-
jasne, że się nie załamałam, bo nie, ale był taki trudniejszy moment.
bezstronny obserwator(moje drugie ja) zauważył pewną prawidłowość - o jedzeniu, tym dodatkowym, myślę, kiedy czuję się sama, jakby niechciana. nastawiam się na coś ze strony innych i przychodzi rozczarowanie. w domyśle nie chodzi o jakiegoś 'jego', nie. chodzi o takie poczucie nieprzynależności do reszty. na przykład kiedy sama wracam do pustego domu - to taka właśnie chwila. i nie ważne, że tak jest często, a nawet z reguły, że oto właśnie chodzę sama, że do domu, w którym nikt na mnie nie czeka, bo przecież mieszkam sama. nie, nie chodzi o taką sutację, chodzi o uczucie, które nachodzi czasami w takiej sytuacji, kiedy zaczynasz widzieć siebie samego, gdy tak kroczysz. jesteś na chwilę bohateram filmu o samotnym człowieku, idącym piątkową, wieczorną, zatłoczoną ulicą.. chodzi o ten właśnie rodzaj samotności, który można poczuć tylko w tłumie. wgapiasz się w twarze i nic. wtedy jedzenie jakoś zastępuje bliskość drugiego człowieka.
yyyy, to ci odkrycie
hmm niezupełnie, tzn, no.. , dla mnie jednak odkrycie, bo zwerbalizowanie problemu.
a dla przeciwwagi - zupełnie nie chce mi się jeść, gdy coś mnie wytrąci z równowagi. zdenerwowana nie umiem jeść. wystarczył telefon od mamy, kilka ostrzejszych zdań i ochota na dalsze nadprogramowe podjadanko przeszła mi jak ręką odjął
wszystko to miało miejsce w piątek. dziś jest już sobotni wieczór i nowa myśl - jeszcze nigdy nie schudłam na jesień. w mojej karierze dietowej zazwyczaj bywało to jakoś wiosną albo latem. jesienią następowały powroty
może ta jesień będzie miała lepsze zakończenie
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki