witajcie ponownie...
po 2 miesiącach przerwy wracam do was - mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze pamięta
mam też nadzieję, że utrzymam obecną wagę, a może nawet jeszcze trochę zrzucę...

te dwa miesiące były zupełnie znośne, jeśli chodzi o dietę, za to zupełnie brak ćwiczeń i dbałości o ciało (cellulitis - mój wróg)
ostatni tydzień natomiast to absolutna katastrofa - potworny stres spowodował, że jadłam wszystko co jadalne, w dowolnych ilościach, bez żadnej kontroli

stąd właśnie smutny kolor blue, zresztą mój ulubiony

gdy przestałam tu bywać, myślałam naiwnie i jakże zuchwale, że jestem taka silna i nie dotyczy mnie jo-jo
guzik prawda
dziś się zważyłam - waga łaskawie pokazała 54 kg, sądzę, że się zacięła
obawiam się, że jak ruszy w górę, to jej żadna siła nie zatrzyma...

potrzebuję kontroli nad jedzeniem - może wpisywanie tu (jak dawniej) ilości i jakości żarełka jakoś mi pomoże

moje główne postanowienia:
węglowodany tylko zdrowe (ciemne pieczywo) i tylko do obiadu
5 posiłków (3 główne i 2 małe)
limit kaloryczny: 1300 kcal
ćwiczenia koniecznie - powrót na rowerek stacjonarny + dywanik
smarowanie - rano i wieczorem, bez wyjątku

kilka podstawowych informacji o mnie: na diecie od 5 czerwca, najpierw cambridge, potem stopniowo 1000kcal, mąż z serii wspierających, 2 córeczki (12 i 6 lat), wzrost 156 cm, lat 38 (dokładnie tyle, dziś mam urodziny, których nie obchodzę w tym roku ze względu na żałobę, więc bardzo smutne i skłaniające do rachunku sumienia, także dietetycznego...)

pozdrawiam serdecznie