Od jutra Marcyssia, od jutra, bo wlasnie pozeram Prince Polo z podwojna iloscia czekolady! :wink: :D
Wersja do druku
Od jutra Marcyssia, od jutra, bo wlasnie pozeram Prince Polo z podwojna iloscia czekolady! :wink: :D
66!! jest 66 hurraaa!
dzis dzialka -troche pocwiczylam, pochodzilam itp zjadlam etz swoje ale kolo 1000 spokojnie :) wiec zadowolona jestem. a teraz jestem u misia mojego bo jedzie w poniedzialek na 3 tygodnie, wiec sie msuze nacieszyc:)
Marcysia-jestem z tobą nie poddawaj się ,pisz codziennie,mysl o przyszłości-tej fajnej jak juz będziesz zadowolona ze swej wagi,nie warto tak się czuć jak opisałaś szkoda zycia,nie kupuj tych słodyczy,kasę codziennie tę co miałabyś wydać na nie odkładaj i pod koniec tygodnia kup sobie za to coś fajnego,byle nie jedzenie a jak juz nie mozesz wytrzymać to kup 2 kilo jabłuszek i ratuj się nimi
Trzymam za ciebie i będę tu zaglądać
Dzieki dziewczyny za te slowa otuchy! Gosia, powiem, ze licze na ten doping. licze na kazde slowo, bo to pomaga.
Monia gratuluje!!! Po prostu rewelacja! Czyli wszystkie znaki na nieie i ziemi wskazuja, ze osiagniesz swoj cel i dojdziesz do 65 na poczatek szkoly! Mowie Ci, ludzie Cie nie poznaja!
Grammma, jakie Prince Polo? Ja Ci dam zaraz Prince Polo! :wink: Wiem, ze to traci obluda, bo kto jak kto, ale ja teraz za bardzo sie wypowiadac chyba w tej kwestii nie powinnam, ale Grammma trzeba zapomniec o tych paskudnych weglowodanach, ktore sie zamieniaja w czysciutkie sadelko! Wezmy sie w garsc w koncu, bo niby dokad prowadzi ta droga, ktora razem teraz idziemy?
Quo vadis?
Ja mam dzis w koncu troche weselsze wiesci. juz wczoraj udalo mi sie trzymac diete. Jestem zadowolona. Zaliczylam tez spacerek okolo 45 minutek i cwiczenia z dodatku do SL. A dzis, choc dopiero mloda godzina jak na niedziele zwlaszcza, to tez jestem po cwiczonkach. Puscilam sobie swietna A. Franklin, przy ktorej mi sie rewelacyjnie cwiczy i zaczelam, ot tak dla siebie, dla rozruszania i dla przyjemnosci. Mam nadzieje, ze to bedzie obry dzien. Pogoda jest cudna, troche chlodnawo, ale slonce grzeje na maxa. Rodzice poszli na grzybki, a ja zaraz mam zamiar sobie zaparzyc aromatyczna kawe... Zyc nie umierac. Lubie takie dni jak dzis.
Wiem, ze jedna jaskolka nie czyni wiosny, ale moze sie w koncu odbije od dna? Grunt to napisac wlasnei ten nowy rozdzial i optymistycznie patrzec na swiat. Przeciez jeszcze cale zycie przed nami i nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem.
Jesli zaglada tu ktos jeszcze, kto ma takie problemy jak ja (a wiem ze pewnie tak) to zapraszam do wspolnej motywacji i dalszej walki, a wszystkie grubasy male i duze, ktore sie kurcza caly czas wspieram duchowo! Jestescie dla mnie wzorem! Dzieki wszystkim!
coz...moge tylko dac ci slodkiego buziaka -bo od tego nie ma sadelka, chociaz slodkie ;)
ja nie mam takiego problemu , wiec pewnie moje slowa Cie nie zmotywuja. ale dodam, ze nie mam go w duzej mierze wlasnie dzieki temu, co napisalas! dalo mi to nowego kopniaka!!!
trzymaj sie marcys, trzymam kciuki z calej sily za tend zien i kolejne piekne i mile!!! dasz rade, a wtedy wymienimy sie zdjeciami i ebdziemy sie pdoziwiac wzajemnie ;)
a ja, kiedy na poczatku wakacji planowalam to 65, to bylo poza zasiegiem. ale etraz wiem, ze 4jesteszcze 1 kg i cel osiagne i wtedy dam sobie kolejny cel -63 i zobacze jak bedzie :) ale jedno wiem, ze jak zaczne szkole to zmieniam diete na 1200, bo wiecej obowiazkow, wiecej zajec i w zwiazku z tym wiecej chce zjesc :D a nie musze juz wtedy chudnac w szybkim tempie bo mam juz sie w co ubrac wiec nie ejst zle hihi
Eeee komp mi sie chyba sypie :roll:
Wstrętny kompie Marcysi-nie rób nam tego i nie syp się..........bo skad bedziemy wiedziały co tam u niej
Witaj Marcysiu :D no widzisz juz masz humorek i tak ma być nie psuj tego,juz się odbiłaś i teraz nie pozwalam ci kupowac słodyczy zanim je kupisz ,zanim wrzucisz te przeklęte słodycze do koszyka to pomysl jak bardzo jest ci potem zle ze sobą i uciekaj ze sklepu szczęśliwa ze wygrałas i że koniec z tym dobijaniem samej siebie,wiesz ja też mam czasem takie napady dlatego cię rozumiem,mam ich na szczęście niewiele ale walczę tak że nie idę od razu do kasy tylko myślę........i w 70 % oddaję te słodkości albo tylko popatrzę i wychodzę bez nich-mówię ci jaka to dumna z siebie jestem :)
Cieszę sie bo chyba przerwałaś te złe dni i od wczoraj czujesz się lepiej co wyraznie się czuje czytając twe wypowiedzi a czy mogłabyś więcej napisać o swych posiłkach?co dzis zjadłaś?z czym masz najwiekszy problem-bo ja to chyba mam największy problem z ilością,gdybym mogła jeść duzo to nie ciągnęłoby mnie do słodyczy wcale a jak jestem głodna to mi sie ich od razu chce-trzymaj się i pisz jak najwięcej o sobie i precz ze słodyczami ok?
Oto i jestem :)
Zjadlam wczoraj to Prince Polo, a dzis wcale nie bylo lepiej, bo byl obiad u rodzinki gdzienie bardzo da sie grymasic a na deser ciasto... no i sie zagalopowalam... :( ale od jutra juz bede jesc malo, przynajmniej taka mam nadzieje. tak sie sklada, ze teraz troche musze oszczedzac, bo mieszkamy teraz tylko z bratem bo mama wyjechala i do konca wrzesnia mamy 90zl, a wypadaloby tez czyms zatankowac samochod :? ja mam w lodowce kukurydze, brokuly i dwa kalafiory (to niby z serii 'na obiad' :wink: ) i tak sie zastanawiam czy damy rade wyzyc...
zjadlam dzis ciasto z miodem i jest mi teraz tak obrzydliwie slodko w ustach ze wszystko mi podchodzi do gardla :?
tak sie ostatnio zastanawialam nad tym moim odchudzaniem i doszlam do wniosku ze w roku akademickim powinno mi byc latwiej, bo teraz calymi dniami siedze w domu to i do lodowki sie tak jakos mimochodem zaglada a tak jak bede wychodzic z domu, cos robic, a przede wszystkim miec po co rano wstac z lozka to moze jakos nie bede tyle myslala o jedzeniu? nie wiem, dopiero zaczynam studia wiec nie wiem czy bedzie naprawde tak jak sobie teraz mysle. moze wszystko bedzie na odwrot i zaczne sie stolowac na miescie w fastfoodach i pizzeriach i zapijac to piwem w towarzystwie znajomych?.. czas pokaze ale nie zmienia to faktu ze bardzo chcialabym w koncu schudnac.
no nic, ide na herbatke bo juz przestygla. kurcze, krzywo jakos dzis spalam i caly dzien mnie lewy bark boli :( auuu ... papa ... calusy dla wszystkich ...
czesc dziewczynki!
powiem Wam, ze z dusza na ramieniu szlam do szpitala ale jest na szczescie niezle. pamietacie, pisalam Wam ze choruje i msuze czesto sie badac. balam sie, ze moze mi wyjdzie anemia przez diete. bo wiecie, niby staram sie racjonalnie -i warzywa i owoce i miesko, ale jednak balam sie. okazalo sie ze za malo zelaza ale lekarka powiedziala ze to normlane po odchudzaniu i kazala jest wiecej wedlin i mies-ok, da sie zrobic. niestety, przez dlugie siedzenie w pcozekalni nie zdazylam juz n lotnkso, by pozegnac mojego misiuniaczka najdrozszego. no ale pozostnie mi Go powitac uroczyscie jak wroci... za to mam nowy zapal do dietowania i cwiczen, zeby Mu szczena opadla jak mnei zobaczy za 3 tygodnie w super ciuchach i lepsza figurka.
a co do studiow to nie wem- ja mieszkam z rodzicami bo studiuje w swoim meiscie, wieci odzywiam sie w domku...nie wiem jak maja ci, co zywia sie sami.
buziaczki i trzymac sie wojowniczki!!!
Marcys!!!!!! Jestem z Tobą!! Mam nadzieje, że nie poddasz się
Monia- gratuluje!!!
Ja zamiast zbliżać się do 60kg to się oddalam...przecież całkiem niedawno zbliżałam się do 64kg..potem ni z tego ni z owego wyszło 67 (wtedy naprawde nic a nic nie grzeszyłam) no i napad głodu...wczoraj też, w poniedzialek się zważe...
Wczoraj zważyłam się u chłopaka- wyszło 66kg, ale byłam tuż przed miesiączką, więc podejżewam że powinno być mniej...ale i tak co z tego? Cały miesiąc walcze żeby chociaż pokazało 64, a przecież tyle było miesiąc temu!! Czemu stoje w miejscu i ani kroku naprzód?! Kiedy w końcu schudne ;(