Pierwszy dzień - podsumowanie.

Fajnie było Kłopot był tuż przed obiadem, bo już mi się łapki zaczęły trząść, ale szybkie podgrzanie obiadku zapobiegło kryzysowi.
Z ćwiczeń nici. Za to było pranie, prasowanie firanek i zasłonek kuchennych, ich wieszanie. Efektem był ból wściekły głowy przez 2 godziny. Mój kręgosłup szyjny nienawidzi głowy zadartej pod sufit, a piersiowy - rąk. Głupie kości. No ale nie dziwota - to już 15 lat od ostatniej operacji i zdołałam zdolne dziecko odbudować to, co mi wyczyścili. Chirurg już radośnie zaciera łapki patrząc na mój RTG .. dłuuugo będzie miał pracę ON się cieszy - ja mniej. Nieważne - wysiłek był, plecki mokre były, zwłaszcza po szorowaniu szafek kuchennych i sprzątaniu łazienki.
Trochę za dużo peceta (Forum!). I TV. Ale Myszkę-Małyszka trzeba było zobaczyć, moje ukochane "Kochane kłopoty", no i zaległy czwartkowy "Lost", który musiałam nagrać, bo w przeddzień kolosa z finansów w domu obowiązywał zamordyzm totalny - Precious się UCZYŁA! Mogłam tylko czytać .. i uciszać warczące psiaki.

Jogę narazie mam tylko w książce. Rowerek będzie - za dużego tempa na nim nie wykręcę, bo przy jednym płucku i tak tętno normalne mam 90-100. Normalka. Większy wysiłek i serce przyspiesza, a oddechu brak. Dłuższy wysiłek i kręgosłup lędźwiowy strajkuje, czyli muszę leżeć na wyciągu. Sama rozkosz. Jestem pod względem wysiłku normalna inaczej

Głodna nie jestem. Zmęczona też niespecjalnie. Lekko i przyjemnie minęła sobota
Idę odcedzić pieski, powiesić czwarte pranie, jabłko i książka i .. do jutra