myślałam, że biegnie na przystanek... Chociaż biegł jednostajnie, lekko i po prostu jak biegacz. Jak wracałam znowu się mijaliśmy. Więc myślę, że to był pan, który chciał spróbować jak to jest. A że wyszedł na spacer... Może nie chciał żonie mówić, że chce zacząć biegać, a widział te tabuny biegaczy uśmiechniętych... Niektórych uśmiechniętych, bo część to jakoś tak,..., za karę tam biegła. I robiła dziubki fochowe. A spróbuj taką wyprzedzić i się jeszcze przywitać! Jakby miała dzidę, to by dźgała póki by sięgała. No i mu machnęłam ręką na przywitanie. Ucieszył się jak nie wiem co! http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...on_biggrin.gif Mam nadzieję, że nie zniechęci się spotykając .... Aaa... Już nie gadam. No przepraszam. No nie mogę.
Pamiętasz Niobe jak mówiłaś, że bieganie jest takie twoje tylko? Teraz jakoś to też tak odbieram. Jest moje. W sensie ten świat biegowy jest mój. A te dziwne twory wchodzą do niego z buciorami. Takie to niewychowane, nadęte, bufoniaste, wiecznie niezadowolone. Gdzie tu szczęśliwość? Gdzie tu miejsce na euforię biegacza?
A może to jakieś moje kompleksy przeze mnie mówią?
Dla mnie późno wieczorne bieganie ma jeden plus. Wagowy. Bo przecież po biegu wieczorem nie nażrę się. Zjem jedną kromkę lub/i mały owoc i tyle. Idę spać. Potem śnią mi się góry ciast, mięs, ryżu i kasz (czujecie? Większość snu opiera się na tym, że jem.......), rano jestem głodna, ale brzucho maleje. Dobrze, że Siy nam gdzieś zniknęła, to nie wytłumaczy mi dlaczego się mylę ;) A minusy? Na wałach jest tak ciemno (jeśli nie ma pełni i są chmury), że zwyczajnie źle mi się biegnie. Czołówka wcale nie pomaga. Raz tylko robiłam interwały w ciemnościach. Już nie chcę.... I zwyczajnie w ciemnościach jest smutno. Idzie moja ukochana pora roku! Już jest! Mam w sobie radość! Chcę ją widzieć! Świat dookoła sprawia mi frajdę! Nie chcę go mijać nie widząc gdzie jestem. Poza tym tak mnie bieg nakręca, że jeśli się nie styram na całego, to nie mogę usnąć. Albo śpię płytko. No chyba, że jestem zajechana, to śpię jak suseł i nic nie jest mnie w stanie obudzić. Jeśli już, to wolę mieć jeszcze 2-3h do snu. Wtedy jest super.
Aha. I mam przykurcze. Bo jak biegnę rano, to potem wszystko rozchodzę i ścięgna są super wyrobione. A przez noc zdąży mi się wszystko ładnie poskurczać, że rano ledwo chodzę.
Ale to ja. Pewnie zimą mi się wszystko odwróci, bo nie ma nic piękniejszego niż skrzący się śnieg w świetle księżyca :D
hahaha :D
A wiecie, wymyśliłam niecny plan stulecia! W sprawie orgazmów. Ale to wam zaraz powiem smsami :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Odnośnie tych braków i apetytu na różne rzeczy. Ja nie wiem Shin jak to jest. Czasem jak tak piszecie to się zastanawiam dlaczego mój organizm nie jest taki mądry i nie daje mi takich sygnałów. Ja rzadko mam ochotę na konkretne coś, raczej miewam ochotę by jeść. Po prostu by mieć brzuch pełny do porzygania. I nie ma to nic wspólnego z koniecznością uzupełniania witamin czy mikroelementów. Dlatego nic nie powiem.
Tak, księżycowe iskierki na śniegu są przepiękne. Słoneczne też. To właśnie dla takiego widoku zachłysnęłam się bieganiem. Potem przyszło wszystko inne.
Ale wczoraj dowiedziałam się, że równie piękny jest różowy księżyc nad zalewem. I jego odbicie w wodzie. I zapach tej nocnej wody. I jej plusk, gdy rozbija się o pomost i łódki przy pomoście zacumowane. I Jego śmiech niosący się po leciutko drżącej tafli.
To jest jak bieganie. Jak nurkowanie. Jak prędkość na rowerze.
To jest dobre.
Tyle na ten temat.
Idę do ortopedy.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Ale wczoraj dowiedziałam się, że równie piękny jest różowy księżyc nad zalewem. I jego odbicie w wodzie. I zapach tej nocnej wody. I jej plusk, gdy rozbija się o pomost i łódki przy pomoście zacumowane. I Jego śmiech niosący się po leciutko drżącej tafli.
To jest jak bieganie. Jak nurkowanie. Jak prędkość na rowerze.
To jest dobre.
:heart:
jak u ortopedy? Jak było? Wiadomo już coś?
Czy wy też tak macie, że jak jest w mieszkaniu pięknie posprzątane to aż chce się wymyślać ciekawe potrawy?
Ja tak mam. A potem jednocześnie piekę chleb, robię ciasto, gotuję wywar na zupę dyniową, kroję dynię, robię mleko kokosowe na zupę itd. No idzie się zajechać! A energii wcale nie ubywa!
Ubywa jak potem widzę, że znowu jest syf w mieszkaniu :P
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie, ja tak nie mam :mdr: lubię jak jest porządek i lubię pichcić i są to zjawiska niezależne :mdr:
Ortopeda powiedział coś w stylu: ma pani poważną dyskopatię więc to normalne, że boli.
Super! Nie wiedziałam.
Ale dał mi jeszcze serię naświetlań i zabiegów z prądem. Idę od poniedziałku.
Nadal na WO, dzień 24.
Od wczoraj czuję lekki głód. Ja nie wiem, czy nie powinnam zatem zacząć wychodzić z diety. Jeszcze się wstrzymam przez chwilkę. Bo mam jednocześnie chyba jakiś kryzys ozdrowieńczy. Pamiętacie jak na pole dance spadłam z rury? Uderzyłam się w bark, który bolał mnie przez kilka tygodni. A dzisiaj obudziałm się z masakrycznym bólem w tym miejscu. Nadal boli, nie mam pełnej swobodu ruchu. Dr Dąbrowska oposuje takie sytuacje, gdy stare kontuzje się odzywają. Poczekam, może głód na z tym związek.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Już tyle dni minęło? wow... super się trzymasz!
Szkoda, że nie piszesz codziennie co jesz byłaby ściąga na przyszłość... przyznam że przeraża mnie wizja organizacji takich posiłków w pracy....
