Strona 6 z 487 PierwszyPierwszy ... 4 5 6 7 8 16 56 106 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 51 do 60 z 4864

Wątek: Sukces czy porażka? Nie poddam się , walcze dalej...

  1. #51
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    Witaj Pris!!

    Ciesze sie że jestes. Zawsze świetnie potrafisz wszystko opisac . Prawda łatwiej jest dac sobie te 100 kcal i ja tak robie . Ciezko jest codzień walczyc z pokusa ale póki co to mnie czeka , bo nie mam zamiaru sobie odpuścic. bilans bilansem , ale mnie nie spada waga juz prawie od trzech miesiecy , odkąd weszłam na 1200. Prawda jest jeszcze jedna - NIE cWICZE i może tutaj tkwi błąd, ale jakoś ciężko mi sie zmobilizowac. Pomyślałam ostanio żeby sobie codzień poskakać , bez skaknki , bo takowej nie posiadam, ale tak samemu. Hantelki tez mi w domu leżą więc moze w końcu je wykorzystam. Chyba nawet zaraz sobie zrobie jakąś mała sesje.

    A jak tobie idzie?

    Pozdrowionka!!

  2. #52
    Kitola Guest

    Domyślnie

    Yasminsofija
    jak bardzo lubisz czekolade to spróbuj przekonać się do gorzkiej, możesz ją jeść bez wyrzutów sumienia a i humor poprawia lepiej niż mleczna.
    Rany, jakie ja bzdury pisze, ja sama w to nie wierze, ja chce MLECZNEJ CZEKOLADY NIE GORZKIEJ !!!!
    Ale cóz, jak nie można to nie można
    Pozdrawiam i trzymam kciuki żebyś utrzymała tą swoją ciężko wypracowaną wagę. Czy mi się też w końcu uda??? Musi...

  3. #53
    Awatar pris
    pris jest nieaktywny Znany na Dieta.pl
    Dołączył
    07-02-2005
    Mieszka w
    Małopolska
    Posty
    105

    Domyślnie

    No to chyba już widzisz w czym jest pies pogrzebany RUCH.

    Moim zdaniem stosując długo i wytrwale 1000kcal metabolizm Ci się baardzo zmniejszył = potrzebujesz mniej kalorii dziennie do funkcjonowania, jednocześnie waga Ci spadła, a przecież od masy zależy ile tych kalorii potrzebujesz. Ważąc 100kg chudniesz jedząc 2000kcal, Ty ważąc teraz 64 - 14kg mniej niż na starcie - stosujesz dietę 1200kcal i nie chudniesz, a raczej - JESTEM WRĘCZ PEWNA - chudniesz ale bardzo powoli. Wniosek jest prosty - nie ma sensu karać się (za co Cię tak zbeształa peszymistin) raz na jakiś czas tysiakiem, tylko trzeba ten metabolizm jakoś zmusić do większego wydatku energetycznego.
    Tyle już było poruszania kwestii "rozkręcania metabolizmu" - ostatnio słyszałam, że stosujac tysiak raz w tygodniu trzeba sobie wchłonąć 2000kcal, żeby organizm nie przeszedł w stan pernamentnego głodu i funkcjonowania na takich też obrotach, czyli spowolnionych. Ciało się broni, przecież nawet 1200kcal to TRYB OSZCZĘDNOŚCIOWY. Nie wiem czy to prawda, z tym 2000kcal raz w tygodniu, rewelacji takich wiele było. Ale drugi - i moim zdaniem logicznie, matematycznie podparty - sposób podkręcania metabolizmu to SPORT. Mięśnie w stanie spoczynku potrzebują dużo więcej energii niż tłuszczyk. Ruszając się masz większe zapotrzebowanie na energię. Pięknie się rzeźbisz i chudniesz

    A co u mnie? Nie jestem teraz taka gołosłowna prawiąc powyższe truizmy, bo swoje wydobywanie sie z joja zaczęłam właśnie z tej strony. W Boże Narodzenie ważyłam 68kg, rodzina w komplementach, ja radosna. Sportu zero, świeżo po South Beach z miłymi efektami, więc w święta trzeba było coś zjeść. Nie było źle, nic nie przytyłam bo to był KAWAŁEK sernika i pierniczek, a nie takowych dziesięć. Po świętach pomyślałam - hmm, skoro tak ,to sobie mogę pozwolić... no i poszła lawina. W 2 miesiące byłam na starcie, dorodne 75kg Jadłam dalej, ale w marcu sukces - doszła do mnie świadomość, że jojo mnie dopadło, bo jakoś unikałam wagi, oszukiwałam się wzorowo Próbowałam nie raz- "OD JUTRA" zaczynam, "OD DZIŚ RANA" zaczynam... Oczywiście szlag trafiał.
    Desperacja, co robić, wiosna za pasem, a ja kaszalot. Koleżanka w identycznej sytuacji, wylałyśmy sobie żale na kawce i decyzja - zapisujemy się do klubu fitness, trudno że kosztuje niemało, ale karnet open, "godzinka dziennie się zawsze znajdze" Kupiłam fajne ciuchy, poszłam. Jak na razie godzinka dziennie nie wchodzi w grę, bo po jednych zajęciach byłam kaleką z zakwasami na 3 doby, ale dzielnie poszłam na drugi dzień niemal wyjąc przy rozciąganiu tych zakwasiorów. Ale ROBIĘ COŚ, wydałam kupę kasy na to, nie mam zamiaru rezygnować. Wyrzeźbię chociaż ten tłuszcz może Nie mam zamiaru być więźniem diety. Ale dieta przyszła sama. Głupio tak, wyjść z cholernego wysiłku i zjeść batona. No i jak dotąd, tydzień będzie, sobie schodzę kalorycznie... sama, bez liczenia (liczę pod koniec dnia z ciekawości) - od 1800, do 1500, 1200. Dzisiaj, wiem że głupio, ale wyszło 750. Nie mam jak dobić, bo jedzenia w domu autentycznie ZERO, a na zakupy nie mam czasu iść, work work work. Nie jestem głodna, to się dzieje SAMO. Od czterech dni mam najpyszniejszy batonik pod słońcem pod nosem i NIE JEM GO. To mój sukces.

    Także - Krakowianko - ja Cię zapraszam na zajęcia
    Albo wskocz na rower, rolki na Bulwar, whatever (właśnie czekam na przesyłkę z allegro, będę śmigać na wrotkach ), kup płytę z ćwiczeniami i rozłóż matę przed telewizorem. Chyba w tym sukces.

    Uf, przepraszam że tak długo i mam nadzieję że bez moralizatorstwa.
    pozdrawiam
    Na diecie od zawsze na portalu - od 2005.
    Wzrost: 177, wiek: 29. [MÓJ WĄTEK]

  4. #54
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    Kitola trzymaj sie i dawaj tej mlecznej czekoladzie , bo dam po łapkach Mi by też ktos mógł dac, hehe.
    Pris słońce, Ty zawsze potrafisz mi wszystko wyjaśnić. Racja potrzebuje ruchu, ale nie stey tylko domowy wchodzi w rachube. Niestety od rynku mieszkam daleko. A szkoda bo uwielbiam spacerowac nad wisłaa, choć teraz to trochu niebezpieczne hehe. Doczytała sie że [przy mojej sylwetce najlepszym typem ruchu jest skakanka, fat burning. Płyte mam, skaknki nie ale skakć zawsze mozna . Hantelki też mam więc bicepsy sobie podreperuje.. Najciekawsze jest to ,że w święta Boeżego Narodzenia jadałam około 1500-1600 i schudłam zaraz po nich. Ale wtedy byłam długo na 1000. Dzis sie zaważyłam , niepotrzebnie , bo wiem że mam tydzien do @ i dwa kilo do przodu, czuje że spuchłam, nie przytyłam tylko spuchłam. Tak więc ruch ruch i jeszcza raz ruch , a co z tego wyjdzie ? dowieciesie na pewno.

    Aha bardzo dziękuje za link do mojego tematu, sama bym zrobiła ale nie umiem tak ładnie kdować. Dzieki!!

  5. #55
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    Postanowiłam napisac tu swoje postanowienia, dwa:

    Zaczynam ćwiczyć!

    Dzis troche poskacze, brzuszki zrobie i może hantelki czymś zajme

    Postaram sie jak najmniej jeść słodyczy!

    Nie wogóle ale zmniejszyc ilośc do minimum.

    No to jak już napisałam to wykręcic sie nie moge.

  6. #56
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    xixa nie wiem jak sobie wyobrażam dzień bez podliczenia, ale póki co nie wyobrażam sobie, mówiąc szczerze. Mysle że za niedługo spróbuje zrobic sobie dzień bez liczenia taki jeden w tygodniu i wtedy sie okaże czy dam rade czy nie.

    Mój dziesiejszy jadłospis:

    1.ciemna buła z bieluchem i szynka, ogórek kiszony, jogurt fruttis( zielony)
    2.jabłko, 4 kostki czekolady,
    3.zurek
    To mam jeszcze w palnie:

    4. 200gr warzywa po chłopsku frosty, kasza jęczmienna
    5 buła ciemna z maślanką


    wymysliłam sposób na ćwiczenia, chodząc po domu, robiąc coś sprzatajac, no ogólnie zajmując sie domem podskakuje, robie małe wymachy, generalnie wprowadzam mała forme fat burningu. Juz mnie nogi bolą, hihi. wieczór sobie poćwicze" normalnie"

  7. #57
    Guest

    Domyślnie

    Cóz mi tez wypada poprzec Pris i fajnie, że Yasmin zamierzasz włączyc ruch do swojego planu dnia. Witam w klubie cwiczących w domowym zaciszu, ma to swoje plusy i minusy. Plusy:
    - ćwiczysz kiedy masz Ty czas, mi sie zdarza i o 22.00
    - oszczędasz pieniążki na karnecie, bo go nie potrzebujesz, a także na super dresie :P
    - czujesz wiekszy komform psychiczny, nikt sie na Ciebie jak co nie gapi
    Minusy:
    - musisz sie sama moblizizować co do czasu, ilości powtórzeń i chęci
    - w klubie jest większy wybór ćwiczen niż to co na płtykach, choc to nie zasada.
    Sama teraz przekonałam sie do pilates, wczesniej tylko callanetics, ale cóz obecnie aerobiki, jogging i inne podskoczki odpadaja 0 nosek :P

    Pozdrawiam i zycze tytrwałości

  8. #58
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    Agalicht witaj! Masz racje z tymi plusami minusami ale ja leń okrutny jestem. Był czas że ćwiczyłam w domu bardzo długi okres, a i był czas kiedy chodziłam do klubu. I jedna jest prawda lepsza motywacja w klubie ale w domu mozna spkojniej w swoim tempie. pozdrawiam!!

    Peszymistyn , no a juz myslałam że do mnie nie przyjdziesz Masz racje to była decyzja dojrzewająca. A pris po prostu namówiła mnie w najwałasciwszy spsób, nie namawiajac a tłumacząc , dlaczego moja waga może stać. Efekt taki że dziś już poskakałam a jeszcze steperek chyba wykorzystam. co do tych 1500 to tez sie zastanawiałam nad tym ale sie boje , bo generalnie ja bym teraz musiała nie wiecej niż 1400 jeść,. Metabolizm wolniutki, liczyłam.
    A ode mnie masz ciepły przyjacielski uścisk!!

    Dzieki dziewczyny!!

