-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
No właśnie. Podejrzewam, że gdybym miała odrobinę choć czasu tak tylko dla siebie to ogarnęła bym sie jakoś. Ja tak w większości czasu jestem: 8-16 w pracy (wstaje o 6 bo muszę siebie i małego wyszykować) potem do przedszkola, do pracy. Spowrotem jakies szybkie zakupy (pieczywo) i do domu, bo jak mój pożal sie Boże mąż za długo siedzi z małym to zaraz dzwoni, kiedy będę itp. Wiec wszystko na łeb na szyje. Wpadam do domu, obiad jem w biegu bo mały marudzi żeby sie z nim bawić (moj mąż caly wolny czas siedzi w sieci- od momentu zmian w rządzie teraz tylko to go interesuje, patriotyzm, historia, żołnierze wyklęci itp). Wiec bawię sie z młodym, jak jest pogoda to ide z nim na dwór. Potem jakaś kolacja dla dziecka, którą często gęsto kończę bo syn to niejadek, no i sie zaczyna - poczuje smak to potem co chwile do lodówki. A że nie mam czasu zrobic porządnych zakupów (nie chodzę z dzieckiem bo to jest masakra w sklepie z 3 latkiem) to zajadam byle co. I tak leci. Moj mąż nie akceptuje dietetycznych potraw, w życiu nie zje np sałaty z kurczakiem, na ryż z warzywami kręci nosem, wogóle zaczyna byc jak jego ojciec- zupy z ogonów, boczek, wszystko okraszone skwarkami itp.
Ja gotuje po nocach, żeby zjeść ten obiad po powrocie z pracy, wiec też tu skubne, tam skosztuje. I mam 106kg żywej wagi
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
No więc właśnie.
Mój mąż też woli jedzenie niekoniecznie dietetyczne, do tego jest szczupły, ale jak marudzi, to mu mówię, że wie gdzie jest kuchnia, proszę bardzo. I mówię to absolutnie serio. Ja ze swojej strony staram się robić obiady jak najprościej. Więc jeśli gotuję dla siebie kurczaka na parze, to dla nich zrobię te kotlety panierowane z kurczaka. Surówkę zjemy wspólnie, ziemniaki robię tylko dla nich (a dla siebie np batata i marchewkę - też na parze). Czasami, w weekendy, robię jakieś ich ulubione jedzenie kaloryczne typu pizza - tylko wtedy muszę też wcześniej zrobić coś porządnego dla siebie, żebym nie łapała się z głodu za pizzę, bo to się dobrze nie skończy.
Ale zwykle zasadę mam taką, że mięso i surówkę dostajemy te same, tylko mięso przyrządzam sobie inaczej. Co akurat jest całkiem proste, bo wrzucenie go do garnka na parę nie jest czasochłonne.
Jeśli chodzi o dojadanie po dziecku - kto tego nie zna??? Ja przestałam, kiedy uświadomiłam sobie, że nie jestem śmietnikiem w który można wrzucać resztki. Ty też nie jesteś! Niezjedzone resztki po dziecku wywalaj! Chociaż wszystko będzie się w Tobie buntowało, bo przecież całe życie uczono nas żeby nie wyrzucać jedzenia, prawda?
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Ciotko, a gdzież to?? Nie chwalisz się nic, a ja nadal szukam kopa do działania. Pogoda mnie na dodatek dobija. No i zobaczyłam się na zdjęciach z wesela z sierpnia i umarłam. Coś okropnego.
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Od paru dni,albo i tygodni co ciotka próbuje wbić na forum, to jakieś błędy lecą i się nie da się. Ale może to i lepiej, bo i nie ma się czym chwalić.
Waga spadła od startowej -20kg. Tyle pozytywów. Teraz dopadł ciotkę listopad i się ciotka zastanawia, jak żyć drogie bravo.
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Plusy dodatnie. Ciotka osiągnęła ostatnio takie raczej głębsze dno. Dietetycznie bardzo marnie, jedzone byle co, pite byle co, bez sensu. Ale - bez słodyczy, opychania się zbytnio. Ale bez sensu, tucząco ciotkę i źle. Do tego kompletny brak energii. O 18 już ciotka ziewa, zasypia na siedząco. Zmęczenie straszliwe, normalnie jakby ciotka wagon węgla przerzuciła. I tak to trwało tygodnie całe, aż dotarło do ciotki z całą mocą, że nie jest dobrze. A nawet jest raczej źle.
Więc się ciotka zaczęła zastanawiać i wyszło ciotce, że listopad dopadł i nie odpuszcza i że od ciotki tylko zależą kolejne kroki. Więc ciotka postanowiła na początek, że skoro jest zmęczona, to przynajmniej sobie na to zapracuje uczciwie i dziś rano, po odprowadzeniu dziecięcia do placówki, odpaliła buty zamiast w stronę domu i biurka, to w stronę przeciwną. Zrobiła ciotka szybkim marszem 5 km, w wichurę i zacinający śnieg - ale widzicie to? ta groza, ta determinacja, te łzy zamarzające na policzkach? Dobra, przesadzam. Ale ciotka wróciła do domu bardzo rozgrzana, dotleniona, lekko spocona i zadowolona. I tak sobie ciotka myśli, że skoro i tak wychodzi rano na zewnątrz, to będzie tak robić. Te 5 km 5 razy w tygodniu do wiosny powinny przełożyć się na stałe podniesienie endorfin, poprawę kondycji, ogólne samopoczucie. I jak dobrze pójdzie, to może ciotka nawet wiosną przebiegnie tę trasę.
Bo tak, chodzenie jest za darmo. Rano i tak ciotka wychodzi bo wyjść musi. Jak siądzie ciotka do roboty godzinę później ale za to efektywnie to i tak lepiej, niż jak godzinę wcześniej, a potem nie może się zebrać i robota leży. Więc ten.
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Ciotka szła dziś drugie pięć km. Ok 45 minut to zajmuje. Przed wyjściem z domu pije ciotka wodę, łyka magnez. Po powrocie jest zgrzana i od razu 2 szklanki wciąga. Potem można śniadanie i kawę dopiero.
Ciotka ma taką teorię że najłatwiej jest nam doradzać innym co mają robić, pewnie dlatego, że nie mamy w głowie tych ograniczeń, które innych blokują. Za to mamy własne i dlatego utykamy i nie wiemy co dalej.
To może ciotka opowie, jak do tego doszło, że wymyśliła te spacery, Amerykę odkryła normalnie.
Otóż ma ciotka taką dalszą znajomą, którą poznała kiedy tamta była gruba. Na oko jakieś 100-110 kilo. I kiedyś ktoś ciotkę zaczepił w sklepie, dzień dobry. Okazało się, że to ona, tyle że całkiem zupełnie kwitnąco szczupła. Widać że zadowolona, dumna z siebie, inspirująca wręcz.
Minęły kolejne 2 lata, widujemy się teraz regularnie odprowadzając dzieci do szkoły. Koleżankę dopadło jojo. Jeszcze nie osiągnęła wagi startowej, ale niewiele brakuje.
Ciotka tę znajomą bardzo lubi i wymyśliła sobie, że chciałaby jej pomóc i że może zaproponuje jej, żeby co rano właśnie razem szły na ten spacer 5 km. Pomysł upadł bo jednak różne godziny i ciotka nie jest obecnie w stanie zobowiązywać się do czegokolwiek innym ludziom. Ale myśl została.
No i tak się obracała w głowie, że w końcu do ciotki z całą mocą dotarło pytanie 'ale czemuż ach czemuż moja droga nie możesz chodzić sama?'
Przecież 5km dziennie, 5 x w tygodniu to nie wymaga ani nakładów finansowych ani czasowych za dużo. To nie jest chodzenie na fitnesy, gdzie trzeba pamiętać o spakowaniu się, pójść, przebierać, wchodzić w interakcje z innymi ludźmi. To nie joga, gdzie jak wyżej ale jeszcze trzeba mieć matę. To nie jogging którego jak na razie ciotka nie może bo kolana nie zniosą. To tylko zwykły spacerek. Człowiek nawet nie wygląda, jakby coś uprawiał. Po prostu idzie.
Tak więc jak na razie ciotka dała kolejny pierwszy krok ku faktycznej zmianie swojego stylu życia.
Bo przecież wszyscy wiemy, że żeby stracić nadwagę na dobre, to trzeba żyć tak, by to było możliwe. Oczywiście że boję się efektu jojo - dlatego też ta moja dieta jest bardzo powolna i dlatego okresy jedzenia mniej restrykcyjnego uważam wręcz za potrzebne.
A zmęczenie? wczoraj wieczorem było jakby nieco mniejsze niż wcześniej. Zobaczymy, co będzie dalej.
Aha, przestałam się ważyć codziennie.
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Idzie. Chodziłam we wtorek i środę, w czwartek leczyłam odciski i zakwasy, dzisiaj chodziłam znowu. W topiącym się śniegu i błocie pośniegowym, bleh. Ogólnie plusy jak na razie - spacery pomagają mi się dobrze nastawić do pilnowania diety codziennie od nowa, czuję się szczupło, wysportowanie i elastycznie
Wszystko jest w głowie.
Dieta - przyzwyczaiłam się, w 80%. Nadal muszę pomyśleć codziennie jak dopasować te nieszczęsne podwójne obiady - dzisiaj np - dla rodziny ziemniaki puree - dla mnie pół batata, pieczonego. Dla nich kotlety panierowane z kurczaka - dla mnie duszony kurczak z pieczarkami i szpinakiem. Surówka wspólna. Niestety o ile dziecko jest raczej wszystkożerne, o tyle lubi te wszystkie ziemniaki, panierki, sosy z mąką, makarony z mięsem itd. A batatów i awokado odmawia zdecydowanie. Co ma swoje plusy, bo na żywienie CAŁEJ rodziny batatami i awokado to mnie akurat nie stać
Ciągle muszę przypominać sobie o wodzie i nadal piję jej za mało ale nie jest źle.
Kryzysy. Dziś piekarnia rozdawała pączki do każdego zakupu. No mogłam odmówić, ale nie odmawia się darmowego pączka! No więc wracam do domu z tym pączkiem i tak sobie myślę, że przecież mogłabym zjeść nic nikomu nie mówiąc. Serio, taka myśl, że przecież jak się chłopu nie przyznam to nikt się nie dowie. Ale ogarnęłam, pączka zjadło dziecko
Więc wprawdzie świat by się od pączka nie skończył, wyspacerowane miałam te prawie 400kcal więc wyszłoby na zero, ale! wtf w ogóle żeby wciągać ciastka w ukryciu, jak nie przymierzając pijaczyna wódkę w garażu? Słabo.
Kupiłam sobie spodnie. W rozmiarze 50. Nie w rozmiarze na za dwa miesiące, nie w rozmiarze na za pół roku. W upokarzająco namiotowym rozmiarze na dziś i mam szczerą nadzieję, że ponoszę je jak najkrócej.
Z drugiej strony ja przecieram spodnie w kilka miesięcy, więc w sumie to jak mi się zaczną przecierać w kroku, to mam nadzieję że następne kupię sobie w rozmiarze 46
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Ale nie pchajcie się tak z tymi komentarzami, nie nadążam odpisywać!
A serio, to co tu się dzieje, że mam wrażenie że jestem jedynym użytkownikiem forum? Bo jak się zwija na amen to może trzeba założyć bloga?
Dziś z pomysłem przychodzę do Was na przekąskę na słodko. Bo jogurt za mną chodził, jak nie przepadam za jogurtami, tak chodził. Chciałam jakiś z owocami, bez cukru, niech już nawet słodzony słodzikiem będzie - ale otóż w pobliskim lidlu nie występuje coś takiego w przyrodzie. Wszystkie, WSZYSTKIE jogurty z owocami mają w składzie cukier na trzecim albo i na drugim miejscu, czujecie?
Więc pomyślałam, że mogę zrobić sobie sama. Tyle że borówki czy maliny w grudniu to kosztują trochę jak za kawior. Więc uprażyłam pokrojone w kawałki jabłko z cynamonem, normalnie na patelni. Dodałam do tego trochę ksylitolu - pewnie z łyżkę. Zblendowałam, wymieszałam z jogurtem i wyszedł bardzo przyjemny zimowy deser jogurtowy. Proporcje u mnie - jedno jabłko na jeden jogurt, duży jogurt bo co się będę. Jogurt 0% tłuszczu ma 160 kcal w 400g. Więc to przekąska taka nie byle jaka, ale jak za człowiekiem chodzi, to lepsza taka niż gotowa z cukrem, cnie?
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
Grudzień. Grudzień wita nas z 98 na wadze. Czasem jak lepiej ciotka stanie, to 97. Ale nie oszukujmy się
Drugi tydzień ze spacerami rozpoczęty, może ciotka powinna zamontować kolejny suwak, żeby wiedzieć ile tych km ma za sobą, albo chociaż endomondo zainstalować ale jakoś tak meh.
330 kcal dziennie oznacza że 1kg ciotki ciotka spali po 3 tygodniach. Umówmy się, nie ma szału. Ale. Ale! Ciotka diety pilnuje znowu coraz lepiej, co oznacza że te 3 - 4 kilo w miesiącu powinny zacząć znowu lecieć. Oby. Niedługo święta. Ciotka nie wie, jak ma je przeżyć. Pewnie upiecze łososia bez żadnych sosów śmietanowych itd. Ciotka zastanawia się czy istnieje sposób na zrobienie dietetycznych czegoś w rodzaju pierogów. Może zawijane w papier ryżowy się sprawdzą? Ciotka musi poszukać. Ale wigilia i tak w dużej rodzinie, więc tego jedzenia będzie naprawdę obfitość i tylko od ciotki zależy, co i ile zje. Ale trzeba zaplanować.
-
Odp: Ciotka zjadła Jolkę, Jolkę trzeba oddać
dobra, zmieniła ciotka suwak, niech już będzie że oficjalnie minus dwadzieścia.
spacer zaliczony, chociaż dzisiaj ciotce było iść cieżko, ciotka wini zjedzonego przed wyjściem kotleta. Jednak trzeba nie jeść przed wyjściem, a jeśli już, to nie kotleta.
Kotlet.
Na obiad pewnie indyk z warzywami.
Na kolację nie wie ciotka, więc albo awaryjna puszka tunczyka albo się coś wymyśli.
a w ogóle to hop hop! czy ktoś tu jeszcze zagląda?
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki