Zaczełam czwarty dzień moich zmagań... ze sobą i nadwagą. Wczoraj robiłam pizze dla mojego mężczyzny a dla siebie normalne moje jedzonko (warzywka i pieczony indyk). Wiecie co powiedział: "przecież ty jesz same warzywa". On ma doskonałą, szybką przemianę materii, więc może sobie pozwolić na jedzenie takich bomb klalorycznych. Ja nie. Ale co było najwspanialsze w tym wszystkim... nie miałam ochoty na pizzę choć była "wypasiona". Jedyne co wypiłam to szklanka pepsi (ale spokojnie była wliczona w dzienne kalorie, zresztą i tak zjadłam ich 830, a norma to 1000-1200). Wiem jedno jeśli będę się trzymać moich postanowień i dobrych nawyków - to sukces mam gwarantowany. Jak widać piszę codziennie... w weekend będzie inaczej bo dni mam zajęte. Zapewne odezwę sie znowu w poniedziałek, chyba, że uda mi się dostać do kompa. Może to głupie ale zgadzam się z tymi co mówią, że pisanie dziennika odchudzania pomaga. Wiem jak czasem jest ciężko, ile pokus jest obok, że czasem jest ciężko sie zmobilizować ale znowu przełączyłam pstryczek w mojej głowie...
Miłego odpoczynku w ten pięknie zapowiadający się weekend. S Ł O Ń C A !!!!!!!!