Tak tak, juz kiedys bylam na tym forum... po tym, jak SB zakonczylo sie dla mojego organizmu kompletnym rozstrojem, uznalam, ze "kiedys znowu bede sie odchudzac". No i to "kiedys" napadlo mnie z nienacka w 2. dzien swiat. Na wadze 80kg.

Usiadlam przy komputerze i przez kilka godzin czytalam watki margolki123 i innych... chyba zrozumialam pare rzeczy. Na przyklad: to ciasto drozdzowe, ktore stoi teraz nie zjedzone do konca na moim stole, nie jest ostatnim ciastem drozdzowym, ktore zjem w zyciu. Jak bede chciala, to sobie upieke na nastepne swieta. Jak bede chciala, to sobie upieke chocby i jutro - wiec nic sie nie stanie, jesli dzisiaj tego ciasta nie zjem. Ani okruszynki! I to samo sie tyczy slodyczy, ktore mam w lodowce. To nie sa ostatnie slodycze w moim zyciu i w zwiazku z tym dzisiaj moge je sobie darowac.
Od kilku dni jestem na 1500 kcal, od jutra chyba zaczne 1200 - chyba, bo jeszcze nie jestem przygotowana, musze sobie wymyslic jakis jadlospis. Nie chce, zeby dieta okazala sie jak zwykle jednym wielkim wyrzeczeniem. Chce codziennie rano sie budzic z poczuciem, ze dzis znowu zrobie sobie cos dobrego do jedzenia, i ze kazdy dzien przybliza mnie do tego, by poczuc sie znow atrakcyjna dziewczyna. A przede wszystkim - by juz nie wstydzic sie i nie panikowac, ze w koncu ktos ze znajomych zagadnie "czy ty nie jestes przypadkiem w ciazy...?"

Dzisiaj bede kombinowac, jak usmazyc na 1 lyzce tluszczu "warzywa na patelnie" i rybe - wiem, ze lepsze by byly gotowane, ale nie przepadam za gotowana ryba. Na to bedzie czas na diecie 1000 kcal czy tez 1200. Na razie moge sobie zaszalec Poza tym - wskocze na rowerek stacjonarny. Bedzie dobrze.

Pozdrawiam wszystkich i zycze szampanskiej zabawy!