Ja też jestem na 1000 kal, czasami pozwalam sobie na 1200...jestem bardzo zadowolona, może wga wolno spada ale trwalsza jest. Nie ma takiego efektu jojo. Polecam.
Wersja do druku
Ja też jestem na 1000 kal, czasami pozwalam sobie na 1200...jestem bardzo zadowolona, może wga wolno spada ale trwalsza jest. Nie ma takiego efektu jojo. Polecam.
Witam Kochane , po zmarnowanych przez własną głupotę kilku miesiącach powracam do 1000 kcal. Od dziś mam zamiar znów stać się stałą uczestniczka forum( na ile czas pozwoli) i wracam do diety !!!, mam nadzieję że uda się Nam wszystkim. Pozdrawiam gorąco
Zaczęłam od 2.1 :) troche mi ciężko bo nie mam wagi i jeśeli coś nie jest w opakowaniu cięzko ocenić ile kalorii zjadam.... Mam 164cm, ważę 63, chce zejśc do 55 - to była waga przy której czułam się najlepiej...to było w liceum...hoho temu ;)
2.01 to świetny początek- bo tak jak u mnie :wink: nie przejmuj się że nie masz wagi, ja niektóre kalorie też licze na oko :wink: np. 100 g to wielkość mniej więcej jak karty do gry +, - :D z resztą jakaś granica błędów w obliczaniu zawsze jest, nawet jak zjesz 1300 kcal to nic się nie stanie, na pewno schudniesz, bo samo kontrolowanie i zapisywanie tego co jesz jest bardzo pomocne. Pozdrawiam gorąco
ja na razie drugi dzień jestem na diecie oczyszczającej bo po niej łatwiej mi się zmobilizować do 1000 / 1200 kcal. Jeszcze jutro ostatni etap :)
Trzymam sobie te dietke od 21 listopada 2006 i wszystko było dobrze aż do Nowego Roku. Mialam oczywiscie trzy "wyskoki kaloryczne" - jeden na 2300 kacl, drugi na jakieś 2000 i trzeci na 1500. Wszystkie trzy, mniejwięcej w tygodniowych odstępach od siebie.Owszem, często nie udawało mi się dobić do 1000 kacl ala teraz od nowego roku staram się dobijać do tysiąca. Po sylwestrowej nocy, gdzie sobie również pofolgowałam z kaloriamii ale i dużo spaliłam podczas tańca zauważyłam, że waga moja stanęła w miejscu. Waże sobie 50 kg bez względu na to kiedy się ważę (no, zaraz po posiłku wychodzi 50,50). Owszem, dużo więcej ćwiczę niż w roku ubiegłym, bo do zajęć sportowych na które regularnie uczęszczam dodałam gimnastykę w domu (100 brzuszków rano i tyle samo wieczorem, podczas dnia kilka serii pompek po 30 sztuk). Czy nie zachwiałam sobie metabolizmu, tym wcześniejszym niedobijaniem do 1000? Niemniej zdarzło się zjeść czasami i 1200 - wszystko zależało od tego jak bardzo miałam intensywny dzień. Dodam, że jadam regularnie co 3-4 godziny. Jaka może być przyczyna zastoju spadku wagi?
Nie martw się takie zastoje to normalka i prawie każda z nas się z nimi spotkała, na początku chudnie się znacznie szybciej potem zdarzają się zastoje, ale są one tylko chwilowe trwają najwyżej kilka tygodni( przynajmniej tak było w moim przypadku, ale gdy przeglądałam forum czytałam że inne dziewczyny miały podobnie) a potem znów wszystko wraca do normy i zaczniesz chudnąć choć może troszkę wolniej
Jest to jakaś pociecha:). Dziś byłam rowerem 60 km i zjadłam około 990 kacl. Jutro też się wybieram, o ile pogoda nie pokrzyżuje mi planów. Jazda rowerem jest świetna, w ogóle niepozostawanie w domu jest fajne, bo kiedy aktywnie się wypoczywa to nie myśli się o jedzeniu ale tylko o uzupełnianiu płynów:). Po powrocie jednak zjadłam sporą porcję gotowanego kurczaka z warzywami i do tego lampka wina wytrawnego.
gotowany kurczak z warzywami i lampka wina -- moje idealne połączenie :) gratuluje i podziwiam Twój rowerowy wypad -60 km WoW naprawde cool, chyba sama powinnam tego spróbować zwłaszcza że w czerwcu przenoszę się na stałe do Holandii a tam jak wiadomo rower jest podstawą egzystencji więc wypadałoby się wprawić :wink: Pozdrawiam gorąco
KatieMelua:Dziękuję :) . Uwielbiam jeździć rowerkiem, kiedy jadę sama to zwykle na czas (chociaż dzięki cennym uwagom Pani Instruktor od fitnessu zmieniam ten nawyk), a kiedy w grupie to zwykle liczy się odległość. Dziś deszcz pokrzyżował mi plany. Umówieni byliśmy(z innymi rowerowiczami) na przyjemną trasę - też około 60 km (z racji na krótkie dni nie wybieram się na dalekie eskapady) - no ale pogoda była bezlitosna - padało. Później przestało padać, więc po solidnej rozgrzewce poszłam na bieżnię (mam szczęście mieszkać w pobliżu szkoły, gdzie zmajstrowano nową bieżnię do biegania na odległość 60m). Po trzech biegach najlepszy czas jaki udało mi się uzyskać to 12 sec. Bez rewelacji ale sukcesywnie będę poprawiała czasy :P . Po powrocie porozciagałam się nieco, wzięłam gorący prysznic i zjadłam solidną porcję tuńczyka z warzywami i 50 gram gotowanej wołowiny. Zaraz wybieram się na spokojny spacerek (bo chwilowo znów nie pada), a po powrocie jabłuszko i grapefruit na kolacje. No i w ten sposób dobiję do tysiąca kalorii.
Życzę Ci powodzenia w Holandii i zazdroszcę tych fantastycznych ścieżek rowerowych - miałam okazję być kiedyś w Venlo, więc wiem jak Holendrzy podchodzą do spraw rowerowych :). Ściskam [/b]