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Frey, nie piszę co jem bo jem po prostu warzywa. Serio, im dłużej jestem na diecie to mniej mi się chce kombinować. Uwierz, jak nie czujesz się głodna to nie masz presji by gotować i cudować z jedzeniem. Zresztą, dr Ewa zaleca aby jeść jak najwięcej surowizny. I ja tak jem. Zaczęłam znowu pić soki, ale muszą być z max. 3-4 składników bo inaczej mi nie wchodzą. Najczęściej burak, jabłko, papryka i seler naciowy. Potem do pracy biorę całe pudełeczko surowych warzyw i chrupię. Marchewki, kalarepkę, paprykę czy kalafior (na surowo). Na obiad sobie coś nagotuję. Albo leczo, albo białą kapustkę w pomidorach z cebulką, albo czerwoną kapustę podduszoną z jabłkiem. Gotuję na 3 dni i jem to samo. Albo wrzucam dynię na parowar. Albo robię zupę krem z brokuła czy kalafiora. Też na kilka dni. A wieczorem pakuję do michy mnóstwo zielonych liści, dodaję pomidora, cebulkę i już. Albo trę gotowane buraczki z cebulką. W międzyczasie podjadam jeszcze kiszone ogórki. Kapusta mi nie smakuje bez oleju. I popijam kiszonym sokiem z buraków. I już. Naprawdę nic trudnego.
Waga 58,1 czyli prawie 5kg mniej. Mieszczę dupkę w rozmiar 36.
Dzisiaj już mnie bark nie boli. Dziwne to było.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A za miesiąc z haaaakiem
spotkają się na łące z maaakieem
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Tańczyć będą wokół drzeeeewaaa
i dodawać nic nie trzeeeebaaa
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Mieszać będą w gaaaarzeee
czerwonym wywaaarzeeee
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Każda trzymać będzie ziooołooo
i tańcować z nim wokooooołooo
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Wywar mocny bęęędzieee
czuć go będzie wszęęędzieee
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
By odnowić to co siiiilneee
by uzdrowić myśli piiilneee
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Dalej! Hopsa! Moc wiruuuujeee
muzyka Duszy wtóruuujeee
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Słowa bulgotają w kooootleee
zaraz wzniosą się na mioootleee
wiedźmy trzy
wiedźmy trzy
Ukojone ciszą
myśli listy piszą
żadne klątwy już nie wiszą
żadne spory się nie kiszą
silne w sobie
silne w Tobie
mocą utulone
ciepłem ukojone.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
aa to stąd ten plan... bogowie jaka ja jestem do tyłu ostatnio ze wszystkim :oops:
przepraszam Was, nie ogarniam jeszcze.... czasem się zastanawiam czy to moje dziecko poszło do szkoły czy ja....
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Gratuluję wczorajszego biegania! Jesteście wielkie!
Wczoraj zaliczyłam 31 dzień WO. Waga zatrzymała się na 58kg przez tydzień. To pewnie dlatego, że brałam swoje leki. Nie dawałam rady z bólu rehabilitacji. Bolało mega. Ale dziś już nie idę na zabiegi i boli mniej. Dr Dąbrowska pisała, że leki przewciwzapalne mogą blokować procesy na poście. A dodatkowo od wczoraj jestem taka głodna, że aż boli mnie brzuch. Dlatego podjęłam decyzję, że będę powoli wychodzić z postu. Na śniadanie wypiłam sok z buraka, marchewki, selera i połowy grejpfruta. Popiłam pokrzywą i nadal jestem tak głodna, że boli mnie brzuszysko. Chrupię surowy kalafior, może przejdzie. Na obiad mam postny bigos. Jeśli głód nie minie to popołudniu zjem coś innego, może kromeczkę chleba.
Spoko, nie martwię się. Waga -5 kg póki co mnie cieszy. Lubię swoje odbicie w lustrze. Pewnie jeszcze ze 3 kg mogłabym zgubić, ale nic na siłę. Teraz spokojne wyjście i zobaczę, może za jakiś czas zrobię krótszy post. Tak ze dwa tygodnie.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Lekko nie było :-)
Mam cudowny pęcherz między palcami, to znaczy już nie mam bo go przebiłam dzisiaj rano... I pewnie stracę paznokieć na dużym paluchu, znowu! Może nawet nie byłoby tak źle z tym palcem gdyby nie to, że w drodze na dworzec przywaliłam nim w odstającą płytę chodnikową... myślałam, że się zsikam z bólu! A jeszcze "duża" pani w pociągu, siedząca na wprost mnie kopnęła mnie w tego palucha.
Nie mam już pojęcia jak zabezpieczać palce do biegania....
Poza tym obudziłam się sztywna jakbym z rok przeleżała w trumnie hehehe... najbardziej sztywny i obolały mam... kręgosłup! oczywiście odcinek lędźwiowy.... rano nie mogłam się schylić po skarpetki i żeby założyć trampki...
Mięśnie o dziwo nie tak najgorzej. Są zakwasy, byłoby dziwne gdyby nie było ale nie jest tragicznie, schodzę i wchodzę po schodach. Jak się rozruszam to jest całkiem nieźle. A dzisiaj trochę pochodziłam.
No i ogólnie po biegu czułam się strasznie zmęczona. Siedziałam na tym obskurnym dworcu i ziewałam tak straszliwie, że aż mi z oczu łzy leciały. Dwóch panów po maratonie siedziało obok (nie ma to jak rozpoznawać swoich po koszulce hehe), śmiali się widząc to moje ziewanie. W pociągu ledwo wsiadłam - zasnęłam. Spałam chyba z 1,5 godziny.
I piłam, piłam jak smok wawelski. Zanim wysiadłam w Bydgoszczy to wypiłam pół litra wody mineralnej i 2 izotoniki i ani razu mi się nie zachciało siku. W domu piłam dalej :-)
I oczywiście problem z jedzeniem. Po tej pizzy, dziubnęłam tylko w pociągu 1/4 obwarzanka. W domu zjadłam miseczkę lodów :lol:
Dopiero rano byłam w stanie zjeść coś normalnego.
A propos jedzenia idę podgrzać obiad ;-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A ja sobie postanowiłam tym razem pobiec zachowawczo. Bez wysiłku. Bo nie miałam mojej muzyki :( Czujesz Niobe? Stojąc już na starcie zablokowałam sobie komórkę.... I nie wpadłam na to, że jeśli wyciągnę kartę sim, to będę mogła słuchać muzyki. .... Frey obdarowała mnie swoją komórką (dziękuję, dziękuję, dziękuję!!! :heart:) i mogłam posłuchać radia :) Nawet fajna muzyka leciała początkowo. Rozśmieszała mnie. Początkowo to w ogóle cały czas się uśmiechałam i rozglądałam. Jaka różnorodność wśród biegaczy!!! A najbardziej rozwaliła mnie para biegnąca w crocsach! :D Widziałam, że pani ukończyła bieg, nie wiem jak pan w białym garniturze :)
I było dobrze. Co ok 5km starałam się przyspieszać leciutko. Jak przegoniłam 4:20 i wciąż nic mnie nie bolało i średnio czułam się zmęczona, to stwierdziłam, że kurde, nie spiesz się, nie przyspieszaj, utrzymaj tempo. Nic więcej. Utrzymaj.
Ale w okolicach 37 coś zrobiło mi się w głowę. Już nie słuchałam muzyki, bo ciągle debaty polityczne, Rosja przedłuża wojnę w Syrii i jest winna przedłużaniu wojny tam i napad na konwój....., reklamy promocji w Lidlu i inne takie. Nawet przełączanie między stacjami nie pomogło. I próbowałam znaleźć jakiś punkt zaczepienia w biegu. Mi się po prostu już nie chciało dalej biec. Wśród biegaczy zaczęły się już "wędrówki ludów" i tak... Zaczęło mi krążyć po głowie, że może się zatrzymam? Tylko po co?! Ale czujecie? Teraz nie mogę ogarnąć, tego myślenia. Ale zwyczajnie chciałam się zatrzymać. Bo... Bo mi się już nie chciało biec.... Zabrakło tej muzyki. Zabrakło muzyki, która pociągnęłaby mnie do przodu. Zabrakło muzyki, która pomogłaby wejść w trans i po prostu biec..... Siku mi się chciało i trochę dwójkę. Ale dwójka przeszła. No to poczekałam na tojtoja i zrobiłam siku. I to był błąd.
Od tego momentu już było coraz gorzej. Skurcze w udach, skurcze w PLECACH!!! Do tego stopnia, że na 40.km zatrzymałam się, chwyciłam za barierki i się uwiesiłam, aby rozciągnąć, bo ból był taki, że .... No był...
I uwaga, na 41km zadzwoniłam do G. IDĄC! Zadzwoniłam i poprosiłam, aby ze mną pogadał, bo już nie mogę. Psychicznie nie mogę. Kwas mlekowy zaatakował (przez to zatrzymywanie się) i bolało już wszystko. I G zaczął ze mną gadać, śpiewać mi piosenki. No to ruszyłam i już dobiegłam do końca z pięknym finiszem. Z tak pięknym, że jak już siedziałam i cierpiałam z powodu skurczy, podszedł do mnie jakiś biegacz i powiedział, że widział jak kończę bieg i to było super i on mi gratuluje, bo to było świetne i piątkę mi przybił itd i aż płakać mi się chciało. Bo on widział finisz, ale nie to ile mnie kosztował.
Siadłam psychicznie. Nie fizycznie. Z ciałem było ok do momentu jak zaczęłam się zatrzymywać.
To po Poznaniu. Miałam wielkie plany, moc chęci i siłę... Tylko kolano padło. Kolejne coś. Potem Kraków i okres. Kolejne coś. I teraz muzyka. Nosz.... I chyba straciłam w sobie chęć, która pomogłaby mi osiągnąć jakiś wynik i przeć do przodu. Poddaję się, bo nie czuję, abym miała na to wpływ. Mam w głowie takie: po co? Oczywiście, że logicznie sobie potrafię powiedzieć po co i dlaczego i w ogóle. Ale jak się jest na trasie to w pewnym momencie jest taki pewien rodzaj samotności i totalnego braku logicznego myślenia.
Przez pewien czas biegłam z dwoma zarąbistymi panami. No śmiałam się jak norka przy nich. Co rusz coś wymyślali. Chciałam się z nimi trzymać, ale zgubiliśmy się przy wodopoju. Wielka szkoda.
I ta wędrówka z plecakiem do samochodu.... Frey, jeśli ty miałaś jeszcze dalej to... Naprawdę współczuję. I ten paznokieć....
Miałam momenty, że nie mogłam oddychać ze zmęczenia. Ten plecak taki ciężki! W aucie, przez pewien czas bałam się, że zejdę, bo serce miało zrywy, męczyłam się mówieniem i miałam wrażenie, że ciągle brakuje mi oddechu. Dopiero przystanek w McD trochę pomógł. Kupiłam colę dla G i trochę się napiłam. Chyba tego mi brakowało. Cukru. Ale nie byłam w stanie zjeść ciastka czekoladowego od G. Czy chciało mi się jeść? Średnio, ale wpychałam frytki i jadłam wrapa. Nie zjadłam całego. Frytek też tylko trochę. Może za mało piłam? Trzeba było ten izotonik wypić. Chciało mi się pić, to jest pewne, ale nie byłam w stanie!
Nie spałam w aucie. Bardzo chciałam, ale adrenalina, czy coś innego, nie pozwalała mi. Oczy otwarte i się nie dało.
Generalnie bardzo cieszę się z tego biegu. Warszawa mnie zaskoczyła pozytywnie. W sensie takim, że jak byłam ostatnio, to myślałam, że przyjechałam do bardzo, bardzo, bardzo brzydkiego i złego miejsca. Ale to może przez biegaczy? Nie było tak jak Justka mówiła, że każdy w swoim świecie, nawet pogadać nie było z kim. Było. Nawet jedną parę małżeńską starałam się pogodzić, bo się kłócili. 32.km a ci się kłócą. Na kuuurde. Spoko, pośmialiśmy się, pogadaliśmy i była siła na kolejne parę kilometrów. Tak jak do Poznania nie chciałabym nigdy więcej wrócić, tak do Wawy mogę. Super kibice, fajnie rozłożone wodopoje. Trochę lipa z tym, że gdzie indziej start i meta, ale spoko. I lipa z tym co się dostało po biegu ;)
Ciało czuje się nieźle (oprócz bycia kołkiem i tego, że trzeba się rozruszać, zanim zaczynam normalnie iść).Mam tylko ból stopy w miejscu gdzie był czip. Baaaaardzo źle go przyczepiłam. Strasznie mnie bolało to miejsce. No. Po 37.km to już wszystko przeszkadzało. Ale kasztana nie wyrzuciłam!
Cieszę się ogromnie z tego, że nie mam żadnych pęcherzy! Nie wiem co się wydarzy z paznokciami. Bo dwa wydają się obolałe. Zobaczymy czy odpadną.
Zaraz zacznę słuchać mega super podcastu. Był godzinny program o sportach, o medytacji w sportach, o programowaniu i rozluźnianiu. Posłucham i sprawdzę co mówią ciekawego.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dziękuję za te opowieści!
Czuję troszkę jakbym i ja biegała.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Dziękuję za te opowieści!
Czuję troszkę jakbym i ja biegała.
ale ty biegłaś z nami? Nie pisałam ci?
Kurde! Za dużo na głowie!
Z piątku na sobotę zdaje się, śniło mi się, że biegniemy maraton we trzy! I biegniemy i ja mówię do ciebie, że łoł, ty biegniesz? Super! A ty mówisz, że nie, że to tylko dziesięcio kilometrowa rozgrzewka i ty razem z nami ją biegniesz :D I nawet byłyśmy pierwsze! Ale jak zgubiłyśmy drogę, to mi się już nie chciało biec w tej rozgrzewce :D
I poszłyśmy do czarownego sklepu! Razem! W Wawie! I ty wpadłaś w takie wysokie coś (nie mogę sobie teraz nazwy przypomnieć, coś co rośnie w tropikach, jest puste w środku,.... a nie ważne ), a Frey rysowała po obrazach, aby nam pokazać, że są magiczne, bo jak malujesz na jednym to reszta się zmienia i tworzy się historia :D Na szczęście znała panią sklepową więc spoko. a ja chciałam koniecznie kupić kadzidła paczuli :)
No. Więc w mojej głowie biegłaś z nami na 100%
A czujecie? Po maratonie w domu już, śniły mi się zawody w moim lesie :D No ja nie mogę! I chyba zapiszę się na bieg z wąsem. Myślę, że potrzebuję jakiegoś rekordu :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Sercem i myślami byłam z Wami cały czas. Gapiłam się w ekran laptopa i śledziłam Was na trasie. Trochę się zasmuciłam, gdy zobaczyłam na pierwszej 10 że nie biegniecie razem. Ale zrozumiałam, że widocznie tak ma być.
Na bogów, jak ja tęsknię za truchtaniem!
Nadal jestem na WO. Wczoraj sobie skojarzyłam, że to może być inny powód bólu brzucha. To przez te moje leki. One mogą podrażniać ścianę żołądka. Już tak miałam kiedyś. Wzięłam tabletkę zobojętniającą i pomogło. A głód był tylko w mojej głowie. Psychika próbowała skorzystać z wymówki. Nie dałam jej szansy.
I wiecie co? To jest niesamowite! Udało mi się zażegnać kłopot. Dawna Niobe rzuciłaby się na jedzenie. Z bezsilności, że coś się nie udało. Że nie dobrnęła do końca. Że nie schudła tyle ile zamarzyła.
I że Marcin okazał się nie być Wyczekanym... Przyznam, że moje myśli przez chwilę krążyły niebezpiecznie po rejonach podejrzeń. Przeszło mi przez głowę, że mnie okłamał. Że to nie chodziło o to o co chodziło, tylko o coś innego. Że tak naprawdę to po prostu nie jestem wystarczająco dobra i że nie zasługuję na szczęście.
Dawna Niobe poleciałaby do lodówki, a po jej opróżnieniu do sklepu po solidny prowiant. Ale nie! Powiedziałam sobie, że nie pozwolę by kilkuminutowa obecność w moim życiu jakiegoś obcego pana ściągnęła mnie w przepaść. Nie i już! Brawo Niobe! I w nagrodę zamknęłam się w łazience. Nie, nie ryczałam. Zrobiłam sobie najpiękniejsze kocie oko jakie potrafię. A potrafię! I wtedy przyjrzałam się na spokojnie takiej pięknej Niobe, z kocim okiem i małą pupką w rozmiarze 36. I stwierdziłam, że brak Wyczekanego nie jest powodem do płaczu. Do czyszczenia lodówki też nie. O.
Ale. Nie jest to wszystko takie piękne i proste. Nie wiem czy następnym razem znów znajdę siłę by utrzymać się w pionie. Nie ufam sobie pod tym względem.
Dlatego porzucam poszukiwania Wyczekanego. Do tej pory każde kolejne rozczarowanie powodowało, że zapadałam się w sobie coraz głębiej. Gdzieś w środku po Marcinie też schowałam ostrą bliznę. Boję się, że za którymś razem po prostu dotknę otchłani, z której nie ma już powrotu. I niczego i nikogo już nie usłyszę.
Może pewnego dnia, gdy będę silniejsza... Nie teraz. Teraz czas budowania. I na tym się skupię. Choć jeszcze nie wiem co tak naprawdę chcę wybudować. Ale na pewno nie będzie to nadbudowa na moim murze obronnym. O nie!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Dawna Niobe poleciałaby do lodówki, a po jej opróżnieniu do sklepu po solidny prowiant. Ale nie! Powiedziałam sobie, że nie pozwolę by kilkuminutowa obecność w moim życiu jakiegoś obcego pana ściągnęła mnie w przepaść. Nie i już! Brawo Niobe! I w nagrodę zamknęłam się w łazience. Nie, nie ryczałam. Zrobiłam sobie najpiękniejsze kocie oko jakie potrafię. A potrafię! I wtedy przyjrzałam się na spokojnie takiej pięknej Niobe, z kocim okiem i małą pupką w rozmiarze 36. I stwierdziłam, że brak Wyczekanego nie jest powodem do płaczu. Do czyszczenia lodówki też nie. O.
...
Może pewnego dnia, gdy będę silniejsza... Nie teraz. Teraz czas budowania. I na tym się skupię. Choć jeszcze nie wiem co tak naprawdę chcę wybudować. Ale na pewno nie będzie to nadbudowa na moim murze obronnym. O nie!
Brawo! Super! Jestem z ciebie dumna! Naprawdę gratuluję. Nie dać się pochłonąć przez emocje to duża dojrzałość emocjonalna. Normalnie super!
A jak długo max można być na tej diecie? Już wychodzisz, czy jeszcze nie?
Ja nie wiem czy z czegoś wychodzę, ale wczoraj zjadłam główkę sałaty. Miałam taką ochotę na nią i tak się śliniłam jedząc ją, jak przy sercach kurzych. Całą. Zjadłam całą sałatę. Po trzech liściach uznałam, że coś do tego dołożę ;) i zrobiłam "sałatkę resztkową" - co miałam to wrzuciłam. + sałaaaaaaaaaaaataaaaaaa!
Jeszcze bym zjadła....
Ej, a wiecie, że w Biedrze była ciecierzyca w słoikach? I fasolka? Kosztowała jakieś 2zł z hakiem. 2,5zł? 2,99? Jakaś promocja była, więc możliwe, że nawet 2,2zł. Dziś ją zrobiłam do pasty. BOSKA! W smaku jest dokładnie tak pyszna jak po ugotowaniu samemu. Po prostu pychota!
a w ogóle to dziś jest
http://1.bp.blogspot.com/-hq7dj60ufL...-Guinnessa.jpg
Międzynarodowy dzień kaaaaaawy!
A w ogóle to zakochałam się w jednej potrawie. Niobe nie czytaj jeśli nie jesteś w sile!
-------------------------------------------
mianowicie. Omlet. Omlet każdy wie jaki jest.
Ale omlet z 3 jaj? To wypas. Bez mąki. Z wodą. + porcja białka sojowego. Ciutka oleju. Pokrojone wszystko na patelni na mniejsze kawałki. A pooootem, a potem nałożenie powideł śliwkowych :heart:
mniaaaaaaaaaaaaam!
Ale dziś poczułam, że chyba już wystarczy.
Co nie zmienia faktu, że na drugie śniadanie jest mega super daniem białowym (białkowo-tłuszczowym? Ale w dobrych proporcjach :)).
-------------------------------------------
A w ogóle to pizdłam się w drzwiczki od zmywarki. Kolanem. Tak bardzo, że Zocha przyszła i piszcząc zaczęła lizać mi buzię. Chyba będę miała siniaka wewnętrznego. Pod kolanem. Ze schodów schodzę jak dzień po maratonie :D Nie no, spoooko. Mam jeszcze drugie kolano :) W pełni sprawne :D
Ciekawe o czym myślałam jak się walnęłam. Musiałam mieć naprawdę niedobrą myśl. Niestety z bólu zapomniałam :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Spoko spoko, mogę czytać o omletach. Lubię. Taki z jajek i łyżki jogurtu. Z serkiem śmietankowym i łososiem wędzonym i kiełkami i kilkoma kropelkami keczupu.
Ale kawy to bym się napiła!!! Ja nie wiem co!
Na WO można być max 6 tygodni. Mi dzisiaj stuknął 35 dzień więc jeszcze chwilka i zacznę powoli wychodzić. Nie wiem czy coś jeszcze poleciało. Mam to gdzieś. Gdyż ponieważ bo - uwaga ogłoszenie!
Nie boli mnie nic!!!
Nie wiem czy to zasługa rehabilitacji, czy zasługa WO czy zasługa czegoś innego. Strasznie znosiłam te zabiegi, ból był mega, przez całą dobę, nigdy wcześniej mnie trak ciało nie bolało. Mogło się skumulować z WO i uruchomić jakieś działania samo leczące. Nie wiem. Nie interesuje mnie to wcale w szczegółach.
Drugi dzień nic mnie nie boli więc pojawiła się nadzieja na kilka kroków truchtem za jakiś czas. A potem może ciut więcej. Kto wie?
Nie zapeszyć!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Ale kawy to bym się napiła!!! Ja nie wiem co!
Na WO można być max 6 tygodni. Mi dzisiaj stuknął 35 dzień więc jeszcze chwilka i zacznę powoli wychodzić. Nie wiem czy coś jeszcze poleciało. Mam to gdzieś.
No dooooobraaaa, nie mam gdzieś. Poleciało! Już nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam na wadze 57. Chyba podczas naszych akcji tabelkowych jeszcze za czasów Ciastka. A tu jest, jest, jest! Może do końca postu zobaczę 56? A jeśli nie to nic nie szkodzi!
Wczoraj kupiłam trochę truskawek. Moja pani ma w warzywniaku ostatnie zbiory z pobliskiego pola. Wiecie jakie są słodkie? A może to tylko ja tak to odczuwam, ale miałam jedzeniowe niebo. Wczoraj kilka i dzisiaj rano też.
A za tydzień będę mogła napić się kawy!!! Potem mogę przez cały dzień jeść siano :he:
A wogóle to coś mi się psuje forum. Mam problem z dodawaniem nowych postów. A dodanych nie mogę edytować wcale bo mi wyskakuje, że nie "mam uprawnień i muszę się zalogować:" A jestem zalogowana i ponowne logowanie też nic nie daje. Wkurza mnie to.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Pasek zaktualizowany. Co to się dzieje?! Aż sprawdziłam centymetry! Mniej, sporo mniej. Ale podsumowanie zrobię w piątek lub w sobotę, na spokojnie bo w tygodniu rano ogarniam Młodą i pędzę na pociąg. Nie ma czasu panie, nie ma czasu!
Odezwiecie się do mnie czy mam gadać do ściany? :meuh::love::he:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Odezwiecie się do mnie czy mam gadać do ściany? :meuh::love::he:
hahaha :D Gadaj, gadaj! Nie przestawaj!
Już jestem, już się ogarnęłam.
Nie piszę, bo się niewiele dzieje :)
No, wczoraj się działo :D
Najpierw mnie zestresowali, bo mam inny adres na dowodzie niż napisałam organizatorowi (chodziło o klasyfikacje) i koleś stwierdził, że on tu jeździ na rowerze i mnie nie widział nigdy (kuźwa, co to w ogóle za tekst). No przecież nawet jeśli bym się zameldowała tu gdzie mieszkam to i tak nie wymienią mi dowodu. Nowe prawo. Pff. Ale wiecie, tak mnie to zestresowało, że poszłam później do niego i mówię, że jeśli jest problem z tym adresem to mogą mnie wykreślić z klasyfikacji to dla mnie nie problem (przyszłam tam, aby się pościgać z ludźmi i tak nie biegam na tyle szybko, żeby coś wygrać). A on do mnie "ale jaki problem. Przecież nie ma problemu. Nie ma pani większych problemów w życiu?"
Eh...
G tak się zezłościł, że powiedział, że więcej tam nie pobiegnę. I tak nazywał pana i to wszystko, że aż uszy więdły ;)
Tak mnie koleś zestresował, że usiałam wrócić się do domu i umyć pachy + użyć antypachniucha G, bo mój za słaby.
No i pobiegłam. I dobrze mi się biegło. I stanęłam na podium :mdr:
Okazało się, że koleś nie miał złych intencji. On po prostu taki jest. To w jaki sposób odzywał się do ludzi i do biegaczy, jak rozdawał nagrody, jak popędzał i jak komentował.... No mówię wam! Czasem się zastanawiałam czy ten koleś ma świadomość, że nikt więcej nie przyjdzie na jego bieg jeśli tak będzie się odzywał do ludzi! Ale przy losowaniu, jak miałam okazję widzieć jego twarz, a nie tylko go słyszeć, jak zobaczyłam że on po prostu ma diabelnie cięty humor, to spojrzałam na jego teksty z zupełnie innej perspektywy. Żadne nie były ukierunkowane na obrażenie drugiego człowieka. Ostre, cięte i widać, że koleś wie co "dyrektorowanie", ale .... No kurde. Wiecie, on naprawdę postarał się w kwestii fantów dla biegaczy. KAŻDY coś wylosował. W ogóle, to każdy wyczytany podchodził i wybierał co chciał. A nagrody były przeróżne! Szkoda, że nie udało mi się być wylosowaną jak wejściówki na półmaraton świdnicki były. Wzięłabym :D Ale to nic. Mało tego, on wiele z tych rzeczy sam "wykąbinował". I to otwarcie mówił. I nawet kupił 100 czapeczek dla małych dzieci i po prostu rozdał. Stwierdził, że w promocji były. I każdy kto chciał (biegacz czy nie biegacz) mógł dla swojego dziecka (albo nie swojego) wziąć taką czapkę. I opowiadał jak wydębił książki od nadleśnictwa. No, taki prosty, ostry, mocno stąpający po ziemi człowiek.
Bo to w ogóle było połączone z piknikiem dla dzieci. Były darmowe (!) atrakcje. Dmuchane zamki, byk, którego można było ujeżdżać, prawdziwy koń, na którym można było pojeździć i pan z miodami! (taniej dla biegaczy). Rozdawał dla biegaczy nasiona miododajne. Wzięłam sobie szałwię :) I był food truck (ale nie darmowy ;)) I pączki, jabłka i woda dla biegaczy. Naprawdę koleś się postarał starając się sprawić, aby to wszystko było super.
I to był dziesiąty zorganizowany przez niego bieg. I dostał też nagrody i podziękowania od biegaczy (bo tam wielu z tych co było znają się jak dzikie konie! I był nawet Pan Krasnal!!!) i wiecie, on się wzruszył. Ten nie ociosany pniak wzruszył się. I cieszył.
No i jak się na niego złościć?
Nawet G się uspokoił.
Ale to, że byłam pierwsza "na osiedlu" to mnie tak zaskoczyło, że aż zapomniałam się cieszyć :D Jak szłam to jeszcze zerkałam przez ramię organizatorowi, czy aby się nie pomylił (czytał szybko), bo tak od razu? Na 1. miejsce?
Wiecie, ja wiem, że to mega amatorskie "zawody"... A w zasadzie bieg, bo ciężko to nazwać zawodami. Numerki były wypożyczone. Czasy były mierzone ręcznie. Kolejność była spisywana ręcznie. Był mierzony tylko czas brutto (było około 180 osób?). Trasa była wytyczona rowerem, medale tylko dla pierwszych trzech osób w kategorii + statuetki dla pierwszych miejsc tylko.
Ale. To bardzo dziwne uczucie. Uświadomiłam sobie, że po Poznaniu, ale chyba jeszcze wcześniej, jak próbowałam w ogóle pobiec po raz pierwszy w maratonie wrocławskim i ciągle coś się działo (kontuzje i inne pierdoły) przestałam "chcieć". Przestałam sobie wytyczać cokolwiek. Jedynym celem stało się bieganie i radość z tego. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Ale chęć dobiegnięcia gdzieś, też nie jest zła. A zawsze to jakieś nowe uczucie.
Wiecie dlaczego nie lubiłam brać udziału w konkursach jako dziecko? Bo ciągle spotykałam się z jakąś niesprawiedliwością. TO mnie dobijało. Tak samo CT. No przecież to mierzenie czasów u nas to jakaś porażka. Więc to pierwsze miejsce, nawet w takiej kategorii, to było duże zaskoczenie. Długo nie mogłam tego objąć w pełni. Dopiero wieczorem jak oglądaliśmy "Zwierzogród" to do mnie dotarło bardziej. Również to, dlaczego nie cieszę się tak mocno w środku.
No. I takie to oto przygody.
Hej, Frey, piłaś już kawę z olejem i masłem?
G stwierdził, że mu nie smakuje, ale wczoraj, po wypiciu pierwszej kawy czarnej, drugą chciał już w "nowy sposób". Ale po uświadomieniu mu ile to kalorii i że po sytym obiedzie to nie jest dobry plan, odpuścił. Ale jest nadzieja :D
Ja pokochałam taką wersję ogromnie. Bardzo mi smakuje.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
a w ogóle, Niobe! Gratuluję!!! Cudownie, że tak pięknie ci poszło!!! Naprawdę! Cieszę się ogromnie!!!
Co sobie kupisz w nagrodę? :D Brawo za jazdę pociągiem! To ma swoje plusy. Jak się czujesz? Jak ci się jeździ? Jak Młoda? Radzi sobie z większą dozą odpowiedzialności?
No... Coś się forum pierdzieli :arf: Eh... Cierpliwość matką śpiących :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, to naprawdę był zacny bieg. A pan od organizacji... no cóż, niektórzy panowie właśnie tacy są, taki kanciaści i szorstcy. W środku gorące serducho. Lubię takich. Wolę takich niż tych słodko-pierdzących. Trafiłaś na ciekawy okaz http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...on_biggrin.gif
A jak twój guzek? Rośnie? Czekasz? Co dalej?
Kurde, jestem na mieście i za czymś gonię i nagle pojawia mi się przed oczami widok, jak siedzimy ostatnio w twojej kuchni a ty mi mówisz, że na 19-tą idziesz do lekarza. I gonię dalej z myślą, że jak chwilkę złapię oddech to cię zapytam... A jak już złapię oddech to zapominam zapytać. A naprawdę się martwię. Nie myśl, że się nie martwię. Nigdy tak nie myśl! Więc jak?
Ja właśnie wróciłam od swojego lekarza i dostałam skierowanie na usg tarczycy i badania z krwi, w tym TSH i będę robić po weekendzie. Ciekawa jestem szczególnie moich guzków. Zniknęły? Nie zniknęły? Może już ich nie ma? Niech ich już nie będzie.
Młoda radzi sobie całkiem nieźle. Nadal jest mocno z boku klasy, na przerwach szczególnie, ale nauczycielka wspomagająca twierdzi, żeby się tym nie martwić. Dzieci ją akceptują, nie traktują jakoś specjalnie, ale ona sama trochę unika dzieci. Ma pojedyncze osoby, które lubi i czasem spędza z nimi czas. Spoko. Niech i tak będzie. Czas pokaże.
Sama sobie pilnuje wyjścia do szkoły tak, żeby się nie spóźnić. Oceny ma bardzo dobre z małymi wpadkami (pffff, luz). Najgorsze jest z jedzeniem. Ja rano pilnuję, żeby zjadła śniadanie. Robię jej kanapki do szkoły, ale często ich nie je. Wraca do domu po 7-8 lekcjach nie jedząc drugiego śniadania. I czeka aż wrócę i dam jej obiad. Na razie nie sieję paniki z tego powodu. W domu jest co jeść więc z głodu nie umrze, to nie jest przedszkolak. Czasem zadzwonię i przypomnę jej, żeby zjadła kanapki :) Proste. Sama też się uczę dawać jej większą swobodę. To dla mnie nie jest wcale łatwe. Wcale!
Mocno kontroluję jeszcze naukę. Sprawdzam zeszyty, odrabiane lekcji, przygotowania do kartkówek i sprawdzianów. Ale ogarnia się całkiem ładnie. Notuje co trzeba i uczy się.
A ja mam po kokardę korków w mieście. No to wsiadam rano w autko pod domem i podjeżdżam pod moją stację kolejową. Mogłabym iść bo w sumie nie jest daleko, ale te 15 minut robi mi wielką różnicę rano. Pociąg jedzie 20 minut a potem mam marszem 12 minut do pracy. Dodatkowy ruch zawsze w cenie :) I wcale nie przeszkadza mi psia pogoda. Przynajmniej póki nie ma siarczystych mrozów. A samochodem dojeżdżałam czasem nawet 1,5 godziny w korku! Strata czasu, że już o pieniądzach nie wspomnę. Bilet kolejowy kosztuje mnie zdecydowanie mniej. Same korzyści.
Tylko ludziska dziwnie patrzą na mnie, jak lecę przez miasto, z bananem na buzi i śpiewając "Don't stop me now" i inne takie. Bosh, ileż mam ostatnio w sobie energii i radości! Skąd to się bierze to nie wiem. Ale niech trwa. A najlepsze jest to, że ta radość bierze mi się ze środka, z serca lub żołądka, nie ważne skąd. Mieszka we mnie. Pochodzi z mojego wnętrza i jest niezależna od innych ludzi. Kurde, coś się we mnie zmieniło. Lubię tę dziewczynę jaką jestem. Z czekoladową grzywką i uśmiechniętymi oczami. I już. I nikogo do szczęścia nie potrzebuję. To znaczy... potrzebuję wielu osób. Na przykład was. Ale wy jesteście częścią mnie i wasza obecność też jest w moim środku. Nawet Mat jest. Ale już inaczej niż kiedyś. Już bez żalów i złości. Po prostu jest.
Nic sobie nie kupiłam w nagrodę. Bo nie potrzebuję. Zrobiłam to dla siebie i to jest wystarczająca nagroda. O. I jeszcze odbicie w lustrze. I pewnie lekkość w biegu jak już wrócę do biegania. To znaczy wszystko.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No doooobraaaa, post zakończony. Nawet Jezus wytrwał tylko 40 dni, a ja się za boginię nie uważam http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/ange.gif Jestem słaba i uległam kubeczkowi americano z mlekiem sojowym. Ot co!
I od razu czuje leciutkie ssanie w brzuchu.
Micha na dziś:
- sok wyciskany z buraka, marchwi i jabłka
- kawusia http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/love.gif
- marchewki surowe do pogryzania
- duszona dynia, jabłko
- zupa pomidorowa (wczoraj ugotowałam) z łyżeczką oleju lnianego i makaronem z cukinii
Powolutku, bez newr http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/rules.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
A jak twój guzek? Rośnie? Czekasz? Co dalej?
nic nie rośnie. Jest jaki był. Ma 7,5cm :D Za to wiem co mnie bolało. Nie on, ale jajko! Pani gin powiedziała, że będę miała mega ciężki @ teraz. I że będzie ostra jazda bez trzymanki. Czekam z niecierpliwością.... Za to dała mi serię badań, bo się zaniepokoiła ... nie wiem czym. Intensywnością moich@? To chyba pierwszy gin, który się tym przejął. Dla mnie to norma, a ona chce, aby jednak to zbadać. Super! Ale to mam zrobić po miesiączce.
Cytat:
Ja właśnie wróciłam od swojego lekarza i dostałam skierowanie na usg tarczycy i badania z krwi, w tym TSH i będę robić po weekendzie. Ciekawa jestem szczególnie moich guzków. Zniknęły? Nie zniknęły? Może już ich nie ma? Niech ich już nie będzie.
trzymam kciuki!
Ja też w tym miesiącu będę miała załatwione wszystko. (jejciuuu! Ale pogoda! Ziewam jak smok!)
Postanowiłam też nie chodzić do endo już. W sensie, będę dalej robiła badania co pół roku, ale po skierowania na leki i na badania będę chodziła do internisty. Nie ma już potrzeby do endo, skoro wyniki są dobre. W sensie, unormowały się.
Cytat:
Młoda radzi sobie całkiem nieźle. Nadal jest mocno z boku klasy, na przerwach szczególnie, ale nauczycielka wspomagająca twierdzi, żeby się tym nie martwić. Dzieci ją akceptują, nie traktują jakoś specjalnie, ale ona sama trochę unika dzieci. Ma pojedyncze osoby, które lubi i czasem spędza z nimi czas. Spoko. Niech i tak będzie. Czas pokaże.
spoko. Ja myślę, że to ok. To jej forma życia z ludźmi.
Super, że sobie radzi. Fajnie, że jesteś w pobliżu i jej pomagasz (czasem popychasz, ale to dobre popychanie). Temu mojemu znajomemu, co kiedyś rozmawiałyśmy, zabrakło właśnie tego popychania. Naprawdę. Geniusz, który sprawiał, że panie z przedszkola musiały sprawdzić w encyklopedii o co on pyta, bo się ciekawił i dopiero wtedy udzielały mu odpowiedzi. No ale pilnowania zabrakło. I nie wyszło mu to na dobre. A szkoda.
Cytat:
A ja mam po kokardę korków w mieście...
:D
Brawo! Hihi, G opowiadał o koleżance, która z Psiego Pola dojeżdżała autem 1,5h do pracy, aż przesiadła się na pociągi podmiejskie i zajmuje jej to teraz 10-15min.
Cytat:
Tylko ludziska dziwnie patrzą na mnie, jak lecę przez miasto, z bananem na buzi i śpiewając "Don't stop me now" i inne takie. Bosh, ileż mam ostatnio w sobie energii i radości! Skąd to się bierze to nie wiem. Ale niech trwa. A najlepsze jest to, że ta radość bierze mi się ze środka, z serca lub żołądka, nie ważne skąd. Mieszka we mnie. Pochodzi z mojego wnętrza i jest niezależna od innych ludzi. Kurde, coś się we mnie zmieniło. Lubię tę dziewczynę jaką jestem. Z czekoladową grzywką i uśmiechniętymi oczami. I już. I nikogo do szczęścia nie potrzebuję. To znaczy... potrzebuję wielu osób. Na przykład was. Ale wy jesteście częścią mnie i wasza obecność też jest w moim środku. Nawet Mat jest. Ale już inaczej niż kiedyś. Już bez żalów i złości. Po prostu jest.
:D
Uwielbiam to czytać. Czytam już chyba siódmy raz!
Już nie mogę się doczekać naszego wspólnego spotkania razem wszystkie!
Cytat:
Nic sobie nie kupiłam w nagrodę. Bo nie potrzebuję. Zrobiłam to dla siebie i to jest wystarczająca nagroda. O. I jeszcze odbicie w lustrze. I pewnie lekkość w biegu jak już wrócę do biegania. To znaczy wszystko.
dziś mi się śniłaś! Obie mi się śniłyście. Że byłyście w moim nowym domu (nie mieszkaniu!) i miałyśmy imprezkę i w ogóle. I Niobe przyjechałaś na rowerze i wchodziłaś do nas przez okno. Miałaś czarno-czerwony rower i byłaś ubrana w bardzo (!) obcisły strój rowerowy. Też czarno - czerwony. I ta twoja czekoladowość na głowie!!! Wyglądałaś cudownie! Ale koniecznie chciałaś kawałek sernika, który przyniosłaś dzień wcześniej. Ale G zjadł pół :P
I we śnie jeszcze ktoś był.
Ale się już nie bałam. To nie był koszmar. To był ok sen. Miała tylko taką samą biżuterię jak ja. I tylko to mnie irytowało. A potem już widziałam jak za oknem macha kitką z kucyka. A potem odchodzi.
hm.
A drugi sen, to mieliśmy z G nowe mieszkanie. Wielkie. W ogromnym szklanym wieżowcu. Ale, nie wiedząc czemu, ciągle przychodziły do nas wycieczki japońskie i robili zdjęcia. I nie dało się ich wygonić :D
A w ogóle to wczoraj zjadłam 2 miliony kalorii. Kurde. Wiecie, nie potrafię się sama ogarnąć. Nie potrafię sobie narzucić norm. Jakby, brakuje mi wiedzy, pomysłów i trzeźwego postanowienia.
Wczoraj to już przegięłam tak, że aż dziś planowałam być tylko "o chlebie i wodzie".
Nie ogarnę się bez planu. Bez ram. Bez barier. Bez solennego powiedzenia: chcę być szczupła.
Już się zapisałam na fitnessy.
Ale ja wciąż nie mam w głowie, że "chcę".
ALE.
Wczoraj oglądaliśmy nasz serial i tam jest babeczka, która naprawdę pięknie wygląda. I za każdym razem jak na nią patrzę to sobie mówię: zobacz jak swobodnie czuje się w każdym ubraniu. Zobacz jak bardzo nie stresuje się swoim wyglądem. Zobacz, ona w ogóle o tym nie myśli. Zobacz grację. Zobacz lekkość. Haha, może dlatego dziś mi się śniłaś Niobe! Właśnie taka szczupła! Moja podświadomość musi załapać, że to jest dobre. TO przynosi korzyści. TO jest fajne. To jest przyjemne i radosne.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No dobra. Liczę kalorie. Ale tak naprawdę liczę, a nie na oko. Np wcześniej myślałam, że moja kawa ma 200kcal. A guzik. ma jakieś 65kcal.
Zjadłam na kolację (18:30) gołąbki. Byłam po biegu. Przed biegiem zaczynałam być głodna i ugryzłam dwa razy piernika. Zjadłam trzy gołąbki. 600kcal z lekkim hakiem. Powinno styknąć, nie? Ale do filmu siadałam ... głodna.
No to zjadłam "dey up". Takie coś na bazie jogurtu. Mus jabłkowy. Z płatkami owsianymi czy jakimiś tam. 74kcal.
I dalej głodna.
Sprawdziłam ile kalorii dziś. 1770. Biorąc pod uwagę, że gdzieś się mogłam rypsnąć i coś przegapić, to biorę, że 1800.
No nie mogę być głodna!
Chociaż biorąc pod uwagę ile jadałam do tej pory, to te 1800 może być za mało. Nie można za szybko obniżać, prawda? Bo ciało się będzie buntowało?
Czuję, że umrę jak nie zjem kromki. Napić się wody i przetrwać?
Kuźwa. Idę zrobić kromala. Wybiorę najmniejszego. A może śledzia? Ale jest w oleju i kalorycznie wyjdzie niekorzystnie.
Kromka. Nie wysiedzę!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Sprawdziłam ile kalorii dziś. 1770. Biorąc pod uwagę, że gdzieś się mogłam rypsnąć i coś przegapić, to biorę, że 1800.
No nie mogę być głodna!
Chociaż biorąc pod uwagę ile jadałam do tej pory, to te 1800 może być za mało. Nie można za szybko obniżać, prawda? Bo ciało się będzie buntowało?
Możesz. Ile przebigłaś? 7,5 km czyli jakieś 450-500 kcal w przybliżeniu. Czyli zostało dla ciała ile? 1350? A pamiętasz ile wynosi twoja PPM? Podstawowa Przemiana Materii? Czyli ile twój organizm potrzebuje energii żeby przetrwać kiedy nic nie robisz. Leżysz i pachniesz i nawet nie trawisz. Bo trawienie to już czynność poza PPM. Nawet z tego badania na Tanicie wyszło ci ok. 1350 kcal czy jakoś tak. A gdzie kaloroe na normale chodzenie, sprzatanie, gotowanie, mówienie itd.? Możesz być głodna.
Wzięłam pierwszy lepszy kalkulator CPM czyli Całkowitej Przemiany Materii. Czyli w szacunku ile możesz potrzebować średnio dziennie na utrzymanie wagi przy niezbyt mocnym treningu. Nie wiem dokładnie ile teraz ważysz. No i moim zdaniem twoja intensywność biegania to jest mocny trening.
Kalkulator Całkowitej Przemiany Materii:
Twoja płeć:
Twój wzrost [cm]:
Twoja waga ciała [kg]:
Twój wiek [lata]:
Twoja aktywność fizyczna:
Obliczony współczynnik CPM (Całkowitej Przemiany Materii): 2282 kcal/dzień
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kalkulator wzięłam stąd, są inne bardziej szczegółowe.
Kalkulator CPM (Całkowita Przemiana Materii)