  9. #59
    Awatar pris
    pris jest nieaktywny Znany na Dieta.pl
    Dołączył
    07-02-2005
    Mieszka w
    Małopolska
    Posty
    105

    Domyślnie

    Peszymistin - teraz zrozumiałam, chodziło o to, że poczułaś się namaszczonym przewodnikiem zbłąkanych albo niedoświadczonych owieczek i przestraszyłaś się własnego poczucia siły i nieomylności? Tak to zrozumiałam, jeśli źle to sprostuj. Szczerze mówiąc... to jest przyjemne. Ale jak sama myślę że pisałam i czasem mi się zdarzy komuś coś "poradzić" to mi jest z tym dobrze, nie wiem czy komuś tak; ale samopoczucie mi nieco poprawia, mimo że w tym momencie mogę własnie kończyć kilogramowe pudło ptasiego mleczka Ale nikt tego nie widzi. I z ręką na sercu - bywało może nie tak spektakularnie, ale podobnie paradoksalnie w moim wypadku "mądrzenia się" na forum. Heh.
    A co do wspierania się w złych i dobrych chwilach... Zależy co kogo motywuje. Niektórzy potrzebują pogłaskania po porażce i wtedy chuchani i wspierani podnoszą się i dalej dietują. Inni potrzebują kopa w du*ę o sile wybuchu atomówki w Hiroszimie i wtedy mogą kontynuować odchudzanko. Naprawdę to jest indywidualne moim zdaniem. Ciężko wyczuć i dogodzić każdemu. Teraz mogę tylko przewidzieć, że gdy Xixa zniknie z forum na tydzień i napisze potem ze skruchą że jadła dzień w dzień 8000kcal (da się tyle?! ) to trzeba jej opieprzu. Jeśli yasmin tak zrobi - to jak sądzę trzeba najpierw wesprzeć, pocieszyć, a potem konstruktywnie opieprzyć Nie wiem na ile mam rację - ale - mogę się wypowiadać jeśli wogóle mogę, na temat osób z którymi najwięcej rozmawiam. Nie wiem czego trzeba szesnastoletniej Joli z Koziej Wólki w chwili upadku.

    Co do słodyczy... pozwalanie sobie w limicie jest super i psychika nieco się rozprostowuje po masochistycznym biczowaniu się zakazami, ale to jest dla tych silnych Którzy na rządku czekolady poprzestaną. Dla tych co wiedzą, że jak kostka to i cała tabliczka a na dokładkę ptyś z kremem, to wyjściem jest chyba dzień rozpusty raz na jakiś czas. W Szwecji ponoć swego czasu tak dbano o zęby, że dzieciaki miały dzień w tygodniu kiedy mogły jeść słodkie, jadły do obrzydzenia, myły zęby i czekały do następnej np. soboty. Może to jest wyjście?
    Czy ja się MĄDRZĘ? Jeśli tak to przepraszam, ale myślę że prowadzimy pewien dialog a to moje przemyślenia na ten temat
    Ja w sobotę osiągnę tydzień bez słodkiego, jeśli osiagnę, bo jak na raziie mnie nie ssało jakoś potwornie. Jak mi się rzuci czekolada na mózg to ją zjem i już.

    pozdrawiam
    Na diecie od zawsze na portalu - od 2005.
    Wzrost: 177, wiek: 29. [MÓJ WĄTEK]

  10. #60
    yasminsofija Guest

    Domyślnie

    Jeśli yasmin tak zrobi - to jak sądzę trzeba najpierw wesprzeć, pocieszyć, a potem konstruktywnie opieprzyć Nie wiem na ile mam rację - ale - mogę się wypowiadać jeśli wogóle mogę, na temat osób z którymi najwięcej rozmawiam.
    Konstruktywny opieprz, tak to własnie chyba to co mnie idealnie motywuje, ale pocieszenie przydaje sie na poczatku.


    Ja w sobotę osiągnę tydzień bez słodkiego, jeśli osiagnę, bo jak na raziie mnie nie ssało jakoś potwornie. Jak mi się rzuci czekolada na mózg to ją zjem i już
    Właśnie , ja też , jak mam ochote to zjem rządek czekolady, małe ciacho jest git. A jedna kostke to ja naprawde umiem strasznie długo jeść. Zanim wiec dojde do czterech to zasładzam sie na śmierc.
    Ja juz po steperze ( 1100 schodków) i podskokach, na wieczór zostawie sobie brzuchy i rozciaganie.[/quote]

Strona 6 z 487 PierwszyPierwszy ... 4 5 6 7 8 16 56 106 ... OstatniOstatni

Zakładki

Zakładki
-->

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •