Dziś do szkoły i ze szkoły rowerykiem. Na nogach od 6, godzinę temu wróciłam do domu z zamiarem już-więcej-nie-jedzenia. No, ale nie wyszło.

śniadanie: muesli z daniem,

szkoła:
- lód domino,
- kanapka z szynką, serem, rzodkiewką, ogórkiem

na mieście:
- hot dog,
- rożek toffi, który mi wręczył kumpel :P

W sumie nie wiem, co jest w im takiego złego. Nawet sera nie miał. Parówka + bułka +ogórki, sałatak, pomidory, kapusta...

kolacja:
- krewetki, ale smażone :/ Mama się starała, nie wybrzydzałam


kcal z 1700. Codzień więcej :/