-
Generalnie z tego co zaobserwowałam jest kilka odmian diety kopenhaskiej, np zamiast szpinaku sa brokuły, a spotkałam się też z wersją ze smazonym selerem ( fuj! ). Ale napewno nigdzie nie widziałam, aby były wyliczone liście sałaty !
Za pierwszym razem jakoś przetrwałam, bo miałam większą motywację i więcej do zrzucenia, a za drugim myślałam tylko i wyłącznie o jedzeniu...dzienna kaloryczność na ytej diecie jest naprawdę bardzo niska...ale też jakoś wytrwałam, mimo kilku spotkań towarzyskich przy pysznym jedzonku itp...
Nawet gumy do żucia nie włożyłam do ust!
Ale jak juz pisałam, nigdy więcej! Wolę jeść to co mi smakuje, w mniejszych, rozsądnych ilościach i oczywiście nie jeść po 18-19-tej...zależy jak z pracy wrócę
-
na własnie ja mam nadzieję że po 13stce przejdę sobie na racjonalny sposób odżywiania. Bo niestety jak nie przywalę z grubej rury ...czyli jak nie schudnę od razu szybko kilku kilo to nie umiem się zmotywowoać żeby jadać racjonalnie, bo nie mogę się doczekać rezultatów...a tak gdy już rozpoczne od 13stki i będzie kilka kilo mniej to potem łatwiej jest mi walczyć nawet na zdrowym odżywianiu, powoli, aż do oporu.
graziab trzymam kciuki za utracone kilogramy
czego sobie i wam życzę.....
-
Trzymam się dzisiaj przy diecie, jestem twarda, chociaż otoczenie mi tego nie ułatwia...
U mnie w pracy cały czas ktoś coś jje, a najgorsze są zapachy, to pizza, to chińszczyzna, albo pierożki itp....wrzodów żołądka można się nabawić :P
W weekend mam zamiar się wybrać z narzeczonym na grzyby i zrobić je na gęsto z jogurtem oczywiście
a propos - może wiecie ile maja kalorii lesne grzyby, bo ja znalazłam tylko kaloryczność pieczarek....
-
Mam dość
W niedzielę rano ważyłam 65,0 kg.
Przez dzień trzymałam ditę, ale doszłam do 1400 kcal, a wieczorek znjami nas wyciągnęli do knajpki, gdzie zjadłam trochę nachosów i wypiłam drinka ( jednego ), czyli przypuśćmy, że doszłam do 2000 kcal.
Przez dzień: jeżdziłam godzinę na rowerku, prasowałam godzinę, byłam na 3-godzinnym spacerze...
I jaki efekt - dzisiaj ważę prawie kilogram więcej!!!!!!Czyli tyle co tydzień temu, kiedy zaczynałam dietę
Dla mnie jest to straszliwie demotywujące...jak myślicie z czego może wynikać taka sytuacja? Wiem, że nie powinnam się ważyć codziennie, ale tego nie zmienię...
Czy z moją przemianą materii jest coś nie tak?
Może Wam też tak się zdarzało - staracie się, ćwiczycie, a waga zamiast w dół - w górę?
U mnie tak zdarza się nie pierwszy raz...Może w ogóle nie powinnam jeść - wiem to głupie stwierdzenie, ale juz sama nie wiem....
-
Witam!
Graziab!Nie stresuj się,że więcej zjadłaś i że 1kg do przodu?!Kobieta ma różne cykle, a może przed okresem jesteś? Proszę Ciebie abyś nie ważyła się codziennie, bo będziesz się nie potrzebnie stresować!My kobiety tak mamy!Wystarczy raz na tydzień!A mi się wydaje, że wczoraj spaliłaś to co przejadłaś!Nie miej wyrzutów tylko dalej do dzieła!
A co u reszty słychać?
-
Niestety, tak patrząc, to zawsze powinnam być przed okresem
Nic, ciągnę tę męczarnię dalej...nie dam się
Dzisiaj na śniadanko ser biały chudy z pomidorem z chrupkim pieczywem, lunch - serek wiejski z truskawkami, obiad - pierś z kurczaka z cukinią, a na deser - czeresienki.
Sport - 1h rowerka i 100 brzuszków...
Efekty kiedyś muszą przyjść
-
Jasne,że efekty przyjdą, a Ty naprawdę mało jesz!I oczywiście ćwiczysz!
Nie stresuj się!Głowa do góry!Nawet nie będziesz wiedziała, a będziesz szczuplejsza!Grunt to dobre nastawienie!A takie Ty masz!
Buziaczki
-
Graziab,
trzymaj sie i nie załamuj sie wpadkami. Ja ostatnio tez lamalam swoje zasady (zbyt duze ilosci slodyczy). Wczoraj jednak udalo mie sie przeżyc bez wafelkow!!!
I zmiescialm sie w 1200 kcal! Dzis tez sie pilnuje. Goscie moi juz pojechali, wiec nie ma kto juz deprawowac mnie. Zapisuje skrupulatnie w komputerze, co zjadlam i mysle, ze bedzie OK. Wlasnie skonczylam odkurzac, wiec mysle, ze spalilam sniadanie!
Grunt, nie przejmowac sie wpadkami! I trwac dalej przy swoim!
-
Ja niestety robię sobie straszne wyrzuty za wpadki, szczególnie, że nie mam nadwagi, a chcę zrzucić tylko 3 kg, więc generalnie nie powinnam mieć żadnego problemu i niczym nie powinnam się przejmować...
Jak zjem za dużo, albo jak waga mi wzrośnie, powoduje to, że mam zły humor, który oczywiście odbija sią na moich najbliższych i współpracownikach.
Zdaję sobie z tego sprawę, ale nie potrafię zwalczyć...
Zatem mój problem z wagą nie jest fizyczny, ale bardziej psychiczny...
Jak sobie coś wyrzucam, że za dużo zjadłam, że jestem gruba ( co wiem, że nie jest prawdą ), mój narzeczony mówi mi, że nie umiem czerpać radości w życia i to poniekąd niestety jest prawdą. Nie powinno się żyć , aby jeść, ale jeść żeby żyć, ale też nie należy popadać w skrajności...
-
Nie załamuj się!3kg to malutko!Rób codziennie z rana śmieszne miny do lustra-pomoże Ci lepiej spojrzeć na świat!Mi pomagało!Jak miałam doły!Kochaj życie takim jakim jest a będzie Ci lżej! Trochę ruchu se dodaj i jedz normalnie!
Trzymaj się
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki